Klopsiki wołowe z fetą

Czas przygotowania: ok. 30 min.

Klopsiki wołowe z fetą

Czas przygotowania: ok. 30 min.

Przepisów z mięsem jest na moim blogu niewiele, bo nie jestem jego fanką. Był czas, że nie jadłam go zupełnie, ale przekonałam się, że wegetarianizm nie do końca mi służy. Słucham siebie i gdy czuję, że mam ochotę na kawałek, to po prostu jem, bo wiem, że mi tego potrzeba. Latem zdarza się to pewnie raz w miesiącu, w czasie zimowym nieco częściej. Ponieważ sięgam po mięso tak rzadko, jem to, co lubię najbardziej czyli wołowinę. Te klopsiki są moim najnowszym odkryciem i praktycznie od pewnego czasu to jedynie danie mięsne, jakie jem. Robi się je prosto i szybko, z kilku składników i są pyszne. Podaję je z pieczonymi warzywami, czasem z ziemniakami puree, niekiedy jako nadzienie do domowej pity. Natka pietruszki pasuje do nich idealnie, ale czasami ze względu na Antka jej nie dodaję, bo jak wrzucę, to siedzi godzinę przy obiedzie i wydłubuje każdy kawałek. Na szczęście tymianek akceptuje 😊. Idealnie komponują się z sosem czosnkowym.
  • ok. 70 dkg mielonego mięsa wołowego
  • kostka fety/ sera bałkańskiego
  • świeży/ suszony tymianek
  • posiekana natka pietruszki
  • odrobina cynamonu
  • sól, pieprz
  • masło klarowane do smażenia

Przygotowanie

Ser pokruszyć na kawałki, wymieszać w misce widelcem z mięsem i pozostałymi składnikami. Formować malutkie klopsiki i obsmażyć je krótko ze wszystkich stron na patelni z rozgrzanym masłem klarowanym. Wołowina świetnie się lepi, nie ma potrzeby wbijania jajka. Podsmażone klopsiki przełożyć do żaroodpornej formy i piec w 200 stopniach około 5 minut, żeby dopiekły się w środku.
 

Pieczone nadziewane cukinie

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas zapiekania: 25 min.

Pieczone nadziewane cukinie

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas zapiekania: 25 min.

Lato w pełni. Stragany uginają się pod pomidorami, które w końcu smakują jak pomidory, bobem, fasolką, rodzimymi kalafiorami, czereśniami, malinami i jeszcze innymi warzywami i owocami, których tu nie wspomniałam. Od początku wakacji kursuję miedzy domem a Puszczą Notecką, do której jeżdżę z Antkiem. Siedzimy tam w małej wsi i prowadzimy wiejskie życie, które nam obojgu bardzo odpowiada. Chodzimy do lasu, który mamy za płotem, jeździmy nad pobliskie jezioro, robimy pierogi z jagodami, których w tym roku nie ma za wiele, bo jest bardzo sucho. Antek kilka razy dziennie biega do sklepiku i jest to jego ulubione zajęcie. Jest taki zadowolony, że może chodzić tam samodzielnie, bo w domu nie jest to na razie możliwe, najbliższy sklep jest dość daleko i przy bardzo ruchliwej ulicy. Wydaje swoje kieszonkowe na różne paskudne słodycze i napoje, których na co dzień u nas nie ma. Pamiętam to ze swojego dzieciństwa, kiedy spędzałam wakacje u mojej ukochanej babci Heleny na poznańskim Dębcu, która dawała mi pieniądze na lody bez limitu i inne paskudztwa, których Mama nam nie kupowała (chociaż wybór paskudztw był zdecydowanie słabszy, bo była to głęboka komuna). O to przecież w tych wakacjach chodzi, między innymi.
A co do przepisu, podaję go na podstawie „Prosto” Yotama Ottolenghi, z której to książki opublikowałam już kilka przepisów, bo są genialne. Trochę go uprościłam, żeby było jeszcze szybciej i łatwiej. Proporcję podaję za autorem, ale je robię podwójnie.
  • 2 średnie cukinie
  • ząbek czosnku
  • jajko
  • 40 g parmezanu
  • 40 g bułki tartej
  • 100 g pomidorów
  • cytryna
  • posikane listki oregano
  • 35 g orzeszków piniowych
  • oliwa
  • sól, pieprz

