Najprostsze ciasto z owocami na lato

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas pieczenia: ok. 40 min.

Najprostsze ciasto z owocami na lato

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas pieczenia: ok. 40 min.

Cóż mogę powiedzieć o tym cieście? Zebrało mnóstwo komplementów i zniknęło natychmiast po wystawieniu na stół, już kilkukrotnie. Najbardziej zachwycona była Maja, która stwierdziła, że nie pamięta tak dobrego ciasta, że jest to w końcu prawdziwe ciasto, po prostu ciasto z dodatkiem owoców, a nie odwrotnie. I w tym jest cały ambaras, bo ja wolę mnóstwo owoców i do tego trochę ciasta, koniecznie kruchego, więc to nie do końca moje smaki. Jest wyjątkowo proste i szybkie w przygotowaniu, więc przy bogactwie letnich owoców można je piec na okrągło.
Przepis na to ciasto znalazłam na platformie cookidoo, ale pozmieniałam je, dostosowując do naszych potrzeb i podniebienia.
  • 200 g masła
  • 100 g cukru
  • 3 jajka
  • 200 g mąki (u nas orkiszowa)
  • 50 g mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżka proszku do pieczenia (używam bio czyli kamień winny)
  • 80 g mleka ( u nas roślinne)
  • wybrane owoce

Przygotowanie

Masło stopić w garnku, przestudzić. Za pomocą miksera wymieszać przez chwilę jajka z cukrem. Dodać obie mąki, proszek i mleko i dalej miksować. Po chwili dodawać stopniowo roztopione masło, nadal mieszając, aby składniki się połączyły. Ciasto przelać na wysmarowaną tłuszczem i wysypaną mąką formę do pieczenia. Poukładać owoce. Piec ok. 40 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni.
 

Makaron z podsmażonymi szparagami

Czas przygotowania: ok. 15 min.

Makaron z podsmażonymi szparagami

Czas przygotowania: ok. 15 min.

Wiem, wiem, że ostatnio mnie mało na blogu. Nie oznacza to, że mniej gotuję, wydaje mi się, że gotuję wyjątkowo dużo, nawet więcej niż kiedyś i bardziej różnorodnie, ale nie nadążam ze spisywaniem przepisów i robieniem zdjęć. Praca zawodowa pochłania mnie bardziej niż kiedyś, do tego jeszcze cala Trójka na stanie (z czego się niezmiernie cieszę), trochę czasu z Tomkiem i nieco dla siebie… I wszystko kręci się niesamowicie szybko. A kulinarnie zmieniło się u nas trochę, bo ze względów zdrowotnych odstawiłyśmy z Mają pszenicę i nabiał. Wcześniej jadłyśmy tego niewiele, ale teraz basta!, zupełnie nic. Od czasu do czasu jemy sobie nabiał owczy, bo mam go ze sprawdzonego miejsca, a pszenicę całkowicie zastąpiłyśmy orkiszem. I jest ok!
Dzisiaj chciałam podrzucić przepis na bardzo szybkie i proste danie, które zrobiłam w zeszłym tygodniu. Był to dzień, gdzie wszystko pędziło niesamowicie, miałam bardzo mało czasu na przygotowanie obiadu, a jeszcze mniej składników w lodówce i szafkach. To mnie zawsze mobilizuje i wtedy wymyślam najfajniejsze dania. Dodam, że u nas makaron był z ciecierzycy, a ser długo dojrzewający owczy, ale oczywiście można użyć tradycyjnych produktów.
  • ok. 500 g ulubionego makaronu
  • kilka/naście białych lub zielonych szparagów
  • masło klarowane
  • sól, pieprz
  • trochę soku z cytryny
  • natka pietruszki
  • ser długo dojrzewający (typu parmezan)
  • oliwa/ dobry olej z pierwszego tłoczenia

Przygotowanie

Wstawić wodę na makaron i zabrać się za szparagi: odciąć i odrzucić zdrewniałe końcówki, obrać i pokroić na 1-2 cm kawałki. Na ciepłej patelni rozpuścić masło klarowane, dorzucić szparagi smażyć je delikatnie ok. 5 minut, żeby były jędrne i chrupiące. Posolić je i popieprzyć, skropić odrobiną soku z cytryny. Odcedzony makaron rozłożyć na talerzach, dołożyć szparagi, podsypać startym serem i posiekaną natką, polać dodatkowo oliwą/ olejem. Ja dodatkowo sypię jeszcze świeżo zmielonym pieprzem.
 

