Mini galette z pomarańczowym serem i rabarbarem

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia: ok. 30-35 min.

Mini galette z pomarańczowym serem i rabarbarem

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia: ok. 30-35 min.

4 maja zawiozłam Maję na pierwszy egzamin maturalny. Nastawiłyśmy wspólnie kilka budzików, bo obie denerwowałyśmy się, że możemy zaspać. Dla mnie był to jedyny powód stresu, Maja miała ich nieco więcej. Na szczęście obudziłyśmy się na czas (ja chyba nawet dwie godziny przed) i ruszyłyśmy do Poznania. Opowiadałam Córce o mojej maturze, o tym jak dobrze wspominam tamten czas, jaką przyjazną i pełną wsparcia atmosferę stworzyli nam nasi nauczyciele, jak nam podpowiadali w jaki sposób obliczyć zadania z matmy, pokazywali błędy ortograficzne w rozprawkach, żebyśmy mogli je poprawić, jak nie zauważali koleżeńskiej współpracy. Także o tym, że każdy z nas otrzymał pyszną kanapkę ze świeżutkiej bułki, chyba z jajkiem i sałatą. Czas liceum był najlepszym w mojej edukacji, miałam super klasę, świetnego wychowawcę i ekstra nauczycieli, trafiłam w dziesiątkę. Takie to wspominki wypłynęły w drodze na maturę, a potem jeszcze wspominałam sobie z łezką w oku tamten czas siedząc w „Świętym” na Jeżycach i odświeżając co chwilę wiadomości w oczekiwaniu na maturalne przecieki, a później na oficjalne tematy. I, zmierzając już do końca, jadłam przepyszne galette z rabarbarem, które mnie zainspirowało, stąd ten przepis. Póki rabarbarowy sezon w pełni, polecam.
    Na ciasto
  • 2,5 szklanki mąki (u nas orkiszowa)
  • ¼ łyżeczki soli
  • 3 łyżki cukru
  • 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • ½ – 1 szklanki śmietany szczecineckiej 18% (kwaśnej, gęstej)
  • 2 żółtka
  • 2 łyżki bardzo zimnej wody
  • 3 łyżeczki octu jabłkowego lub winnego
  • Na nadzienie

  • ½ kostki sera twarogowego (tłustego lub śmietankowego)
  • 1 pomarańcza
  • 3 – 4 gałązki rabarbaru
  • 3 – 4 łyżki cukru

Przygotowanie

Ze wszystkich składników zagnieść ciasto, dodając tyle śmietany, żeby się wszystkie składniki pozlepiały. Zawinąć je w folię i schłodzić w lodówce. W tym czasie serek podusić widelcem, dodać do niego skórkę z pomarańczy (dodałam z około połowy). Sok wycisnąć do garnka, dodać cukier i pokrojone kawałki rabarbaru (wcześniej obrać gałęzie). Gotować kilka minut, żeby był miękki, przestudzić (sok zlać, najlepiej wypić, bo jest pyszny). Ciasto wyjąć z lodówki, jeśli się lepi, podsypać mąką. Podzielić na 7-8 części, z każdej zrobić placek, nie za cienki. Na środku rozłożyć serek, na to położyć rabarbar. Zwinąć brzegi zostawiając dziurkę na środku. Można posypać wierzch cukrem, użyłam trzcinowego w grubych kryształach. Piec około 30 – 35 minut w temperaturze 200 stopni.
 

Owsianka z amarantusem i śmietaną

Czas przygotowania: ok. 10 min.

Owsianka z amarantusem i śmietaną

Czas przygotowania: ok. 10 min.

