Pasta z bobu i awokado

Czas przygotowania: ok. 5 minut

Pasta z bobu i awokado

Czas przygotowania: ok. 5 minut

To lato mnie zachwyca – bez upałów, ale sporo słońca, do tego burze i deszcze. Jest tak, jak lubię. I jeszcze sezon w pełni, olbrzymia obfitość świeżych warzyw i owoców na straganach. Czego chcieć więcej?
  • 2 awokado
  • 2 garści ugotowanego i obranego bobu
  • sok z cytryny
  • oliwa
  • sól, pieprz
  • posiekane pistacje do podania

Przygotowanie

Wszystkie składniki zmiksować na gładką masę, doprawiając do smaku. Podawać z posiekanymi pistacjami. Oczywiście proporcje bobu i awokado można zmieniać według upodobań, można też dodać czosnek dla podkręcenia smaku.
 

Domowe pity

Czas przygotowania: ok. 25 min. plus czas wyrastania: 1,5 – 2 h

Domowe pity

Czas przygotowania: ok. 25 min. plus czas wyrastania: 1,5 – 2 h

Kwiecień 2020 będę wspominać jako czas pysznego jedzenia i wielu godzin spędzonych wspólnie przy stole, bardzo często na zalanym słońcem tarasie. Dzięki covidovi mieliśmy mnóstwo czasu na gotowanie, więc powstawały dania, na które w przedcovidowej rzeczywistości nie było szans. Do tego kwietniowa pogoda rozpieszczała nas ciepłem i słońcem, więc taras był naszym głównym miejscem posiłków. Oprócz Antka, gotowaliśmy na zmianę, dzięki czemu objawiły się nowe kulinarne talenty. Jednym z objawień daniowych były pity, które zrobiłam według przepisu odnalezionego w książce „Lubię” Moniki i Jana Pawlaków. Moja rodzina bardzo lubi wszelkie mączne dodatki, w które można zawijać lub nadziewać jedzenie. Podpłomyki, naleśniki i tortille goszczą u nas często, ale pity pojawiły się po raz pierwszy. Polecam. Do wszystkiego. Lub, jak uwielbia Antoni, do niczego, bo sucha pita sama w sobie jest dla niego wymarzonym i wystarczającym daniem.
  • 500 g mąki białej (u nas orkiszowa)
  • 100 g mąki razowej (jak wyżej)
  • 24 g drożdży
  • 2 płaskie łyżeczki soli
  • 2 płaskie łyżeczki cukru
  • 2 łyżki oliwy
  • 380-400 ml ciepłej wody

Przygotowanie

W mące zrobić dołek, wrzucić pokruszone drożdże, wsypać cukier i wlać trochę wody. Wymieszać łyżką, do połączenia wody z drożdżami. Przykryć i odstawić aż drożdże ruszą, na około 10 minut. Po tym czasie dodać pozostałe składniki i wyrobić gładkie ciasto. Można to zrobić za pomocą miksera, można ręcznie. Używam miksera, ale zawsze, jakiekolwiek ciasto na drożdżach, wyrabiam jeszcze chwilę ręcznie, żeby dostało ciepła od dłoni. Tak mnie zawsze uczyła Babcia (chociaż Ona wyrabiała tylko ręcznie). Ciasto włożyć do wysmarowanej oliwą miski, wysmarować górę oliwą, nakryć czystym ręcznikiem i odstawić do wyrośnięcia. Po tym czasie odgazować, uderzając je mocno dłonią, jeszcze chwilę wyrabiać i podzielić na 10-12 części. Każdą część rozwałkować na płaski placek, oprószyć mąką i odłożyć na oprószoną mąką stolnicę czy deskę. Przykryć i zostawić do wyrośnięcia na 20-30 minut. Rozgrzać piekarnik i blachę do 260 stopni. Ułożyć pity na blasze w pewnej odległości od siebie i piec około 8 minut. Pity się zaokrąglą, a w środku zrobi się pusta przestrzeń. Wyciągnąć, przestudzić i podać.
Wiem, że trochę trzeba czekać, aż wszystko powyrasta, ale wykorzystuję ten czas, żeby przygotować to wszystko, co będziemy ładować do środka: mięso, najczęściej drobno pokrojone i przesmażone z arabskimi przyprawami piersi kurczaka, dużo różnych warzyw i oczywiście sos czosnkowy.
 

