Ciastka prawie z niczego

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas pieczenia: ok. 20 min.

Ciastka prawie z niczego

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas pieczenia: ok. 20 min.

To były chyba pierwsze ciastka, które upiekłam dla Antka. Były to jeszcze ciężkie czasy jego silnej alergii, kiedy przeszukiwałam sieć w poszukiwaniu przepisów nie zawierających jajek, cukru, glutenu i nabiału. Gdzieś natrafiłam na ten przepis w jego pierwotnej wersji, ale zmieniłam go dostosowując do naszych potrzeb. Nieco obawiałam się efektu, ale wyszły świetnie. Tak je polubiliśmy, że piekę je często na prośbę dzieci. Znikają szybciej niż ciastka z cukrem i masłem, co nieustannie mnie zadziwia.
W wersji bezglutenowej używałam płatków owsianych bezglutenowych, a masło zastępowałam olejem kokosowym, żeby uniknąć laktozy.
  • 225 g płatków owsianych (bezglutenowych) lub orkiszowych
  • garść pokrojonych drobno daktyli
  • łyżka syropu klonowego
  • 1 łyżka masła (oleju kokosowego)
  • 150 ml wody
  • 1/4 łyżeczki sody
  • szczypta soli

Przygotowanie

Płatki zmielić drobno, ale nie na mąkę. Dodać do nich daktyle, syrop, sodę i sól. Wodę podgrzać z masłem, żeby się rozpuściło. Wlać to do suchych składników i wymieszać do momentu uzyskania ciasta. Rozwałkować je dość grubo. Jeśli się lepi, podsypać nieco wybraną mąką. Wykrawać ciastka i układać je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w temp. 180 stopni przez 10 minut, wyciągnąć blachę, przełożyć wszystkie ciastka na drugą stronę i piec kolejne 9-10 minut. Te ciastka są bardziej suszone niż pieczone. Nie wykrawać zbyt cienkich, bo mogą się przypiec.
 

Kawa po wietnamsku z la Ruiny

Czas przygotowania: ok. 2 min.

Kawa po wietnamsku z la Ruiny

Czas przygotowania: ok. 2 min.

Mam tak czasami, że doświadczam czegoś po raz pierwszy ale czuję, że to jest dla mnie od zawsze… No, może prawie od zawsze. Tak było z Podlasiem, tak było z Podlesicami w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, tak było z ciastem ze śliwkami, które piekłam na okrągło przez całą jesień. Tak było też z kawą po wietnamsku, którą wypiłam w la Ruinie na poznańskiej Śródce. Wybrałam się tam ostatniej soboty z Tomkiem na randkę w ramach pocieszenia za wyjazd weekendowy (do Podlesic właśnie), który nie doszedł do skutku. Antkowi w nocy wyskoczyła gorączka, więc zostaliśmy. Klasyka. Na otarcie łez zamówiliśmy sobie po kawałku ciasta i wspomnianą kawę właśnie. Zrobiłam pierwszy łyk i… Ta kawa była po prostu idealna, dla mnie od zawsze. Wypytałam kelnerkę o wszystko i jeszcze wieczorem kupiłam wszystko co potrzebne, żeby doświadczać tego rajskiego smaku w domu. Co mnie tak urzekło? Po pierwsze sam smak i aromat kawy, zupełnie inny niż moje ukochane espresso. Jest w nim i czekolada, i whisky, i jeszcze coś. Do tego słodkie mleko skondensowane. Nie lubiłam wcześniej słodkich kaw, ale tutaj te smaki komponują się idealnie.
Nie da się przygotować tej kawy bez dodatkowych zakupów. Trzeba zainwestować w oryginalny zaparzacz wietnamski i oryginalną wietnamską kawę. I oczywiście słodkie mleko skondensowane, nie musi być wietnamskie, polskie zupełnie wystarczy. Piję ją teraz codziennie i jestem w niebie, czego i Wam życzę.
Przepis zaczerpnęłam z książki „Lubię” Moniki i Jana Pawlaków, założycieli i właścicieli la Ruiny.
  • wietnamski zaparzacz phin o pojemności 140 ml
  • 15 g wietnamskiej kawy trung nguyen (2 dość pełne łyżki)
  • 40 g słodzonego mleka skondensowanego
  • 150 ml wrzątku