Przygotowanie

Cukinie przekroić na pół wzdłuż i za pomocą łyżki wydrążyć z nich miąższ. Miąższ włożyć na sito i mocno odcisnąć. Przełożyć do miski, wymieszać z czosnkiem, jajkiem, parmezanem, bułką tartą i solą. Dodać pokrojone w kostkę pomidory, wrzucić do masy cukiniowej i wszystko wymieszać. W drugiej misce połączyć skórkę z cytryny, oregano i orzeszki, wcześniej lekko podprażone i wmieszać do masy. W naczyniu żaroodpornym ułożyć cukinie, posmarować oliwą i posypać solą, zapiec około 10 minut w temperaturze 180 stopni. Nałożyć farsz i zapiekać jeszcze około 15 minut w temperaturze 200 stopni lub do zrumienienia.
 

Gratin Dauphinois czyli zapiekane ziemniaki

Czas przygotowania: ok. 25 min., czas zapiekania: ok. 50 min.

Gratin Dauphinois czyli zapiekane ziemniaki

Czas przygotowania: ok. 25 min., czas zapiekania: ok. 50 min.

Nie wiem jak to się stało, że to danie odnalazłam dopiero w zeszłym roku. Ale jak już znalazłam, robiłam je zimą bardzo często. Jest to potrawa idealna na zimę – ciężka, kremowa i cudownie rozgrzewająca od środka. Dodatkowo jest banalnie prosta, zrobiona z kilku podstawowych składników i mimo to, godna królewskiego stołu. Może z tym ostatnim nieco przesadziłam, bo wizualnie nie poraża urodą, ale to comfort food w najlepszym wydaniu, szczególnie na chłodne dni. Ta wiosna jaka jest każdy widzi, kolejne dni przypominają zimę, więc póki jest jak jest, pędźcie po pyry i śmietankę, czosnek, sól, pieprz i gałka muszkatołowa pewnie gdzieś się znajdą w szafkach. I byle do wiosny, w końcu tej prawdziwej z ciepłem, słońcem i klapkami na stopach.
Przepis znalazłam na blogu strawberrisesfrompoland.pl i jest tak idealny, że nie zmieniłam niczego.
  • około 1 kg ziemniaków
  • ok. 400 ml śmietanki 30%
  • masło do wysmarowania formy
  • 2-3 ząbki czosnku
  • sól, pieprz
  • świeżo starta gałka muszkatołowa

Przygotowanie

Ziemniaki umyć, obrać i pokroić na cieniutkie plasterki. Używam do tego mandoliny, którą kupiłam specjalnie do tego dania (Ikea). Bez mandoliny czas przygotowania się zdecydowanie wydłuży. Formę do zapiekania wysmarować masłem. Śmietankę wymieszać z przyprawami i przeciśniętym przez praskę czosnkiem, zalać tym ułożone w formie ziemniaki. Można trochę uklepać. Zapiekać około 50-60 minut w piekarniku rozgrzanym do 160 stopni. Jeśli w tym czasie zapiekanka się nie zezłoci, można zapiec jeszcze kilka minut dłużej podnosząc temperaturę do 200 stopni.
 

Najprostsza pieczona brukselka

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas pieczenia: 20 – 25 min.

Najprostsza pieczona brukselka

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas pieczenia: 20 – 25 min.

Dzisiaj, podczas wieczornego spaceru z Kenzo, po raz pierwszy tej zimy poczułam „ten” zapach. Jest to zapach, który pojawia się tylko o tej porze roku i trwa bardzo krótko, i jest to zapach nadciągającej wiosny, tak przeze mnie wyczekiwanej. Chociaż ta zima jest niezmiernie łaskawa, pełna śniegu i słońca (czy tylko ja ją tak postrzegam?), długich spacerów po zmrożonym lesie, sanek na górce nad Wartą, tęsknię już za słońcem, które ogrzewa, przebiśniegami, krokusami i coraz dłuższymi dniami. Mam ochotę na kawę wypitą na tarasie, pracę w moim ukochanym ogrodzie i niespieszne powroty ze szkoły z Antkiem i naszymi psami. Wiem, że to już niedługo…
Tymczasem, w oczekiwaniu na rzodkiewki, kalarepy i rabarbar, podaję przepis na najprostszą brukselkę, którą tej zimy piekę niezmiernie często. Moja antybrukselkowa rodzina przyjęła ją z niezwykłą otwartością i bez względu na to, ile jej upiekę, zjadamy wszystko. Maja mi dzisiaj powiedziała, że skoro polubiła brukselkę, to już chyba teraz lubi wszystko i nie ma rzeczy, której nie zje.
  • 30 – 50 dkg brukselki
  • 2 – 4 łyżki masła
  • sól