Obłędne ciasto z owocami na wakacje

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia: ok. 60 min.

Obłędne ciasto z owocami na wakacje

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia: ok. 60 min.

Dziwny jest ten czas, jakiegoś takiego zawieszenia, wyczekiwania, chociaż do końca nie wiadomo na co. Wydaje się, że najgorsze już za nami, ale nie wiemy tego na pewno. Na początku pandemii miałam wrażenie, że „po covidzie” wszystko będzie inne, będziemy żyć zupełnie inaczej. Dziś nie mam co do tego przekonania, gdy widzę, jak szybko wszystko wraca do normy i świat zaczyna funkcjonować jak „przed”. I nie wiem czy to dobrze, czy tak być powinno, czy może za bardzo się śpieszymy, czy należy poczekać. Tyle pytań kłębi mi się w głowie, ale wiem, że na razie zostaną bez odpowiedzi. Zobaczymy.
Tymczasem, na osłodzenie różnych „rozkminów” i wakacji, które w końcu nadeszły, przedstawiam moje najnowsze słodkie odkrycie, które piekłam już kilka razy. Pochodzi z książki „Prosto” Yotama Ottolenghi, o której już pisałam, bo jest dla mnie kulinarnym objawieniem. Testuję z niej różne przepisy, wszystko jest niesamowite. To ciasto w oryginale jest z borówkami, ja upiekłam je z jagodami, które lubię dużo bardziej, a mam ich mnóstwo w lesie przy domu. Było rewelacyjne. Zimą robiłam je z mrożonymi wiśniami, też było przepyszne. Na pewno zrobię je jeszcze z porzeczkami i malinami, połaszę się pewnie także na brzoskwinie i koniecznie śliwki, ale to już pod koniec lata. Możecie wrzucać co lubicie. Możecie oczywiście pominąć lukier, ale w tym cieście on bardzo „robi robotę”. Nie jestem fanką lukru, ale tutaj polecam zdecydowanie. Słodkich wakacji Wam życzę!
  • 150 g miękkiego masła plus trochę do wysmarowania formy
  • 190 g cukru (ja użyłam 120 g i nadal było za słodkie, tym bardziej, że dochodzi lukier)
  • cytryna: drobno otarta skórka plus wyciśnięty sok
  • (wanilia: ekstrakt lub pestki)
  • 3 jajka
  • 90 g mąki (używam razowej orkiszowej)
  • 1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia (bio – kamień winny)
  • szczypta soli
  • 110 g zmielonych migdałów
  • 200 g owoców
  • cukier puder

Przygotowanie

Za pomocą miksera ucierać masło, cukier i skórkę cytrynową (i ewentualnie wanilię). Robić to 3-4 minuty na wysokich obrotach, aż masa stanie się jednolita. Zmniejszyć obroty i dodawać po jednym jajku. Następnie, partiami, dodawać mąkę, zmielone migdały, sól i proszek do pieczenia. Gdy masa stanie się gładka, dosypać 150 g wybranych owoców i delikatnie wymieszać. Ciasto przelać do wysmarowanej masłem i wyłożonej papierem do pieczenia keksówki (łatwiej się wyjmuje). Wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na 15 minut, obsypać resztą owoców i piec kolejne 15 minut. Po tym czasie przykryć folią aluminiową i piec kolejne 25-30 minut. Wcześniej sprawdzić, czy ciasto jest rumiane. Jeśli nie, wcześniej zdjąć folię i dopiekać jeszcze bez. Gdy ciasto będzie gotowe, wyciągnąć z piekarnika, poczekać 10-15 minut i wyciągnąć z formy na kratkę, żeby przestygło. Z 1-2 łyżek soku z cytryny i cukru zrobić lukier i polać nim ciasto.
 