Był czas, że dzień zaczynałam obowiązkowo od owsianki. Później mi się to trochę znudziło i przerzuciłam się na konkretne śniadania, koniecznie wytrawne. Wraz z nadejściem wiosny wróciła mi jednak ochota na coś słodkiego i delikatnego, więc owsianki w różnych odsłonach wróciły do łask. Ta jest niezwykle delikatna i kremowa, a zawdzięcza to dwóm dodatkom – płatkom z amarantusa i solidnej łyżce śmietany (nie śmietanki). Uwielbiam ją przede wszystkim z czarną porzeczką i jagodami, które zaprawiałam latem i jeszcze stoją w słoikach na półkach w spiżarni. Posypuję posiekanymi migdałami i pyłkiem pszczelim, który fajnie komponuje się kolorystycznie. Ten ostatni jest dość dyskusyjnym dodatkiem, ja za nim przepadam, ale w rodzinie jestem jedyna, więc sami oceńcie, czy Wam odpowiada.
  • 2 łyżki płatów owsianych
  • 2 łyżki płatków z amarantusa
  • szczypta soli
  • ok. ½ szklanki wody
  • czubata łyżka śmietany 18%
  • ulubione dodatki

Przygotowanie

Płatki owsiane i z amarantusa zalać wodą, dodać sól. Wymieszać tylko na początku, postawić na ogniu i gotować na małym płomieniu około 5 minut, bez mieszania!!! To trudne, ale możliwe. Jeśli widać, że zaczyna się przypalać, dodać nieco wody i dalej NIE MIESZAĆ. Po tym czasie zdjąć z ognia, dodać śmietanę i wtedy wszystko delikatnie wymieszać podawać z ulubionymi dodatkami. Obecnie bazuję na zapasach ze spiżarni, ale już niedługo pojawią się truskawki. Można też ugotować sobie kawałki rabarbaru, który jest już dostępny. Można połączyć go z wyciśniętym sokiem z pomarańczy i zrobić gęsty sos. Można też oblać owsiankę syropem klonowym i nadal będzie pyszna.
 

Bułeczki kardamonowe z cynamonem

Czas przygotowania: ok. 30 min. plus czas wyrastania i pieczenia

Bułeczki kardamonowe z cynamonem

Czas przygotowania: ok. 30 min. plus czas wyrastania i pieczenia

Miniony przedłużony weekend był mi bardzo potrzebny, bo poprzedzający go tydzień był niezwykle aktywny i meczący, choć bardzo inspirujący. Prowadziłam kilka warsztatów kulinarnych, w tym po raz pierwszy, w placówce zbiorowego żywienia. Codziennie przygotowuje się tam ponad 300 posiłków dla szkoły, przedszkola, firm i wielu odbiorców indywidualnych. Kuchnia jest wielka, mnóstwo sprzętów, wiele dań do przygotowania i przede wszystkim, ogrom pracy. Do tego spora presja czasu, bo wszystko musi być przygotowane na czas. Obserwowanie ich przy pracy było fantastycznym doświadczeniem – każdy wiedział co ma robić, jeden wspierał drugiego, a nad wszystkim czuwał szef kuchni. Szefem kuchni był młody chłopak, jedna z młodszych osób w zespole, ale tak wszystko ogarniał, że byłam pod wrażeniem. Poza nim, w zespole były same kobiety, przed którymi chylę czoła. Praca w kuchni to ciężka fizyczna praca, bo jest sporo dźwigania. Do tego nierzadko zaczyna się już o 6 rano, dodatkowo w soboty, bo często wpadają imprezy. Duże wrażenie zrobiło na mnie doprawianie dań. Wyobraźcie sobie 100-litrowy garnek z zupą lub bigosem, któremu trzeba nadać odpowiedni smak. Ile soli, ile przypraw trzeba tam wsypać, żeby to smakowało. Szacunek.
A co do przepisu. Pochodzi z książki „Chleb i okruszki” Elizy Mórawskiej-Kmity, którą już chyba na blogu wspominałam. To piękna książka, z cudnymi zdjęciami i fantastycznymi przepisami, owoc czasu pandemii. Te bułeczki robiłam już kilka razy, najczęściej znikają tego samego dnia, tak było i wczoraj. Zrobiłam je z samego rana (czyli około 10), koło południa zjedliśmy je do kawy siedząc na tarasie w słońcu i cieple. Jest przy nich trochę pracy, ale bardzo warto! Przepis oryginalny nieco zmieniłam, dokładając masła i cukru do nadzienia 😊.
  • Ciasto
  • 30 dkg świeżych drożdży
  • 170 g ciepłego mleka
  • 60 g cukru
  • łyżeczka kardamonu (najlepiej wyłupany i utarty w moździerzu)
  • jajko roztrzepane, do ciasta połowa
  • 60 g roztopionego i przestudzonego masła
  • sól
  • 400 g mąki (u nas orkisz, ale oczywiście pszenna też może być)
  • Nadzienie
  • 140 g miękkiego masła
  • 80 g cukru
  • łyżka cynamonu
  • szczypta soli