Przygotowanie

Do małej szklanki o pojemności ok. 200 ml wlać ok. 40 g mleka (robię to oczywiście „na oko”). Na dno zaparzacza wsypać kawę i lekko ugnieść, nakryć okrągłym metalowym kółkiem i położyć na szklance. Wlać ok. 1/3 wrzącej wody, nakryć pokrywką. Po ok. 30 sekundach dolać resztę wrzątku i czekać kilka minut, aż kawa będzie gotowa. Zalecane jest wstawianie szklanki z zaparzaną kawą do większej szklanki z gorącą wodą, która pełni funkcję termosu i zapobiega stygnięciu kawy w czasie tych kilku minut zaparzania. Ja tego oczywiście nie robię, żeby uniknąć dodatkowych ruchów i suszenia kolejnych naczyń, a temperatura kawy jest ok.
Kawę i zaparzacz kupiłam na www.czylichili.pl. Zaparzacz kosztuje ok. 18 zł, kawa (Creative 4 Trung Nguyen) za 250 g – 24 zł.
 

Pesto

Czas przygotowania: ok. 15 min.

Pesto

Czas przygotowania: ok. 15 min.

Moje starsze dzieci od wielu lat bardzo lubią pesto, takie najzwyklejsze, ze słoika. Używają przede wszystkim do zapiekanych kawałków chleba z mozerallą, do szkolnych kanapek, czasami do makaronu. Nigdy nie mogłam zrozumieć jak może im to smakować, bo dla mnie smak kupnego pesto, nawet jeśli kupowałam to z „najwyższej półki”, był po postu paskudny. Któregoś dnia postanowiłam zrobić pesto w domu, ze świeżej bazylii, podprażonych orzeszków piniowych, świeżo startego parmezanu, dobrej oliwy i dwóch ząbków czosnku. I przepadłam!!! Pesto jest obłędne, przepyszne, ale tylko to domowej roboty. Nie kupujcie pesto, zróbcie sobie sami 😊
  • doniczka świeżej bazylii
  • 10 dkg orzeszków piniowych (kupuję 2 małe opakowania w lidlu)
  • ok. 10 dkg świeżo startego parmezanu/ grana padano
  • 2 ząbki czosnku
  • oliwa
  • kilka kropli soku z cytryny do smaku
  • sól, pieprz

Przygotowanie

Obciąć bazylię, umyć i osuszyć, oberwać liście. Rozgrzać patelnię i podprażyć na niej (suchej) orzeszki piniowe. Uważać, żeby się nie przypaliły (bardzo łatwo się przypalają), przestudzić. Zmiksować liście bazylii, piniole, starty ser, przeciśnięty przez praskę czosnek, dodać tyle oliwy, żeby otrzymać pożądaną konsystencję. Doprawić do smaku cytryną, solą i pieprzem. Przechowywać w słoiku w lodówce przez kilka dni.
 

Polędwiczki wieprzowe w sosie śliwkowym po azjatycku

Czas przygotowania: ok. 40 min.

Polędwiczki wieprzowe w sosie śliwkowym po azjatycku

Czas przygotowania: ok. 40 min.

Śliwki to mój najukochańszy owoc. Zajadami się surowymi codziennie, podduszone dodaję do porannej owsianki, przerabiam na powidła, musy z goździkami i cynamonem do gofrów i naleśników oraz nalewki, idealne na długie, zimne wieczory. Śliwki nieźle komponują się z mięsem, na blogu są już 2-3 dania mięsne z ich udziałem. Dzisiaj w wersji nieco azjatyckiej, z sosem sojowym i makaronem ryżowym. Zrobiłam podwójną porcję, żeby mieć choć raz obiad na dwa dni i… udało się, po raz pierwszy od bardzo dawna.
  • 2 polędwiczki wieprzowe
  • 4 zmiażdżone ząbki czosnku
  • 2 duże cebule
  • 2-3 łyżki sosu sojowego
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • ½ szklanki zimnej wody
  • ok. 30 śliwek węgierek, bardzo dojrzałych
  • ok. 4 łyżeczki sosu sojowego
  • sól, pieprz
  • (cukier trzcinowy)
  • olej
  • szczypior
  • sezam

Przygotowanie

Na sos rozcinamy śliwki i wyjmujemy pestki. Zalewamy 1/2 szklanki wody i gotujemy do miękkości. Przecieramy przez sito, doprawiamy sosem sojowym, solą i pieprzem. Jeśli śliwki były mało słodkie, można dosypać nieco cukru trzcinowego do smaku. Doprowadzamy wszystko do wrzenia i gotujemy ok. 15 minut, żeby sos zgęstniał. Na patelni rozgrzewamy olej. Podsmażamy cebulę, po chwili dorzucamy czosnek, dodajemy pokrojone w kostkę mięso. Smażymy aż się zrumieni. Wlewamy sos śliwkowy i dodatkowy sos sojowy, całość dusimy 10 minut. Mąkę ziemniaczaną wymieszać z ½ szklanki zimnej wody i wlać do sosu, żeby go zagęścić. Jeszcze chwilę całość podusić, jeśli trzeba, doprawić. Podawać z makaronem ryżowym (ja akurat miałam makaron soba), posypane szczypiorem i podprażonym sezamem.
 