Fasolka (niezupełnie) po bretońsku (wege)

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas gotowania: ok. 30 min.

Fasolka (niezupełnie) po bretońsku (wege)

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas gotowania: ok. 30 min.

Wszelkie strączki to moja kulinarna miłość. Ciągle coś moczę i gotuję, bo nie lubię tych puszkowanych. A ponieważ z mięsem ciągle mi nie po drodze, jem je często ze względu na sporą zawartość białka. Jedynie Tomek (!!! kiedyś byłoby to nie do pomyślenia) towarzyszy mi w ich jedzeniu, Maja i Łukasz nie lubią, o Antku nawet nie wspomnę. Przedstawiam Wam moje najnowsze dzieło, fasolkę po bretoński w wersji wegetariańskiej a nawet wegańskiej. Możecie oczywiście przerobić ją na wersję tradycyjną, dodając zamiast/ oprócz suszonych pomidorów boczek wędzony, kiełbasę czy co tam jeszcze lubicie.
  • paczka fasoli średni jaś namoczona przez noc lub 2-3 puszki białej fasoli
  • 2-3 cebule
  • 10-12 suszonych pomidorów (takich suszonych suszonych, nie z zalewy)
  • 2-3 ząbki czosnku
  • ok. 300 ml przecieru pomidorowego
  • woda/ bulion
  • olej
  • papryka słodka
  • papryka ostra
  • papryka wędzona
  • majeranek
  • syrop klonowy lub inny słód
  • sól, pieprz

Przygotowanie

Fasolę ugotować ze sporą ilością kminku, który sprawia, że jest ona łatwiej strawna. Odsączyć. Rozgrzać garnek, wlać olej i poddusić posiekaną cebulę i pokrojone w paseczki pomidory. Dusić 3-4 minuty, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek, podusić jeszcze chwilę. Dorzucić fasolę, wlać przecier i tyle wody/ bulionu, aby osiągnąć ulubioną konsystencję. Dodać wszystkie przyprawy i gotować po przykryciem ok. 20 minut. Jeśli fasola za mocno gęstnieje, dolać wodę/ bulion i jeszcze chwilę gotować. W razie potrzeby doprawić. Jest pyszna natychmiast, ale w kolejne dni jeszcze lepsza.
 

Zapiekanka z ziemniaków i pora

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas zapiekania: ok.25 min.

Zapiekanka z ziemniaków i pora

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas zapiekania: ok.25 min.

W ostatnich tygodniach tyle się u mnie dzieje, iż mam wrażenie, że czas przyspieszył. Wstaję rano w poniedziałek, żeby zawieść Antka do przedszkola i nagle jest piątek. Staram się nie wpaść w kołowrotek: łapię chwile z Tomkiem i dziećmi, pilnuję codziennie wspólnych posiłków i długiego spaceru z psem do lasu, żeby sycić się wiosną, która za chwilę zmieni się w lato. W weekendy zwalniam, wysypiam się, a czas najchętniej spędzam w ogrodzie, z grabiami, konewką i taczką. Gotuję bardzo dużo, różnorodnie, bo na wiosnę czuję potrzebę świeżości i lekkości.
Przepis na dzisiejszą zapiekankę pochodzi jeszcze z marca, ale dopiero dzisiaj znalazłam czas, żeby go opracować i wrzucić. Powstał trochę przypadkowo, gdy musiałam szybko przygotować obiad, a w lodówce było niewiele. Wyszło pysznie, powtarzam go co jakiś czas. Teraz przygotujecie go jeszcze ze starych warzyw, ale już za chwilę będą młode ziemniaki i por, więc będzie jeszcze pyszniej.
  • 2 – 3 pory
  • 8 – 10 średnich ziemniaków
  • masło klarowane/ olej
  • 2 opakowania świeżej śmietanki 18% lub 30%
  • sól, pieprz
  • świeżo starta gałka muszkatołowa
  • (orzechy włoskie)