Terra Doro czyli najlepsza oliwa świata

Pogoń za marzeniami

Są ludzie bardzo lubiący swoją pracę, są tacy, którzy lubią ją mniej, a także tacy, którzy jej nie znoszą. Zawsze podziwiałam tych, którzy szli za swoją pasją, za głosem serca i na tym budowali swoje życie zawodowe, czasami wbrew wszystkiemu. Takimi ludźmi są Kasia i Michał, których poznałam kilka lat temu w przedszkolu, gdzie Antek zaprzyjaźnił się z Ich synem (także Michałem). Oboje zakochali się w Kefalonii, niewielkiej greckiej wyspie, na którą trafili kiedyś w czasie wakacji. Pierwszy pobyt ruszył lawinę, każde wakacje, każdy dłuższy weekend spędzają właśnie tam. Chcieliby się tam przenieść pewnego dnia, więc związali się z tym miejscem zawodowo i wydzierżawili drzewa oliwne. Kefalonia słynie z tego, że porastające ją gaje oliwne są stare, często mają kilkaset lat. Kasia i Michał mają obecnie 176 drzew, które rosną już od 400 do 600 lat. Opiekują się także 11 drzewami rosnącymi na terenie starego Parku Kefalonii, które liczą sobie między 2000 a 2600 lat. Pielęgnują je w imieniu wiekowego właściciela, a z opadłych oliwek tłoczą trochę oliwy, niestety tylko dla własnych potrzeb, bo jest jej niewiele. Jej smak jest niebiański, zostałam nią poczęstowana. W czasie zbioru oliwek są zawsze na miejscu, zbierają je z miejscowymi robotnikami, a później zbiory przewożą do tradycyjnej tłoczni, gdzie tłoczona jest najpyszniejsza oliwa, jaką kiedykolwiek miałam okazję spróbować. Odkąd spróbowałam jej po raz pierwszy, nie używam już innej. Mają także pyszne kiszone, czerwono-fioletowe oliwki Kalamony, idealne do wina i nie tylko. Sami zaprojektowali markę, wymyślili logotyp, samodzielnie zlewają oliwę do butelek, którą w wielkich puszkach przywożą z Kefalonii. Stworzyli maleńką oliwną manufakturę w najlepszym tego słowa znaczeniu. Jeśli macie ochotę poznać Ich produkty, zamówić je – zajrzyjcie na fb na Terra Doro – The Best Olive Oil. Przesyłają je w najbardziej odległe zakątki Polski.

Wietnamskie ciasto bananowe

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas pieczenia: ok. 1 h

Wietnamskie ciasto bananowe

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas pieczenia: ok. 1 h

Przepis na to ciasto pochodzi z książki „Lubię” Moniki Mądrej-Pawlak i Jana Pawlaka, założycieli i właścicieli poznańskiej LaRuiny i Raju, które otwarto wiele lat temu na Śródce, a od kilku miesięcy działają na ul. Św. Marcin. I chociaż przepis jest z książki, po raz pierwszy natknęłam się na niego kilka dni temu na blogu teatrgotowania.pl, który prowadzi Ania, a do której wiele lat temu chodziłam na warsztaty kulinarne. Ania, jeśli to czytasz, zawsze z łezką w oku wspominam te warsztaty. A co do samego ciasta… jest proste w wykonaniu, robi się szybko, wygląda pięknie i smakuje… cóż. Pisałam o tym na fb, że zdania są podzielone. Tomek, Maja, Łukasz i Antek byli nim zachwyceni, stwierdzili, że ciasto jest pyszne i po tym, jak szybko zniknęło mogę przyznać, że mówili prawdę. Natomiast dla mnie rewelacji nie było, ale tak jest u nas często: to co im smakuje, mnie niekoniecznie i na odwrót. Ostatecznie wynik to 4:1!!!
Podam przepis w jego pierwotnej wersji, ale przyznam szczerze, że pomijam cukier puder w ogóle, bo mleka i banany są słodkie, więc stwierdziłam, że ich słodycz zupełnie wystarczy. Przy kolejnym pieczeniu nie dodam czekolady, bo większość stwierdziła, że stanowi zbyt mocny kontrast smakowy ze słodkim. Możecie pokombinować. Pięknej majówki dla Wszystkich!!!
  • 6-7 dużych dojrzałych bananów
  • 40 g cukru pudru (niekoniecznie)
  • 60 ml whisky (niekoniecznie)
  • 5 jajek
  • 150 ml mleka kokosowego
  • 200 ml słodkiego mleka zagęszczonego
  • 100 g masła
  • 150 g mąki (u nas orkisz)
  • 100 g gorzkiej czekolady (niekoniecznie)
  • szczypta soli