Przygotowanie

Drożdże rozpuścić w ciepłym mleku, dodać cukier i odstawić na 15 minut. Gdy zaczyn ruszy, dodać masło, mąkę, sól, kardamon i połowę jajka. Wyrobić ciasto. Wyrabiam je zawsze mikserem, ale potem jeszcze chwilę w dłoniach. Ciasto włożyć do miski i odstawić pod przykryciem do wyrośnięcia. W tym czasie zrobić nadzienie miksując wszystkie jego składniki. Gdy ciasto wyrośnie, rozwałkować je tworząc prostokąt. Na połowie rozsmarować nadzienie i całość złożyć (czyli będą trzy warstwy: ciasto, nadzienie i ciasto). Całość ponownie delikatnie rozwałkować. Ciasto ułożyć dłuższym bokiem na dole i pociąć je na cienkie paski od góry do dołu. Każdy pasek delikatnie skręcić wzdłuż, a potem uformować ślimaki/ gniazdka. Ułożyć je na blasze w sporej odległości, bo mocno rosną i odstawić jeszcze na około pół godziny. Posmarować drugą częścią jajka wymieszaną z dwoma łyżeczkami wody. Piec około 12-15 minut w piekarniku rozgrzanym do 190 stopni (wszystko co na drożdżach piekę w opcji góra-dół). Pilnować, bo łatwo się przypalają, cukier szybko się karmelizuje.
 

Zupa z soczewicy z suszonymi morelami

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas gotowania: ok. 25 min.

Zupa z soczewicy z suszonymi morelami

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas gotowania: ok. 25 min.

Tak już mam, że im zimniej, tym częściej sięgam po zupy. Ostatnio jem je nawet na śniadanie, bo owsianki na słodko niespecjalnie mi wchodzą. Od rana najbardziej lubię gęste, kremowe, które nasycą mnie na kilka godzin. Do najulubieńszych należą te na bazie soczewicy, najchętniej czerwonej. Wiem, że na blogu jest już kilka takich przepisów, ale ciągle poszukuję kolejnych inspiracji i wymyślam nowe receptury. Na propozycję z suszonymi morelami natknęłam się na instagramowym koncie Kukbuka. Jak tylko zobaczyłam przepis, tego samego dnia ugotowałam, a potem po raz kolejny. Jak to ja, trochę pozmieniałam, żeby było bardziej po mojemu i jest pycha.
  • masło klarowane
  • cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • kurkuma, kumin, papryka wędzona, gałka muszkatołowa, gorczyca, chili w proszku
  • świeży imbir, starty
  • 1 – 2 szklanki soczewicy
  • ½ szklanki suszonych moreli
  • puszka pomidorów
  • bulion/ woda
  • sok z cytryny
  • sól, pieprz

Przygotowanie

Rozgrzać garnek, gdy będzie ciepły, wrzucić kawał masła klarowanego. Gdy się rozpuści, wrzucić posiekaną cebulę, imbir i przyprawy (mogą być w ziarnach, ale można też je rozetrzeć w moździerzu) i dusić, mieszając, 4-5 minut. Dodać przeciśnięty przez praskę czosnek i dusić kolejne 2-3 minuty. Dodać dobrze opłukaną soczewicę, dorzucić pomidory z puszki, pokrojone w paski morele i zalać wszystko bulionem/ wodą. Gotować około 20-25 minut, doprawić solą, pieprzem i sokiem z cytryny.
 