Przygotowanie

Pory opłukać, osuszyć i pokroić w talarki (tylko białe części). Poddusić je na maśle klarowanym lub oleju tak, by stały się szkliste. Ziemniaki obrać, pokroić w plastry. Wrzucić je do wrzącej, osolonej wody i gotować ok. 10 minut, odcedzić. Żaroodporne naczynie wysmarować tłuszczem i wrzucić do niego ziemniaki i pory, wlać śmietanki i doprawić solą, pieprzem i sporą ilością gałki muszkatołowej. Można dorzucić orzechy, wszystko wymieszać. Wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i zapiekać ok. 20-25 minut.
 

Tarta czekoladowa na migdałowym spodzie (mniej lub bardziej fit)

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia: ok. 15 min. + czas chłodzenia

Tarta czekoladowa na migdałowym spodzie (mniej lub bardziej fit)

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia: ok. 15 min. + czas chłodzenia

Przepis na to ciasto zaczerpnęłam z książki Kingi Paruzel „Fit słodkości”, która jest pełna przepisów na słodycze dla osób, które z różnych względów muszą wykluczyć niektóre składniki z jadłospisu. Są tu zatem przepisy na słodkości bez glutenu, bez laktozy, bez jaj, bez cukru… I pewnie tutaj może zapalić się lampka „ale czy są dobre?”. Nie mogę powiedzieć tego o wszystkich tych „Fit słodkościach”, bo wszystkich nie próbowałam, ale na pewno mogę powiedzieć to o tejże tarcie. Z jednym małym ale… W przepisie oryginalnym masa czekoladowa w 100% pochodzi z czekolady gorzkiej. Dla nas była za gorzka, więc zrobiłam ją w drugim podejściu w 1/3 z gorzkiej czekolady, reszta to była czekolada mleczna i dla mnie była idealna, choć domownicy stwierdzili, że najlepsza byłaby w pełni mleczna. Możecie popróbować i sprawdzić, jakie proporcje będą najlepsze. W pierwszym podejściu, zgodnie z przepisem, do spodu użyłam olej kokosowy i był bardzo dobry, ale z masłem klarowanym był idealny. Jednak co masło, to masło! Julia Child miała rację 😉. Możecie więc przy tym cieście kombinować, zastępując jedne składniki innymi. Zamiast migdałów możecie użyć orzechów, możecie spróbować też z białą czekoladą. Bawcie się pieczeniem i cieszcie się smakami.
  • ½ szklanki wiórków kokosowych
  • 1 ½ szklanki mielonych migdałów/ orzechów
  • 2 łyżki syropu klonowego
  • 2 łyżki roztopionego oleju kokosowego/ masła klarowanego
  • szczypta soli
  • ½ szklanki mleka kokosowego
  • 150 g czekolady (gorzkiej, mlecznej, białej – w dowolnych proporcjach)

Przygotowanie

Migdały i wiórki kokosowe zmielić ze szczyptą soli. Olej kokosowy/ masło klarowane roztopić, wlać do masy razem z syropem klonowym, dokładnie wszystko wymieszać. Wysmarowaną blaszkę o średnicy ok. 21 cm wyłożyć ciastem, dociskając je do dna i boków. Piec w temperaturze 160 st. ok. 10-15 minut. Uwaga, ciasto łatwo się przypala, więc trzeba pilnować. Wyjąć je i przestudzić. W garnku podgrzać mleko kokosowe, gdy będzie bulgotać, skręcić i dorzucić połamaną czekoladę. Odczekać minutę i wszystko wymieszać na gładką masę. Chwilę odczekać aż przestygnie i wylać na przestudzony spód. Gdy ostygnie, schłodzić w lodówce i tam ją przechowywać, jeśli nie zostanie zjedzona natychmiast. Można udekorować owocami, płatkami migdałowymi, wiórkami kokosowymi…
 

Śledzie na śledzika (podkoziołek, ostatki)

Czas przygotowania: ok. 30 min., czas oczekiwania: 2-3 dni

Śledzie na śledzika (podkoziołek, ostatki)