Kruche ciasto ze śliwkami

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas chłodzenia: ok. 15 min., czas pieczenia: ok. 45 min.

Kruche ciasto ze śliwkami

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas chłodzenia: ok. 15 min., czas pieczenia: ok. 45 min.

Był w moim życiu taki czas, że starałam się piec bardzo, bardzo zdrowo. Najchętniej bez cukru, bez glutenu, czasami bez masła, a nawet bez jajek. Za to z fasolą, burakiem, dynią czy marchewką. Było to głównie podyktowane alergią Antka, ale nie ukrywam, że bardzo wkręciłam się na te wszystkie „bez”. Moje zdrowe wypieki były zjadliwe, ale spójrzmy prawdzie w oczy: najlepsze są ciasta zawierające masło i cukier i takie też ostatnio piekę, jedynie mąkę pszenną zastępuję orkiszową. Ciągle poszukuję nowych pomysłów, przeszukuję dziesiątki moich książek kulinarnych i magazynów, szukam na blogach, piekę i testuję na rodzinie. Ten przepis to moje najnowsze odkrycie, znaleziony na moim ulubionym blogu whiteplate.com. Kiedy upiekłam to ciasto po raz pierwszy, moja Rodzina zgodnie stwierdziła, że ciasto jest GENIALNE i mam robić JAK NAJCZĘŚCIEJ. Oczywiście nie zdążyłam wtedy zrobić zdjęcia, bo zniknęło natychmiast. Dzisiaj zrobiłam je rano, gdy wszyscy byli w przedszkolu/ szkole/ pracy/ gdzieś i tylko dzięki temu zrobiłam zdjęcie. Tym razem zrobiłam je tylko ze śliwkami i cukrem pudrem, ale wersja pierwsza, ze śliwkami i brzoskwiniami oraz lukrem była idealna. Kombinujcie i cieszcie się nadchodzącą jesienią.
  • 90 g mąki ziemniaczanej
  • 120 g mąki orkiszowej białej
  • 90 g zimnego masła, pokrojonego na kawałki
  • 80 g cukru ( w oryginalnym przepisie puder, u mnie zwykły trzcinowy)
  • 1 jajko
  • 1 łyżka śmietany 18% (miałam tylko śmietankę i było ok)
  • wybrane owoce
  • (cukier puder)

Przygotowanie

Wszystkie składniki na ciasto utrzeć za pomocą miksera. Ciasto będzie miękkawe i takie ma być. Schłodzić je przez 15 minut w lodówce. Formę do pieczenia wyłożyć papierem do pieczenia (używam okrągłej formy z wyciąganym dnem o średnicy 23 cm) i rozłożyć na niej ciasto. Podobno na mące pszennej może się kleić, ale na orkiszowej rozkłada się łatwo. Rozłożyć na nim wybrane owoce. Piec w piekarniku rozgrzanym do 180 – 190 stopni. przez 45 – 60 minut. Mi nie zabiera to więcej niż 45 minut, ale trzeba sprawdzać. Po przestudzeniu można oprószyć cukrem pudrem lub zrobić lukier dodając do cukru pudru odrobinę wrzątku.
 

Zapiekany kalafior

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas zapiekania: ok. 20 min.

Zapiekany kalafior

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas zapiekania: ok. 20 min.