Słodko-słone ciastka maślane z pistacjami

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia: ok. 12 min.

Słodko-słone ciastka maślane z pistacjami

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia: ok. 12 min.

Taka jesień jak dziś mogłaby trwać do końca marca – pełnia słońca, ciepło i do tego feeria barw, która pojawia się tylko raz w roku. Korzystam ile mogę, chodzę z psami na długie spacery do lasu i nad Wartę, siedzę na tarasie wygrzewając się na słońcu i grzebię w ogrodzie. Wiem, że to się zaraz skończy i przyjdzie czas na gorącą herbatę, koc i ciepłe papcie. Będziemy się nawzajem wypychać, żeby ktoś wyprowadził psy. Każda pora roku ma swoje uroki, chociaż te późno jesienne i zimowe zaczęłam dostrzegać niedawno. Moja ukochana Babcia nie znosiła listopada. Jak tylko się zaczynał, popadała w przygnębienie i wszystko było na nie. Z dniem pierwszego grudnia odrętwienie mijało i wracał Jej humor, a jak tylko pod koniec grudnia dnia zaczęło przybywać, pojawiała się prawie euforia. Tak sobie dzisiaj pomyślałam o Helenie, bo spojrzałam na talerz, który jest na zdjęciu z ciastkami. Nie jest w ogóle w moim stylu i szczerze mówiąc, nie za bardzo mi się podoba, ale kiedy go zobaczyłam, kupiłam natychmiast, bo Babcia miała bardzo podobny i ten mi o Niej przypomina.
Oprócz tej opowieści jesiennej, mam przepis na bardzo proste ciastka, które można zmieniać w zależności od tego, jakie połączenia smakowe lubicie. Nie przepadam za deserami, które są tylko słodkie, lubię, gdy są przełamane kwaśnym lub słonym i te ciastka do tej kategorii należą. Do słodkiego ciasta dorzucam około pół szklanki posiekanych solonych pistacji i oczywiście obowiązkowo szczyptę soli. Całość faktycznie jest wyraźnie słodko-słona. Jeśli jednak nie lubicie tego połączenia, jak moja rodzina, to dorzućcie zwykłe niesolone pistacje, ale szczypta soli obowiązkowo.
  • 300 g mąki (używam orkiszowej białej)
  • 200 g zimnego masła
  • 100 g cukru trzcinowego
  • szczypta soli
  • około pół szklanki posiekanych solonych pistacji

Przygotowanie

Masło pokroić na kawałki, dorzucić pozostałe składniki i szybko zarobić z tego ciasto, najlepiej za pomocą miksera. Całość podzielić na 3 części, z każdej uformować wałek, owinąć folią spożywczą i schłodzić 2-3 godziny w lodówce. Po tym czasie każdy wałek pokroić w poprzek formując ciastka. Ułożyć je na wyłożonej papierem blasze i piec w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni około 12 minut.
 