Czas przygotowania: ok. 30 min., czas oczekiwania: 2-3 dni

Ostatni dzień karnawału to w Wielkopolsce podkoziołek, zwany także ostatkami czy śledzikiem, o czym dowiedziałam się dopiero na studiach dzięki znajomym z innych stron Polski. Dzień, kiedy na maksa jadało się mięso i słodkie, bo od dnia kolejnego obowiązywał post przez kolejne 40 dni. I tego postu naprawdę przestrzegano: jadano kasze bez okrasy, chude ryby, warzywa okopowe, które zachowały się na przednówku i niewiele więcej. Dopiero na Wielkanoc pojawiały się znowu mięsa, kiełbasy, słodkie jak ulepek mazurki… mogę sobie tylko wyobrazić, jak się na nie rzucano. Powinnam zatem dzisiaj wrzucić przepis na jakieś pieczyste czy obłędny tort, ale pasował mi śledź. Jest tak dobry, że odstawia mięsa i ciasta (pewnie przesadziłam). Zrobiłam go po raz pierwszy na ostatnie Boże Narodzenie i było to dla Tomka i mnie najlepsze danie świąteczne. Dzieci jadły inne, typowe świąteczne potrawy, a my rozdzielaliśmy śledzia sprawiedliwie między nas. Od tamtego czasu robiłam go wielokrotnie. Jest pyszny obłędnie! Na szczęście dzieci jeszcze go nie doceniają, dzięki czemu jest tylko dla nas 😉. I obojętnie ile bym go zrobiła, kończy się wcześniej niż byśmy chcieli. Oryginalny przepis pochodzi z blogu whiteplate, ale nieco go pozmieniałam.
  • 5 – 7 śledzi matiasów
  • trochę oleju do smażenia (np. kujawski)
  • 3 – 4 średnie cebule
  • 3 – 4 liście laurowe
  • 3 – 4 ziarnka ziela angielskiego
  • kurkuma, imbir w proszku
  • ok. 2 łyżki syropu klonowego/ daktylowego/ cukru
  • ok. 4 łyżki octu jabłkowego/ winnego/ balsamicznego
  • słoik 190 g koncentratu pomidorowego
  • garść rodzynek
  • ¼ – ½ szklanki oleju (używam lniany wymieszany z rzepakowym tłoczonym na zimno)
  • sól, świeżo zmielony pieprz

Przygotowanie

Śledzie namoczyć w zimnej wodzie na kilka godzin, kilka razy zmieniać wodę na świeżą. Po wymoczeniu wypłukać pod bieżącą wodą, osuszyć, pokroić na kawałki. Cebule obrać, przekroić na pół, posiekać w pióro (wzdłuż). Rozgrzac patelnię tak by była ciepła, nie gorąca. Wlać olej i gdy będzie ciepły, dorzucić cebulę, liść laurowy, ziele angielskie, imbir i kurkumę. Wszystko dusić kilka minut, żeby cebula zrobiła się szklista, mieszać od czasu do czasu. Jeśli zacznie się przypalać, dodać olej. Kiedy będzie zeszklona, dodać słód, ocet, koncentrat i rodzynki. Wszystko dalej dusić razem, żeby cebula zupełnie zmiękła. Przestudzić zupełnie, dodać olej(e), dokładnie wymieszać. Doprawić solą (ostrożnie, w zależności od słoności śledzi) i pieprzem oraz jeśli trzeba octem lub słodem. Wymieszać ze śledziami, przełożyć do szklanego naczynia i schować do lodówki. Jeść najlepiej po 2-3 dniach, ale u nas jest to niemożliwe, zaczynamy już następnego dnia.
 

Nasze kultowe guacamole

Czas przygotowania: ok. 5 min.

Nasze kultowe guacamole

Czas przygotowania: ok. 5 min.