Przygotowanie

Brukselkę umyć, osuszyć, obrać z brzydkich liści. Większe główki przekroić na pół, mniejsze zostawić. Wszystkie warzywa wrzucić do żaroodpornego naczynia. Masło roztopić, polać nim brukselki, posolić, wszystko wymieszać. Wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i piec 20 – 25 min. mieszając od czasu do czasu. Można taką gorącą brukselkę posypać świeżo startym parmezanem, który pod wpływem ciepła się roztopi. To jest sztos!
 

Błyskawiczny makaron na poniedziałek

Czas przygotowania: w czasie gotowania makaronu

Błyskawiczny makaron na poniedziałek

Czas przygotowania: w czasie gotowania makaronu

Gdybym stwierdziła, że nie lubię poniedziałków, to bym przesadziła, ale prawdą jest, że nie jest to mój ulubiony dzień tygodnia. Po sobocie i niedzieli, kiedy możemy długo pospać i późno iść spać, poniedziałkowa pobudka przed 7 to koszmar. Dobudzanie Antka, popędzanie, żeby się ubrał, umył zęby, zjadł śniadanie, wypił herbatę, spakował śniadaniówkę i termos do tornistra, żeby ZABRAŁ tornister… ufffff. Trochę tu hamletyzuję, ale wstawałabym nawet o 6, żeby tylko poszedł do szkoły, a nie zasiadał przed ekranem, więc mimo pobudki przesuniętej o godzinę jesteśmy szczęśliwi, że szkoła wróciła. Widzę po moim dziecku, jak się cieszy na spotkanie z kolegami, na pobyt w świetlicy i obiad w szkolnej stołówce. Mam nadzieję, że tak zostanie. Czekamy z niecierpliwością na otwarcie liceów. I uczelni wyższych.
Tymczasem, przechodząc w końcu do wątku kulinarnego, przedstawiam obiad, który zrobiłam wczoraj, czyli właśnie w poniedziałek. Po weekendzie dojadamy najczęściej resztki albo robię coś bardzo szybkiego i prostego. Tak jak ten makaron.
  • 0,5 kg makaronu
  • 1 słoik tuńczyka (albo 2 puszki)
  • kilka suszonych pomidorów
  • garść posiekanej natki
  • 1-2 ząbki czosnku
  • 10 – 12 łyżek oliwy
  • odrobina startej skórki z cytryny
  • kilka oliwek
  • garść świeżo startego parmezanu
  • świeżo zmielony pieprz

Przygotowanie

Zagotowujemy wodę w garnku i gotujemy makaron zgodnie z instrukcją na opakowaniu. W międzyczasie zabieramy się za resztę. Czosnek drobno siekamy, wrzucamy na zimną oliwę i delikatnie podgrzewamy, mieszając od czasu do czasu. Chodzi o to, żeby czosnek się tylko nieco zaszklił, nie ma być smażony na brąz. Tyńczyka rozdrabniamy, mieszamy z pokrojonymi na paseczki pomidorami, natką i skórką cytrynową, mieszamy z oliwą. Całość rozkładamy na makaronie, posypujemy parmezanem, dorzucamy oliwki, a na to sypiemy świeżo zmielony pieprz.
 

Żurek

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas gotowania: ok. 20 min. plus 2-3 dni na zakwas

Żurek

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas gotowania: ok. 20 min. plus 2-3 dni na zakwas