Przygotowanie

Roztopić i przestudzić masło. Jednego banan zostawić, pozostałe pokroić w plasterki, włożyć do miski, dodać cukier puder i alkohol, wymieszać, zostawić na kilka minut. W tym czasie w większej misce roztrzepać jajka, dodać oba mleka i przestudzone masło. Wszystko wymieszać (używam zwykłej trzepaczki, nie miksera). Wsypać mąkę i sól, znowu wymieszać. Dodać banany i czekoladę i wymieszać po raz kolejny, bardzo delikatnie. Ciasto przelać do wysmarowanej masłem okrągłej formy, ułożyć na nim przekrojone wzdłuż połówki ostatniego banana i piec godzinę w temperaturze 190 stopni. Po upieczeniu zostawić chwilę w wyłączonym, ale zamkniętym piekarniku, a następnie uchylić drzwi i pozwolić mu ostygnąć.
 

Ciasto mandarynkowe/ pomarańczowe z mielonymi migdałami

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas oczekiwania ok. 2 h, czas pieczenia: ok. 1 h

Ciasto mandarynkowe/ pomarańczowe z mielonymi migdałami

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas oczekiwania ok. 2 h, czas pieczenia: ok. 1 h

Przepis na to ciasto pochodzi zaledwie sprzed miesiąca, ale dziś wydaje mi si, że to było lata świetlne temu. Spotkałam się w jedną z sobót z moimi Dziewczynami z liceum, żeby podziwiać i opijać nowe mieszkanie jednej z nas w przepięknie odrestaurowanej kamienicy na poznańskim Łazarzu. To była świetna, wesoła impreza. Znamy się od ponad 30 lat, chodziłyśmy do jednej klasy w Paderku czyli Liceum nr 6. Spotykamy się kilka razy w roku, rozmawiamy jedna przez drugą, opowiadamy o naszych dzieciach, mężach, rodzicach, pracy, wyjazdach, rozterkach, problemach, sukcesach i porażkach i oczywiście o seksie. Pijemy głównie wino, czasami wódkę. Czasami jest bardzo wesoło i łzy lecą nam ze śmiechu, czasami jest nostalgicznie a nawet smuto, jak to w życiu. Mamy grupę na jednym z chatów, dzięki której się wspieramy. Potrzebny dobry neurolog, trudno dostępny lek, namiar na sensownego notariusza, opracowanie na temat tarczy antykryzysowej – w ciągu chwili wymieniamy się informacjami. Wiemy, że zawsze możemy na siebie liczyć, że jeśli którejś z nas się źle zadzieje, będzie mogła liczyć na pozostałe. Nasze kolejne spotkanie miało się odbyć za 3 dni, w sobotę, ale wiadomo, że się nie spotkamy i nie wiadomo, kiedy najbliższe spotkanie nastąpi. Jesteśmy teraz bardzo aktywne na czacie, znacznie bardziej niż w czasach przed koroną. Nawet teraz, w czasie pisania tego tekstu, telefon cały czas mi plumka i widzę, że spływają od Nich nowe wiadomości. Dziewczyny, uwielbiam Was i to Wam dedykuję przepis na ciasto, które Chmura przyniosła na naszą ostatnią imprezę przez zarazą.
  • ok. 375 g mandarynek (ja miałam ok. 450 g pomarańczy sycylijskich, 4 sztuki) ze skórkami
  • 6 jajek
  • 170 g cukru (ja miałam 120 g i dałabym jeszcze mniej)
  • 250 g mielonych migdałów
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia (używam kamień winny)