Pierogi z dynią i parmezanem

Czas przygotowania: długo, nie ukrywam

Pierogi z dynią i parmezanem

Czas przygotowania: długo, nie ukrywam

Już koniec września, a ja ciągle nie mogę wskoczyć w szkolny rytm. W tym roku opornie to idzie, nie wiem dlaczego. Antek już dwa razy siedział w domu z powodu przeziębienia, ja też tydzień spędziłam w domu, bo coś złapałam. Nie narzekam, wyspałam się, wygrzałam w łóżku, poczytałam, a w końcu, gdy wstałam, miałam sporo czasu na gotowanie. Poprzeglądałam książki kulinarne i sporo kombinowałam w kuchni. Zrobiłam pyszne pierogi z dynią, którą wcześniej upiekłam, a potem połączyłam z parmezanem, dużą ilością gałki muszkotołowej i pieprzu. To wszystko uwieńczone stopionym masłem, w którym podsmażyłam liście świeżej szałwii. Tej jesieni mam super kulinarną wenę, gotuję z wielką przyjemnością i fajnie mi to wychodzi, pewnie dlatego, że to moja ulubiona pora roku ze względu na obfitość.
    Na pierogi

  • 1 kg białej mąki (u mnie orkisz)
  • 500 ml gorącej wody
  • 6 łyżek oliwy/oleju
  • sól
  • Nadzienie

  • upieczona wcześniej dynia hokkaido
  • około szklanki świeżo startego parmezanu
  • dużo świeżo startej gałki muszkatołowej
  • dużo świeżo zmielonego pieprzu
  • sól

Przygotowanie

Na ciasto pierogowe mąkę zalać gorącą wodą, dodać sól, oliwę i olej, wyrobić zwarte, elastyczne ciasto. Można to zrobić za pomocą miksera, ja lubię wyrabiać ręcznie. Ciasto owinąć folią i odstawić, żeby „odpoczęło” na 20-30 minut. W tym czasie zrobić nadzienie: miąższ dyni podusić widelcem unikając skóry, dodać świeżo starty parmezan, sól, pieprz i gałkę muszkatołową, wymieszać. Ciasto rozwałkować, wycinać kółka, wypełnić nadzieniem. Zagotować wodę, gdy będzie wrzeć, partiami dodawać pierogi i gotować 2-3 minuty od wypłynięcia. Roztopić masło, podsmażyć na nim świeże liście szałwii, polać pierogi, posypać dodatkowym parmezanem i świeżo zmielonym pieprzem. Dla mnie najlepsze są następnego dnia, odsmażone na maśle klarowanym, najlepiej także z szałwią.
 

Klopsiki wołowe z fetą

Czas przygotowania: ok. 30 min.

Klopsiki wołowe z fetą

Czas przygotowania: ok. 30 min.

Przepisów z mięsem jest na moim blogu niewiele, bo nie jestem jego fanką. Był czas, że nie jadłam go zupełnie, ale przekonałam się, że wegetarianizm nie do końca mi służy. Słucham siebie i gdy czuję, że mam ochotę na kawałek, to po prostu jem, bo wiem, że mi tego potrzeba. Latem zdarza się to pewnie raz w miesiącu, w czasie zimowym nieco częściej. Ponieważ sięgam po mięso tak rzadko, jem to, co lubię najbardziej czyli wołowinę. Te klopsiki są moim najnowszym odkryciem i praktycznie od pewnego czasu to jedynie danie mięsne, jakie jem. Robi się je prosto i szybko, z kilku składników i są pyszne. Podaję je z pieczonymi warzywami, czasem z ziemniakami puree, niekiedy jako nadzienie do domowej pity. Natka pietruszki pasuje do nich idealnie, ale czasami ze względu na Antka jej nie dodaję, bo jak wrzucę, to siedzi godzinę przy obiedzie i wydłubuje każdy kawałek. Na szczęście tymianek akceptuje 😊. Idealnie komponują się z sosem czosnkowym.
  • ok. 70 dkg mielonego mięsa wołowego
  • kostka fety/ sera bałkańskiego
  • świeży/ suszony tymianek
  • posiekana natka pietruszki
  • odrobina cynamonu
  • sól, pieprz
  • masło klarowane do smażenia

Przygotowanie

Ser pokruszyć na kawałki, wymieszać w misce widelcem z mięsem i pozostałymi składnikami. Formować malutkie klopsiki i obsmażyć je krótko ze wszystkich stron na patelni z rozgrzanym masłem klarowanym. Wołowina świetnie się lepi, nie ma potrzeby wbijania jajka. Podsmażone klopsiki przełożyć do żaroodpornej formy i piec w 200 stopniach około 5 minut, żeby dopiekły się w środku.
 