Awokado nie miało w mojej rodzinie racji bytu do momentu, kiedy po raz pierwszy zrobiłam guacamole. Był sobotni czy niedzielny poranek, gość na śniadaniu i lodówka świecąca pustkami. Zaczęłam kombinować menu z tego co miałam i mój wzrok padł na dwa dosyć rozmiękłe awokado, które od czasu do czasu kupowałam dla siebie. Podusiłam je widelcem, dodałam to i owo i tadam… guacamole zostało hitem śniadania i ostatecznie hitem śniadaniowym w ogóle. Od tamtego dnia kupuję spore ilości awokado i 3-4 razy w tygodniu robimy nasze gaucamole na śniadanie, to w domu i do kanapek do szkoły, pracy i na uczelnię. W takim wypadku nie dodajemy czosnku, ale kiedy przypada nam wolny weekend, to go sobie nie żałujemy. Moja ulubiona wersja jest ze świeżą kolendrą, ale pozostali jej nie znoszą, więc dorzucam ją na końcu tylko do mojej porcji.
  • 2-3 miękkie awokado
  • (2-3 ząbki czosnku)
  • papryczka chili
  • sok z cytryny lub limonki
  • sól (kala namak czyli czarna)
  • świeżo zmielony pieprz
  • (świeża kolendra)

Przygotowanie

Awokado obrać i podusić widelcem, papryczkę pokroić w drobną kosteczkę (najlepiej w gumowych rękawiczkach, szczególnie jeśli nosicie szkła kontaktowe – sprawdziłam na sobie) i dorzucić do awokado. Doprawić sokiem, solą i pieprzem. Jeśli możecie sobie na to pozwolić, dorzucić czosnek. I jeśli lubicie – przesiekaną kolendrę. Czasami używam soli kala namak czyli czarnej soli, która ma smak i zapach (zepsutych) jaj i fajnie podkręca smak guacamole, ale zwykła sól zupełnie wystarczy.
 

Zimowa zupa pomidorowa

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas gotowania: 20-25 min.

Zimowa zupa pomidorowa

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas gotowania: 20-25 min.

Pomidorowa schodzi u nas zawsze. Jedzą ją wszyscy, nawet Antek, chociaż z innymi zupami bywa różnie. Najlepsza pomidorówka to ta letnia, z pieczonych pomidorów, którą w sezonie gotuję nieustająco. Jesienią zamknęłam ją w słojach, żeby cieszyć się jej smakiem zimą, ale już dawno zostało po nich wspomnienie. Robię więc wersję zimową, która jest bardzo dobra, ale…
  • 2-3 cebule
  • 2-3 ząbki czosnku
  • oliwa
  • (1-2 czerwone papryki)
  • 1 duża butla pomidorowej passaty (ok. 500 – 700 ml)
  • ok. 0,5 l wody/ bulionu
  • tymianek, oregano
  • syrop klonowy/ daktylowy/ cukier
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • świeża bazylia do podania

Przygotowanie

Cebulę obrać, pokroić jakkolwiek, tak samo czosnek. Czasami dorzucam 1-2 czerwone papryki pokrojone w kostkę. Rozgrzać garnek tak, żeby był ciepły, ale nie gorący. Wlać oliwę i gdy będzie ciepła, wrzucić cebulę z papryką (albo tylko cebulę), smażyć 3-4 minuty, dorzucić czosnek i smażyć kolejne 2-3. Wlać passatę, dolać wodę/ bulion, posolić, popieprzyć, dorzucić zioła i nieco słodu. Gotować ok. 20 minut, wszystko zmiksować. Jeśli zupa jest za gęsta, dodać wody. Doprawić, jeśli trzeba, podawać ze świeżą bazylią.
 

Sałatka z buraków i pomarańczy na ciepło

Czas przygotowania: ok. 15 min.

Sałatka z buraków i pomarańczy na ciepło

Czas przygotowania: ok. 15 min.

W dzieciństwie buraki i szpinak to były znienawidzone przeze mnie warzywa. Nie byłam w tym odosobniona, bo przedszkola serwowały je w mało przyjazny sposób. Obecnie lubię oba i, co mnie niezmiernie cieszy, lubią je także moje dzieci (z pominięciem Antka, rzecz jasna). Buraki najczęściej najpierw piekę, zawinięte w papier do pieczenia i potem kombinuję z nich dania. Dzisiaj proponuję sałatkę, która jest dość słodka, bo i burak i pomarańcza są właśnie takie, ale dodaję sporo soku z cytryny, żeby przełamać tę słodycz. Chodzi mi po głowie wersja z cykorią, która nada jej ciekawej goryczy, ale wiem, że będzie to wersja tylko dla mnie, bo reszta rodziny jest jej zatwardziałym przeciwnikiem. Możecie sprawdzić.
  • 3 upieczone buraki (moje ulubione to podłużne)
  • 1 pomarańcza
  • garść orzechów włoskich
  • 2-3 łyżki oliwy
  • 1 łyżka syropu klonowego/ miodu
  • sok z cytryny
  • (łyżka musztardy francuskiej)
  • sól, świeżo zmielony pieprz
  • (natka pietruszki, kolendra)