Za oknem w końcu prawdziwa zima, śnieg i mróz. Antek dzisiaj po trzech miesiącach wrócił w końcu do szkoły, mam ogromną nadzieję, że tak już zostanie do czerwca. Jego radość z powrotu umniejszała konieczność pozostawienia w domu Zohana, szczeniaka, którego mamy od trzech dni i który był spełnieniem największego marzenia Antka. Z przejęciem wychodzi z nim do ogrodu, sprząta siki i grubsze sprawy i ciągle się z nim bawi. Mamy więc w domu znowu „małe dziecko”, które nocami piszczy, bo chyba wtedy jeszcze tęskni za mamą. Mój instynkt macierzyński pewnie jeszcze działa, bo budzę się w nocy jako jedyna i rano nie należę do wyspanych. Ale prawda jest taka, że wszyscy przepadliśmy i malec skradł nasze serca. Jedynie Kenzo, nasz owczarek, podchodzi do niego bez entuzjazmu. Podsumowując, nudy nie ma, dzieje się i to nas cieszy. A jako dodatek podaję przepis na żurek, który gotuję odkąd mam własny zakwas, czyli od początku pandemii. Ugotowałam garnek z myślą o mrozach, które nadeszły i był to bardzo dobry pomysł. Wczoraj wróciliśmy zmarznięci po długim spacerze i gorący żurek z zimniakami i jajkiem to było to! Przepis pochodzi z książki Piotra Kucharskiego „Chleb, domowa piekarnia”.
  • 50 g zakwasu
  • 400 ml letniej wody
  • 100 g mąki żytniej razowej
  • 2 ząbki czosnku z łupinami
  • ziele angielskie, liście laurowe, kilka ziaren pieprzu, majeranek
  • ok. 2 l przygotowanego wcześniej bulionu warzywnego
  • kawał wędzonego boczku
  • 2 cebule
  • 2-3 ząbki czosnku (dodatkowo)
  • sól, pieprz, majeranek

Przygotowanie

Zakwas umieścić w misce czy słoiku, dodać wodę, rozgniecione 2 ząbki czosnku razem z łupinami, ziele angielskie, liście laurowe, pieprz i majeranek. Wszystko wymieszać, nakryć ręczniczkiem i odstawić na 2-3 dni w miejsce o stabilnej temperaturze (w przepisie jest, że w ciepłym, ale ja trzymam na blacie kuchennym, bo z mojego doświadczenia przy kaloryferze czy kuchence pracuje zbyt szybko). Kiedy zapach będzie intensywny, to znak, że już jest gotowy. W czasie oczekiwania na zakwas, można sobie przygotować bulion, gotując włoszczyznę plus cebulę plus liście laurowe i ziele angielskie w ok. 3 l wody przez godzinę. Można dodać kilka suszonych grzybów. Gdy bulion i zakwas będą gotowe, poddusić posiekane cebule i pokrojony boczek na patelni. Dorzucić je do gotującego się (pozbawionego wcześniej włoszczyzny) bulionu i gotować ok. 10 minut. Dodać zakwas z wszystkimi dodatkami i przeciśniętym przez praskę czosnkiem. Doprawić solą, pieprzem i majerankiem i gotować wszystko jeszcze kilka minut. Podaję żurek z ugotowanymi osobno ziemniakami i jajkiem.
 

Crepes czyli cieniutkie francuskie naleśniki

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas chłodzenia: 30 – 120 min., czas smażenia

Crepes czyli cieniutkie francuskie naleśniki

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas chłodzenia: 30 – 120 min., czas smażenia

Odkąd pamiętam, naleśniki robiłam zawsze „na oko”. Trochę mąki, jajko czy dwa, mleko, ewentualnie woda, szczypta soli – żadna filozofia. Wychodziły w porządku, czasem cieńsze, czasem grubsze, czasem twardsze, czasem gumowate. Pewnie byłoby tak do dziś, gdyby nie „tydzień francuski” u Antka w szkole w czasie wiosennego uziemienia. Czytaliśmy o francuskich potrawach, także o słynnych crepes czyli cieniutkich naleśnikach. Postanowiłam zrobić je na francuskie śniadanie w ramach tego projektu. Po przepis sięgnęłam do samego źródła, Julii Child i jej książki „Mastering the Art of French Cooking”, którą ściągnęłam wiele lat temu ze Stanów po fascynacji filmem „Julie&Julia”. Od tamtego czasu robię naleśniki już tylko według tego przepisu.
  • 1 szklanka zimnej wody
  • 1 szklanka zimnego mleka (u nas jakiś napój roślinny)
  • 4 jaja
  • spora szczypta soli
  • 1,5 szklanki mąki (u nas biała orkiszowa)
  • 4 łyżeczki stopionego i przestudzonego masła

Przygotowanie

Wszystkie składniki wymieszać trzepaczką lub mikserem i wstawić do lodówki. Według oryginalnego przepisu, ciasto powinno chłodzić się w lodówce przez przynajmniej 2 godziny. Ja chłodzę około ½ godziny, bo naleśniki smażę zawsze na śniadanie i nie mam tyle czasu. Smażę naleśniki na patelni przesmarowanej delikatnie masłem lub masłem klarowanym, wylewając jak najcieńszą warstwę ciasta. Ostatnio zrobiłam do naleśników syrop klonowo-pomarańczowy. Skarmelizowałam na patelni 3-4 łyżki syropu klonowego, wcisnęłam w to sok wyciśnięty z dwóch pomarańczy i pogotowałam do czasu, aż zgęstniał. Na zimę – idealne!!!
 