Kalafior nigdy nie należał do moich faworytów, ale ostatnio nieco się do niego przekonałam, a to za sprawą pieczenia. Jeśli w taki czy inny sposób zostanie upieczony, zmienia się w całkiem niezłe warzywo. Ten przepis podpatrzyłam w książce „Kaukasis”, pełnej pysznych, bardzo aromatycznych dań z państw Kaukazu. Spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem, gdy podałam go na obiad w bardzo upalne popołudnie.
  • 1 spory kalafior
  • masło klarowane/ olej + masło
  • 2 cebule
  • 5 jajek, rozmąconych
  • 3 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
  • 200 g żółtego sera dojrzewającego (typu bursztyn)
  • sól, pieprz
  • natka

Przygotowanie

Umyty i oczyszczony kalafior pokroić na plastry grubości ok. 3 cm. Oczywiście będzie się to rozwalać, mniejsze części, które odpadły, zachować. Na dużej patelni obsmażyć plastry kalafiora z obu stron na maśle klarowanym lub maśle z olejem. Obsmażyć też części, które odpadły. Cebule pokroić w cienkie plastry i podsmażyć ją na oleju aż zmięknie i się zrumieni. Jajka, czosnek, usmażoną cebulę i starty ser wymieszać, dodając sól i pieprz. Plastry i części kalafiora ułożyć w żaroodpornym naczyniu, zalać masą jajowo-serową. Zapiekać ok. 20 minut w 180 st. Przed podaniem posypać natką.
 

Sałatka z razowego makaronu i pieczonych pomidorków

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas pieczenia: ok. 15 min.

Sałatka z razowego makaronu i pieczonych pomidorków

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas pieczenia: ok. 15 min.

Oto kolejna propozycja na upalny dzień i pełnię sezonu pomidorowego. Wpadłam na nią przy okazji pieczenia pomidorów na moją ulubioną zupę. Dorzuciłam do piekarnika drugą blachę wypełnioną małymi pomidorkami i posiekanym czosnkiem, polałam oliwą i piekłam około 15 minut. Dorzuciłam do ugotowanego wcześniej zimnego makaronu z lodówki, dopełniłam dodatkami i mieliśmy główne danie obiadowe. Do tego jakaś sałatka i obiad gotowy.
  • 30-40 dkg ugotowanego wcześniej i schłodzonego makaronu razowego (lub innego ulubionego)
  • ok. 50 dkg pomidorków
  • 3 ząbki czosnku
  • sól, pieprz
  • oliwa
  • dużo świeżej bazylii
  • świeżo starty parmezan

Przygotowanie

Pomidorki przeciąć na pół, rozłożyć na blaszce przecięciem do góry. Rozłożyć na nich posiekany czosnek, polać oliwą, posolić, popieprzyć. Wstawić do nagrzanego do 180 st. piekarnika na 15 – 20 minut. W międzyczasie zetrzeć parmezan i podrzeć liście bazylii. Do sporej miski wrzucić makaron, dorzucić połowę pomidorków z oliwą i sokiem, który puściły, wymieszać. Na wierzchu ułożyć resztę pomidorów, posypać bazylią, parmezanem i świeżo startym pieprzem. Można dodatkowo polać oliwą.
 

Chłodnik z pomidorów i pomarańczy

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas gotowania: ok. 20 min.

Chłodnik z pomidorów i pomarańczy

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas gotowania: ok. 20 min.

Wiele razy pisałam już o mojej miłości do zup, których gotuję bardzo dużo, najróżniejszych. Uwielbiam gęste, sycące i gorące, takie, do których nie potrzebuję już kolejnego dania (moja Rodzina potrzebuje). Zupy na zimno czyli chłodniki nie specjalnie mnie pociągały, ale upały ostatnich dni zmieniły moje do nich podejście. Ugotowałam chłodnik na bazie pomidorów i świeżo wyciskanego soku z pomarańczy. Jest orzeźwiający, trochę kwaśny, trochę słodki, idealny na upały. Macie ochotę na ochłodę?
  • 1 cebula
  • masło klarowane/ olej
  • 3 – 4 ząbki czosnku
  • ok. 1,5 kg dojrzałych pomidorów
  • ½ – 1 łyżeczki cynamonu
  • tymianek (świeży lub suszony)
  • 3 pomarańcze
  • sól, pieprz
  • syrop klonowy/ cukier trzcinowy
  • (sok z cytryny)

Przygotowanie

Rozgrzać garnek, wrzucić masło/ wlać olej i poddusić na nim posiekaną cebulę uważając, żeby się nie przypaliła. Dorzucić posiekany czosnek, tymianek, cynamon, dusić jeszcze około minuty. Dorzucić pokrojone pomidory, sól, pieprz, cukier/ syrop klonowy, wlać szklankę wody, przykryć pokrywką i gotować ok. 20 minut. W międzyczasie wycisnąć sok z pomarańczy. Zupę zmiksować, najlepiej jeszcze przelać przez sitko, żeby pozbyć się skórek z pomidorów i gałązek tymianku. Jeśli trzeba, jeszcze doprawić. Nieco schłodzić, wlać sok z pomarańczy i wymieszać. Sprawdzić doprawienie, w razie potrzeby wcisnąć nieco soku z cytryny i dodać tego, czego brakuje. Całość mocno schłodzić w lodówce. Podawać ze świeżo zmielonym pieprzem i np. liśćmi bazylii.
 