Przygotowanie

Buraki obrać i pokroić w niedużą kostkę. Pomarańczę obrać i pokroić w kostkę o podobnym rozmiarze. Rozgrzać lekko patelnię, wlać oliwę i syrop klonowy/miód i chwilę podgrzać. Płyn ma być ciepły, nie gorący. Wrzucić buraki i pomarańczę i dusić 2-3 minuty mieszając, żeby pokryły się syropem i były ciepłe (nie smażymy ich). Wcisnąć sok z cytryny (do smaku, można też dodać łyżkę musztardy), posolić i popieprzyć, wymieszać. Wyłożyć na talerz, posypać orzechami. Można podać z natką lub kolendrą, ale nie trzeba 😉
 

Prosty i szybki jabłecznik bezglutenowy (i bez jajek)

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas pieczenia: ok. 35 min.

Prosty i szybki jabłecznik bezglutenowy (i bez jajek)

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas pieczenia: ok. 35 min.

Pisałam już wcześniej, że od pewnego czasu musiałam wykluczyć gluten, w tej samej sytuacji znalazła się także Maja. I tak jak dla mnie dieta bezglutenowa nie jest jakimś dużym wyzwaniem i problemem, to dla Mai jest to niestety bolesne. Ona uwielbia chleb, makarony i pizzę, dlatego od pewnego czasu szukam ciągle nowych inspiracji, żeby jej to bezglutenowe życie ubarwić. Dajemy radę. Znalazłam w Poznaniu świetną piekarnię z pysznym chlebem na naturalnych mąkach, nie żadnych mieszankach. Sprawdzam receptury na bezglutenowe ciasta z mniejszym lub większym powodzeniem, wymyślam nowe dania, liftinguję stare na bezgluten. Tak jest właśnie z tym przepisem. Przerobiłam recepturę na 10-cio minutowe ciasto, które od dawna jest na blogu i które często piekłam, bo faktycznie robi się je błyskawicznie. Wczoraj zrobiłam z niego ciasto urodzinowe dla Antka, który kilka dni temu skończył 7 lat. Chciałam upiec jedno ciasto dla wszystkich, bezglutenowe, żeby nie robić dwóch osobno. I udało się! Wyszło pyszne, nie odstawało smakiem od wersji oryginalnej. Dodatkowo zrobiłam je bez jajka, którego mi zabrakło, więc mogą je jeść osoby na nie uczulone (zastąpiłam je poduszonym widelcem bananem). Oczywiście jabłka można zastąpić innymi ulubionymi owocami lub, w wersji zimowej, konfiturami, dżemem czy powidłami.
    Ciasto
  • 250 g mąki ryżowej
  • 100 g płatków owsianych bezglutenowych
  • 150 g masła
  • 80 g cukru trzcinowego
  • 1 dojrzały banan
  • 4 jabłka
  • cynamon
  • Kruszonka

  • ok. 100 g masła
  • ok. 80 g cukru trzcinowego
  • ok. 100 g płatków owsianych bezglutenowych3
  • ok. 100 g zmielonych migdałów/ płatków migdałowych

Przygotowanie

Mąkę ryżową przesiać, wymieszać z płatkami owsianymi, posiekanym masłem, cukrem (pierwszej części) i poduszonym widelcem bananem. Zrobić z tego ciasto, najłatwiej za pomocą miksera. Wylepić nim tortownicę lub formę do tarty. Jabłka obrać, pokroić w niewielką kostkę, wymieszać z cynamonem i rozłożyć na cieście. Z drugiej porcji masła, cukru, płatków oraz ze zmielonych migdałów zrobić kruszonkę i rozłożyć ją na jabłkach. Piec w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez 30-35 minut.