Pieczone nadziewane cukinie

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas zapiekania: 25 min.

Pieczone nadziewane cukinie

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas zapiekania: 25 min.

Lato w pełni. Stragany uginają się pod pomidorami, które w końcu smakują jak pomidory, bobem, fasolką, rodzimymi kalafiorami, czereśniami, malinami i jeszcze innymi warzywami i owocami, których tu nie wspomniałam. Od początku wakacji kursuję miedzy domem a Puszczą Notecką, do której jeżdżę z Antkiem. Siedzimy tam w małej wsi i prowadzimy wiejskie życie, które nam obojgu bardzo odpowiada. Chodzimy do lasu, który mamy za płotem, jeździmy nad pobliskie jezioro, robimy pierogi z jagodami, których w tym roku nie ma za wiele, bo jest bardzo sucho. Antek kilka razy dziennie biega do sklepiku i jest to jego ulubione zajęcie. Jest taki zadowolony, że może chodzić tam samodzielnie, bo w domu nie jest to na razie możliwe, najbliższy sklep jest dość daleko i przy bardzo ruchliwej ulicy. Wydaje swoje kieszonkowe na różne paskudne słodycze i napoje, których na co dzień u nas nie ma. Pamiętam to ze swojego dzieciństwa, kiedy spędzałam wakacje u mojej ukochanej babci Heleny na poznańskim Dębcu, która dawała mi pieniądze na lody bez limitu i inne paskudztwa, których Mama nam nie kupowała (chociaż wybór paskudztw był zdecydowanie słabszy, bo była to głęboka komuna). O to przecież w tych wakacjach chodzi, między innymi.
A co do przepisu, podaję go na podstawie „Prosto” Yotama Ottolenghi, z której to książki opublikowałam już kilka przepisów, bo są genialne. Trochę go uprościłam, żeby było jeszcze szybciej i łatwiej. Proporcję podaję za autorem, ale je robię podwójnie.
  • 2 średnie cukinie
  • ząbek czosnku
  • jajko
  • 40 g parmezanu
  • 40 g bułki tartej
  • 100 g pomidorów
  • cytryna
  • posikane listki oregano
  • 35 g orzeszków piniowych
  • oliwa
  • sól, pieprz

Przygotowanie

Cukinie przekroić na pół wzdłuż i za pomocą łyżki wydrążyć z nich miąższ. Miąższ włożyć na sito i mocno odcisnąć. Przełożyć do miski, wymieszać z czosnkiem, jajkiem, parmezanem, bułką tartą i solą. Dodać pokrojone w kostkę pomidory, wrzucić do masy cukiniowej i wszystko wymieszać. W drugiej misce połączyć skórkę z cytryny, oregano i orzeszki, wcześniej lekko podprażone i wmieszać do masy. W naczyniu żaroodpornym ułożyć cukinie, posmarować oliwą i posypać solą, zapiec około 10 minut w temperaturze 180 stopni. Nałożyć farsz i zapiekać jeszcze około 15 minut w temperaturze 200 stopni lub do zrumienienia.
 

Gratin Dauphinois czyli zapiekane ziemniaki

Czas przygotowania: ok. 25 min., czas zapiekania: ok. 50 min.

Gratin Dauphinois czyli zapiekane ziemniaki

Czas przygotowania: ok. 25 min., czas zapiekania: ok. 50 min.