Socca czyli placek z mąki z ciecierzycy (bezglutenowy)

Czas przygotowania: ok. 3 min., czas pieczenia: ok. 25 min.

Socca czyli placek z mąki z ciecierzycy (bezglutenowy)

Czas przygotowania: ok. 3 min., czas pieczenia: ok. 25 min.

Ten przepis zapożyczyłam z „Nowej Jadłonomii” Marty Dymek, ale poleciła mi go znajoma, której mama od pewnego czasu jest na ścisłej diecie, także bezglutenowej. Brak glutenu nie był dla mnie najważniejszą zaletą tego placka, ale ciecierzyca, która jest pełna białka i innego dobra, a której w żadnej innej formie nie byłabym w stanie przemycić Antkowi. A tutaj się udało, zjedliśmy ją któregoś dnia we dwoje do obiadu. Nie ukrywam, że byłam mile zaskoczona tym, z jaką chęcią Antek ją wsuwał, tym bardziej, że nie uznałabym jej smaku za wybitny. Sama w sobie jest nieco bez wyrazu, pomimo tego, że mocno ją doprawiłam. Jednakże w towarzystwie sałatki z pomidorów, różnych innych świeżych warzyw i nasączona oliwą z tejże sałatki bardzo zyskała na smaku. Polecam ją jako dodatek do różnych sałatek z oliwą czy dobrym olejem, fajna będzie także do najróżniejszych past, które latem robi się tak łatwo, bo obfitość warzyw jest ogromna.
  • 1 szklanka mąki z ciecierzycy
  • 1 szklanka i 2 łyżki zimnej wody
  • 2 łyżki oliwy
  • sól
  • ulubione przyprawy, ja używam gotową mieszankę suszonych pomidorów, rukoli i sezamu

Przygotowanie

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać (najlepiej trzepaczką balonową) i odstawić na przynajmniej pół godziny, żeby mąka napęczniała. Piekarnik rozgrzać do 220 st. Formę nasmarować oliwą i wsunąć do piekarnika na 4-5 minut, żeby się porządnie nagrzała. Gorącą formę wyjąć i wlać ciasto. Wsunąć do piekarnika i zapiekać 20-25 minut, aż brzegi się mocno zarumienią. Kroić i jeść na gorąco, albo przestudzone.
 

Kurczak z mozarellą zapiekany w pesto

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas zapiekania: ok. 25 minut

Kurczak z mozarellą zapiekany w pesto

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas zapiekania: ok. 25 minut

Latem, gdy jest tyle pysznych świeżych warzyw, jeszcze trudniej przygotowuje mi się potrawy z mięsem. Nie ukrywam, że najczęściej robię to, co zajmuje najmniej czasu i jest najprostsze, więc ciągle powtarzam te same dania. I nie chce mi się wymyślać niczego nowego. Ostatnio jednak postanowiłam, że spróbuję i zaproponuję moim Mięsożercom coś nowego. Pracy przy tym daniu jest niewiele, nie trzeba wcześniej obsmażać mięsa, więc jest ok. Wyszło podobno super, najbardziej kurczaka chwalił Łukasz, który jest fanem włoskich smaków.
  • 2-3 piersi kurczaka
  • 2-3 kulki mozzarelli
  • 4 łyżki pesto
  • kubek (ok. 200 g) śmietany (kwaśnej) 18%
  • sól, pieprz
  • 2 garści świeżo startego parmezanu/ grana padano

Przygotowanie

Kurczaka umyć, osuszyć, posolić, popieprzyć i pokroić na w miarę równe kawałki wielkości zbliżonej do plastrów pokrojonej mozzarelli. Wsadzić do śmietany wymieszanej z pesto i schłodzić w lodówce przez ok. 1 godzinę. Mozarellę pokroić w plastry. Naczynie żaroodporne wysmarować oliwą i układać rzędy plastrów kurczaka i mozzarelli na zmianę. Posmarować całość resztą śmietany z pesto i wstawić do nagrzanego do 200 st. piekarnika. Piec ok. 15 minut, wysunąć na chwilę formę i posypać całość parmezanem. Zapiekać kolejne 10-15 minut.