Przygotowanie

Mandarynki/ pomarańcze najpierw dobrze wyszorować. Używam do tego płynu do naczyń, później moczę je w wodzie z łyżeczką sody przez ok. 20 minut, a później tyle samo w wodzie z łyżką octu winnego i po wszystkim spłukuję czystą wodą. To podobno usuwa wszystkie toksyny, którymi owoce były pryskane. Włożyć je do garnka i zalać zimna wodą, aby całe były zakryte. Gotować ok. 1,5 – 2 h (dolewam wodę w międzyczasie) do momentu, aż widelec wchodzi w nie jak w masło. Wyciągnąć, ostudzić, rozdrobnić, wyciągnąć pestki i na końcu zmiksować. Jajka ubić z cukrem (razem białka i żółtka), dosypując go stopniowo. Dodać migdały wymieszane s solą i proszkiem do pieczenia, delikatnie wymieszać (już nie mikserem), na końcu dorzucić owocowy mus. Foremkę wysmarować masłem i wysypać zmielonymi migdałami lub mąką. Wlać ciasto i wstawić je do nagrzanego do 170 stopni piekarnika. Piec około godzinę lub do suchego patyczka. Po około 40 minutach przykryć folią aluminiową, żeby się za bardzo nie przypiekło.
W wersji bezglutenowej, zamiast proszku do pieczenia można użyć sodę oczyszczoną w tej samej proporcji.
 

Najlepsze ciasto na pierogi

Czas przygotowania: 5 min. + czas lepienia pierogów: hmmmm

Najlepsze ciasto na pierogi

Czas przygotowania: 5 min. + czas lepienia pierogów: hmmmm

Wiem, że ciasto na pierogi można robić w najróżniejszy sposób i na blogu są już przepisy, ale … ten jest moim zdaniem, najlepszy. To przepis Macieja, mojego znajomego z Republiki Słonecznej, który jest świetnym kucharzem, fantastycznie gotuje i jest skarbnicą wiedzy na ten temat. Ciasto jest idealnie gładkie, elastyczne, nigdy nie muszę podsypywać go mąką przy wałkowaniu. Po prostu ideał! Robię je zawsze na mące orkiszowej, ale na pszennej też wychodzi idealnie, bo wielokrotnie robiłam je na warsztatach.
Uwielbiam robić pierogi! Wiem, że to praco i czasochłonne, ale na mnie działa terapeutycznie, uspokajająco i wyciszająco. Gdy Antek jest w domu, chętnie mi pomaga i mamy wspólną zabawę. Ostatnio robiliśmy z podwójnej porcji, więc zajęło nam to sporo czasu, ale… czasu mamy ostatnio pod dostatkiem.
  • 1 kg białej mąki (orkiszowa, pszenna)
  • 500 ml gorącej wody
  • 6 łyżek oliwy/ oleju
  • sól

Przygotowanie

Mąkę wsypać do dużej miski, dodać sól, zalać wodą, dodać tłuszcz i wymieszać wszystko za pomocą łyżki (żeby się nie poparzyć, woda jest gorąca). Gdy ciasto jest już na tyle chłodne, ze można je dotykać, wyrobić je, aby było gładkie i sprężyste. Można także zrobić to za pomocą miksera, chociaż ja uwielbiam ręczne wyrabianie ciasta. Gdy będzie gotowe, zawinąć je w folię spożywczą i pozostawić na 15 – 30 minut w temperaturze pokojowej (nie w lodówce), żeby „odpoczęło”. Po tym czasie rozwałkowywać porcjami, wykrawać kółka, nadziewać ulubionym farszem i wrzucić do osolonej, wrzącej wody. Od wypłynięcia gotować ok. 3 minut.
Oczywiście można zrobić mniej ciasta, czasami robię z połowy proporcji, na przykład gdy lepię tylko dla Antka.
 