Nie wiem jak to się stało, że to danie odnalazłam dopiero w zeszłym roku. Ale jak już znalazłam, robiłam je zimą bardzo często. Jest to potrawa idealna na zimę – ciężka, kremowa i cudownie rozgrzewająca od środka. Dodatkowo jest banalnie prosta, zrobiona z kilku podstawowych składników i mimo to, godna królewskiego stołu. Może z tym ostatnim nieco przesadziłam, bo wizualnie nie poraża urodą, ale to comfort food w najlepszym wydaniu, szczególnie na chłodne dni. Ta wiosna jaka jest każdy widzi, kolejne dni przypominają zimę, więc póki jest jak jest, pędźcie po pyry i śmietankę, czosnek, sól, pieprz i gałka muszkatołowa pewnie gdzieś się znajdą w szafkach. I byle do wiosny, w końcu tej prawdziwej z ciepłem, słońcem i klapkami na stopach.
Przepis znalazłam na blogu strawberrisesfrompoland.pl i jest tak idealny, że nie zmieniłam niczego.
  • około 1 kg ziemniaków
  • ok. 400 ml śmietanki 30%
  • masło do wysmarowania formy
  • 2-3 ząbki czosnku
  • sól, pieprz
  • świeżo starta gałka muszkatołowa

Przygotowanie

Ziemniaki umyć, obrać i pokroić na cieniutkie plasterki. Używam do tego mandoliny, którą kupiłam specjalnie do tego dania (Ikea). Bez mandoliny czas przygotowania się zdecydowanie wydłuży. Formę do zapiekania wysmarować masłem. Śmietankę wymieszać z przyprawami i przeciśniętym przez praskę czosnkiem, zalać tym ułożone w formie ziemniaki. Można trochę uklepać. Zapiekać około 50-60 minut w piekarniku rozgrzanym do 160 stopni. Jeśli w tym czasie zapiekanka się nie zezłoci, można zapiec jeszcze kilka minut dłużej podnosząc temperaturę do 200 stopni.
 

Najprostsza pieczona brukselka

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas pieczenia: 20 – 25 min.

Najprostsza pieczona brukselka

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas pieczenia: 20 – 25 min.

Dzisiaj, podczas wieczornego spaceru z Kenzo, po raz pierwszy tej zimy poczułam „ten” zapach. Jest to zapach, który pojawia się tylko o tej porze roku i trwa bardzo krótko, i jest to zapach nadciągającej wiosny, tak przeze mnie wyczekiwanej. Chociaż ta zima jest niezmiernie łaskawa, pełna śniegu i słońca (czy tylko ja ją tak postrzegam?), długich spacerów po zmrożonym lesie, sanek na górce nad Wartą, tęsknię już za słońcem, które ogrzewa, przebiśniegami, krokusami i coraz dłuższymi dniami. Mam ochotę na kawę wypitą na tarasie, pracę w moim ukochanym ogrodzie i niespieszne powroty ze szkoły z Antkiem i naszymi psami. Wiem, że to już niedługo…
Tymczasem, w oczekiwaniu na rzodkiewki, kalarepy i rabarbar, podaję przepis na najprostszą brukselkę, którą tej zimy piekę niezmiernie często. Moja antybrukselkowa rodzina przyjęła ją z niezwykłą otwartością i bez względu na to, ile jej upiekę, zjadamy wszystko. Maja mi dzisiaj powiedziała, że skoro polubiła brukselkę, to już chyba teraz lubi wszystko i nie ma rzeczy, której nie zje.
  • 30 – 50 dkg brukselki
  • 2 – 4 łyżki masła
  • sól

Przygotowanie

Brukselkę umyć, osuszyć, obrać z brzydkich liści. Większe główki przekroić na pół, mniejsze zostawić. Wszystkie warzywa wrzucić do żaroodpornego naczynia. Masło roztopić, polać nim brukselki, posolić, wszystko wymieszać. Wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i piec 20 – 25 min. mieszając od czasu do czasu. Można taką gorącą brukselkę posypać świeżo startym parmezanem, który pod wpływem ciepła się roztopi. To jest sztos!