Ratunkowe rogaliki drożdżowe

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas wyrastania: ok. 1,5 h, czas pieczenia: 20 - 30 min.

Ratunkowe rogaliki drożdżowe

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas wyrastania: ok. 1,5 h, czas pieczenia: 20 - 30 min.

Te rogaliki to moje koło ratunkowe, gdy pod wieczór skrzynka na chleb świeci pustkami, a kolejnego dnia rano przed nami śniadanie i śniadanie do szkoły (choć z tym ostatnim niestety ostatnio gorzej, bo szkoła jest w domu ☹). Wystarczy kawałek drożdży w lodówce lub łyżeczka suszonych, do tego kilka dodatków, które na ogół są w szafkach. Po wiosennej fali covidu, zawsze jakieś drożdże mam „na czarną godzinę”. Szybko zarabiam ciasto, najczęściej z Antkiem, bo to nadal mój wierny i nieoceniony pomocnik kuchenny. Po wyrośnięciu wyrabiam je jeszcze z mąką, żeby się nie kleiło i formuję rogale. To ciasto jest tak miłe w dotyku i elastyczne, że to chwila prawdziwej przyjemności. Te rogale zawsze pięknie wyrastają, są smaczne i po prostu ładne. Antek na raz zjada 5!
Przepis pochodzi z książki „O chlebie” Elizy Mórawskiej, z moją nieznaczną modyfikacją.
  • 20 g świeżych drożdży lub łyżeczka suszonych
  • 400 g mąki (używam białej orkiszowej, ale oczywiście pszenna będzie ok)
  • 250 ml wody
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 łyżka cukru
  • sól
  • mak, sezam do posypania

Przygotowanie

Mąkę wymieszać z pozostałymi suchymi składnikami, dodać pokruszone świeże drożdże lub wsypać suszone. Zacząć mieszać mikserem, dodając stopniowo wodę i oliwę. Zagnieść ciasto, które będzie dość luźne. Ja po ubiciu mikserem, wyrabiam jeszcze ciasto w dłoniach, żeby „dostało ciepło”. Odstawić do wysmarowanej oliwą misy, przykryć czystym ręcznikiem lub owinąć folią. Po wyrośnięciu wyrzucić na blat oprószony mąką i wyrabiać jeszcze na tyle, aby ciasto przestało się kleić. Uformować z niego dwa okręgi. Każdy naciąć w ten sposób, aby powstało osiem trójkątów (czyli najpierw krzyż, a potem każdą ćwiartkę na pół). Zwinąć zaczynając od dłuższego boku. Czyli z tej proporcji wychodzi 16 małych rogalików, jeśli ktoś lubi duże, to wystarczy rozwałkować ciasto tylko na jeden okrąg. Rogaliki poukładać na wyłożonej papierem do pieczenia blasze (zachować odstępy, bo rosną) i zostawić jeszcze na pół godziny pod ręcznikiem. Przed wstawieniem do piekarnika delikatnie posmarować wodą i posypać makiem czy sezamem. Wstawić do nagrzanego do 190 st. piekarnika, wcześniej spryskanego wodą. Piec 20 – 30 minut.
 