Niby ramen wegetariański

Czas przygotowania: ok. 25 min., czas gotowania i pieczenia: ponad 2 h

Niby ramen wegetariański

Czas przygotowania: ok. 25 min., czas gotowania i pieczenia: ponad 2 h

Pierwszy ramen jaki jadłam w życiu był tym najlepszym. Zamówiłam go w OFF na Piotrowskiej w Łodzi nie wiedząc za bardzo, czego się spodziewać. To co dostałam to była… jakaś magia. Niesamowicie bogaty aromat, nieporównywalny do niczego smak… Żaden kolejny ramen już tego nie miał. Będę szczera, ten także tego nie ma, ale jak na warunki domowe, jest to bardzo przyzwoity bulion i robiłam go już kilka razy. Przepis znalazłam na blogu Ani Włodarczyk strawberriesfrompoland.pl, która zapożyczyła go od Nigela Slatera. Dobre przepisy idą w świat!
Jak to ja, przepis nieco pozmieniałam. Grzyby shitake zastąpiłam poczciwymi podgrzybkami, których mam sporo w słojach po bardzo grzybowej jesieni. Zamiast selera naciowego użyłam zwykłego bulwiastego, bo go zdecydowanie bardziej lubię i wzięłam mniej czosnku, bo główka to dla mnie zbyt wiele, chociaż jest pieczony, przez co słodki i łagodny. I zioła używam suszone, bo zimą nie za bardzo kupuję świeże. Dwa składniki, dość egzotyczne, które nie każdy ma w szafce czy lodówce to glony kombu i jasna pasta miso. Kupuję je w sklepie ze zdrową żywnością, ale myślę, że na półkach kuchni świata w większych marketach także dostaniecie.
  • 2 cebule
  • 3-4 marchewki
  • 1 nieduży seler korzeniowy
  • kilka ząbków czosnku
  • 3 – 4 łyżki jasnej pasty miso
  • 50 g suszonych podgrzybków
  • ok. 1 łyżeczki suszonego rozmarynu
  • ok. 1 łyżeczki suszonego tymianku
  • 3 liście laurowe
  • 12 ziaren pieprzu czarnego
  • 10 g suszonych kombu (glony)

Przygotowanie

Do naczynia żaroodpornego wrzucić cebule (w łupinach) pokrojone w ćwiartki, pokrojone (niebrane) marchewki i seler (jak mam w lodówce, dorzucam korzeń lub dwa pietruszki), ząbki czosnku w łupinkach. Pastę miso rozpuścić w 80-100 ml wody i zalać nią warzywa. Piec w 180 stopniach około godziny, do zbrązowienia. Mieszać od czasu do czasu, żeby się nie przypaliło. Po upieczeniu, zawartość blaszki przesypać do większego garnka, dodać pozostałe składniki i zalać wodą. W przepisie Ani są 2 litry wody i czas gotowania 1 godzina i tego się trzymam, jeśli mam ograniczenia czasowe. Jeśli mam więcej czasu, zalewam większą ilością wody i gotuję 2-3 godziny, żeby bulion był mocniejszy. Przelewam przez sitko do miseczek i dodaję ugotowane jajko, makaron udon, kilka podgrzybków pokrojonych w paseczki, szczypior i podprażony na patelni sezam, najchętniej biały z czarnym.
 

Brownie idealne

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia: 25-30 min.

Brownie idealne

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia: 25-30 min.

Tak, na blogu jest już przepis na brownie, ale zapomnijcie o nim. Po co jeść gorsze ciasto, jeżeli można lepsze, a to jest więcej niż lepsze. Jest idealne. Jego receptura powstała na bazie dwóch przepisów na brownie podpatrzonych w blogosferze. Lista składników i sposób wykonania pochodzi z witeplate.com, a u znajomej Ani (teatrgotowania.pl) podpatrzyłam użycie zmielonych migdałów zamiast mąki. I tak oto powstało najlepsze ciasto czekoladowe jakie jadłam. Zabrałam je w sobotę na kolację w większym gronie i od mojego kuzyna Wojtka, który nie lubi słodkiego usłyszałam: No Ola, to ciasto… Uwierzcie, większego komplementu nie mogłam usłyszeć.
  • 170 g zmielonych migdałów (używam tych ze skórką)
  • 350 g gorzkiej czekolady 70% (ja chyba miałam 64%)
  • 200 g masła, pokrojonego na małe kawałki
  • łyżeczka naturalnej esencji waniliowej (mam wanilię w pestkach)
  • 300 g cukru trzcinowego
  • 5 jajek
  • spora szczypta soli

Przygotowanie

Żaroodporną miskę umieścić na garnku z gotującą się wodą. Włożyć do miski połamaną czekoladę, masło, cukier i gotować aż wszystko się roztopi. Dodać wanilię, wymieszać. Ostudzić do temperatury pokojowej. W drugiej misce połączyć zmielone migdały i sól. Do przestudzonej masy z czekoladą dodawać po jednym jajku, cały czas dokładnie mieszając, najlepiej trzepaczką, następnie, wciąż mieszając masę, wsypywać stopniowo suche składniki. Kiedy się połączą, wlać masę do blachy (ok 20 x 30 cm) wyłożonej papierem do pieczenia i wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 st. Piec 20-30 minut. UWAGA: ciasto musi być miękkie i jakby niedopieczone. Dobrze ścięte, nie surowe, ale nie za suche. Lepiej piec krócej niż za długo. Zostawić w formie do całkowitego ostudzenia, najlepiej jeść dopiero następnego dnia – takie jest zalecenie. U nas nie ma na to szans.
 

PROSTA zupa curry z soczewicy z mlekiem kokosowym

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas gotowania: ok. 25 min.

PROSTA zupa curry z soczewicy z mlekiem kokosowym

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas gotowania: ok. 25 min.

Uwielbiam książki kulinarne, mam ich mnóstwo, ale… nie mam ich kiedy przeglądać. W zaistniałej sytuacji już ponad rok temu stwierdziłam, że przestaję kupować kolejne skoro nie zaglądam nawet do tych co mam (i tego się trzymałam), chyba że… pojawi się coś spektakularnego. I tak właśnie się stało, jakiś czas temu pojawiła się książka „Prosto” Yotamy Ottolenghiego, o której czytałam na kilku blogach. Autor ten wydał bardzo uznane także w Polsce „Obfitość” i „Jerozolimę”, których nie mam, bo przepisy nie chwyciły mnie za serce, często w mojej ocenie wymagające wielu składników i sporego nakładu czasu i pracy. Tytuł „Prosto” spełnił obietnicę, dania są proste, szybkie do wykonania i bazujące na kilku składnikach. I są obłędne. Nie pamiętam książki, z której chciałabym przygotować prawie wszystkie dania, więc pewnie o niej jeszcze napiszę. A jako pierwszy przepis wybrałam zupę z soczewicy. Wiem, że na blogu jest ich kilka, ale ta zdecydowanie została numerem 1. Pierwszy jej garnek został jedzony jeszcze tego samego dnia, co w przypadku zup się u nas nie dzieje, więc kolejnego ugotowałam następną. Podaję przepis prosto z książki, ja go nieco pozmieniałam, o czym napiszę niżej.
    • 2 łyżki oleju kokosowego (lub słonecznikowego)
    • 1 cebula, drobno posiekana
    • 1 łyżka curry w proszku
    • ¼ łyżeczki chili w płatkach
    • 2 ząbki czosnku, zmiażdżone i posiekane
    • kawałek imbiru długości ok. 4 cm, drobno posiekany
    • 150 g czerwonej soczewicy, opłukanej
    • 1 puszka krojonych pomidorów
    • 1 doniczka kolendry
    • 1 puszka (400 ml) mleka kokosowego
    • sól, pieprz

Przygotowanie

Rozgrzać garnek, wlać olej i na małym ogniu dusić cebulę przez kilka minut mieszając, żeby się nie przypaliła. Gdy zmięknie i się nieco zrumieni, dodać curry, chili, czosnek i imbir. Smażyć 2 minuty ciągle mieszając. Dodać soczewicę i smażyć kolejną minutę. Po tym czasie wrzucić pomidory, posiekane łodygi kolendry (listki do przybrania), 600 ml wody, sól i pieprz. Mleko kokosowe wlać do miski i lekko ubijać, aż będzie gładkie i gęste. Odlać 4 łyżki (do podania), resztę dodać do zupy. Gdy zupa zawrze, zmniejszyć płomień i gotowa ok. 25 minut, aż soczewica zmięknie, ale zachowa kształt. Jeśli zupa jest za gęsta, dodać trochę wody. W razie potrzeby doprawić. Podawać z resztą mleka kokosowego i listkami kolendry.
Moje zmiany: wrzuciłam więcej soczewicy (na oko ok. 300 g) i wlałam więcej wody, także na oko, tyle, żeby była gęsta. Dorzuciłam też nieco więcej przypraw. Za pierwszym razem ubijałam mleko kokosowe, ale nie specjalnie mi zgęstniało, więc za drugim razem już to pominęłam. Oczywiście można pominąć kolendrę, bo wiem jak, jak jej niektórzy nie znoszą (ja kocham, reszta ekipy należy do tej drugiej opcji). Ja wrzucam tylko łodygi, bo się ugotują i nikt ich nie zauważy, a wszystkie listki wrzucam sobie.