Szarpane boczniaki

Czas przygotowania: ok. 30 min., plus czas chłodzenia

Szarpane boczniaki

Czas przygotowania: ok. 30 min., plus czas chłodzenia

Kiedy wiele miesięcy temu na www.strawberrises.pl znalazłam przepis na szarpane boczniaki, wiedziałam, że będzie obłędny. Robiłam go już wiele razy z niewielką modyfikacją, o której za chwilę. Boczniaki są niezwykle aromatyczne, trochę „mięsne” w smaku i najlepiej smakują z najprostszym ziemniaczanym puree. Ten zestaw to dla mnie typowy „comfort food”, który kojarzy się z dzieciństwem, chociaż w tamtym czasie boczniaków nie było, a jeśli były, to moja Mama na pewno ich nie robiła. Ale skojarzenie pozostaje, więc bardzo lubię ten obiad. Najwięcej czasu zajmuje poszarpanie boczniaków, więc najchętniej robię to wieczorem. Siedzę sobie i szarpię, co jest dla mnie bardzo relaksującym zajęciem. Poszarpane boczniaki wrzucam do miski, solę, pieprzę, dorzucam 2-3 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę i wlewam nieco oliwy. Od siebie dodaję jeszcze ostry sos z chili, który można zastąpić harissą. Zostawiam na noc, żeby wszystko się przegryzło, a potem tylko smażę na odrobinie masła klarowanego, bo przecież w składzie jest już oliwa. Dobrego szarpania.
  • 2 – 3 opakowania boczniaków (lubię jak najmniejsze)
  • 2 – 3 ząbki czosnku
  • sól, pieprz
  • odrobina oliwy
  • sos z chili/ harissa
  • masło klarowane

Przygotowanie

Boczniaki umyć, osuszyć. Poszarpać na cienkie paski (po prostu podrzeć). Wymieszać z pozostałymi składnikami (bez masła klarowanego), odstawić na jakiś czas, najlepiej na noc. Rozgrzać patelnię, wrzucić odrobinę masła klarowanego i gdy się rozgrzeje, wrzucić boczniaki. Smażyć aż woda odparuje (puszczą sporo wody), a grzyby się lekko zrumienią. Najlepsze są z ziemniaczanym puree, ale można podawać na kanapkach.
 

Gofry bananowo – kokosowe

Czas przygotowania: ok. 10 min. plus czas wypiekania

Gofry bananowo - kokosowe

Czas przygotowania: ok. 10 min. plus czas wypiekania

To prawda, że z publikowaniem wpisów ostatnio nie najlepiej. Ostatnio czyli już kilka miesięcy. Mogłabym pisać, że nie mam czasu, bo tyle się dzieje (a dzieje się), ale prawda jest taka, że nie miałam do tego weny. Gotuję i piekę na potęgę, ale nie mogłam się zmobilizować, żeby przepisy na te dania publikować. Od początku powstania bloga założyłam, że piszę go dla przyjemności i nic nie muszę. Nie podjęłam żadnej komercyjnej współpracy, więc nie jestem zobligowana żadnymi umowami. Jeśli mi w sercu gra – piszę, jeśli nie – po prostu tego nie robię. Coś jednak dzisiaj w sercu mym drgnęło i zatęskniłam za pisaniem. Z tej okazji podzielę się nowym, kolejnym przepisem na gofry. Są słodkie słodyczą bananów, wiórków kokosowych i mleka owsianego. Oczywiście można je czymś dosłodzić, ale dla nas były wystarczająco słodkie. Bardzo nam smakowały. Antek zjadł suche, ja nałożyłam sobie domowy mus jabłkowy i maliny, które zaprawiłam miesiąc temu. W konsystencji są nieco gumowate a nie kruche, ale w niczym to nie przeszkadza. Wchodzą na stałe do porannego jadłospisu. Przepis, z moimi zmianami, pochodzi z książki „Dzień dobry. Śniadania z Małgosią Mintą”.
  • 125 g mąki orkiszowej (lub zwykłej pszennej)
  • ½ łyżeczki proszku do pieczenia
  • ½ łyżeczki sody
  • ½ łyżeczki cynamonu
  • 3 łyżki płatków lub otrębów owsianych
  • 50 g wiórków kokosowych
  • 2 małe lub 1 duży bardzo dojrzały banan
  • nieco soku z cytryny
  • 1 jajko
  • 125 ml napoju owsianego
  • 50 g roztopionego masła

Przygotowanie

Banany rozgnieść widelcem, skropić sokiem z cytryny, by za bardzo nie ściemniały. Jajko wymieszać z napojem owsianym. W misce wymieszać mąkę z proszkiem i sodą, cynamonem, solą, płatkami/ otrębami i wiórkami. Dodać napój owsiany z jajkiem i przestudzone masło. Wszystko razem wymieszać. Nagrzać gofrownicę, wysmarować delikatnie olejem i piec gofry.