Najlepsze ciasto na pierogi

Czas przygotowania: 5 min. + czas lepienia pierogów: hmmmm

Najlepsze ciasto na pierogi

Czas przygotowania: 5 min. + czas lepienia pierogów: hmmmm

Wiem, że ciasto na pierogi można robić w najróżniejszy sposób i na blogu są już przepisy, ale … ten jest moim zdaniem, najlepszy. To przepis Macieja, mojego znajomego z Republiki Słonecznej, który jest świetnym kucharzem, fantastycznie gotuje i jest skarbnicą wiedzy na ten temat. Ciasto jest idealnie gładkie, elastyczne, nigdy nie muszę podsypywać go mąką przy wałkowaniu. Po prostu ideał! Robię je zawsze na mące orkiszowej, ale na pszennej też wychodzi idealnie, bo wielokrotnie robiłam je na warsztatach.
Uwielbiam robić pierogi! Wiem, że to praco i czasochłonne, ale na mnie działa terapeutycznie, uspokajająco i wyciszająco. Gdy Antek jest w domu, chętnie mi pomaga i mamy wspólną zabawę. Ostatnio robiliśmy z podwójnej porcji, więc zajęło nam to sporo czasu, ale… czasu mamy ostatnio pod dostatkiem.
  • 1 kg białej mąki (orkiszowa, pszenna)
  • 500 ml gorącej wody
  • 6 łyżek oliwy/ oleju
  • sól

Przygotowanie

Mąkę wsypać do dużej miski, dodać sól, zalać wodą, dodać tłuszcz i wymieszać wszystko za pomocą łyżki (żeby się nie poparzyć, woda jest gorąca). Gdy ciasto jest już na tyle chłodne, ze można je dotykać, wyrobić je, aby było gładkie i sprężyste. Można także zrobić to za pomocą miksera, chociaż ja uwielbiam ręczne wyrabianie ciasta. Gdy będzie gotowe, zawinąć je w folię spożywczą i pozostawić na 15 – 30 minut w temperaturze pokojowej (nie w lodówce), żeby „odpoczęło”. Po tym czasie rozwałkowywać porcjami, wykrawać kółka, nadziewać ulubionym farszem i wrzucić do osolonej, wrzącej wody. Od wypłynięcia gotować ok. 3 minut.
Oczywiście można zrobić mniej ciasta, czasami robię z połowy proporcji, na przykład gdy lepię tylko dla Antka.
 

Niby ramen wegetariański

Czas przygotowania: ok. 25 min., czas gotowania i pieczenia: ponad 2 h

Niby ramen wegetariański

Czas przygotowania: ok. 25 min., czas gotowania i pieczenia: ponad 2 h

Pierwszy ramen jaki jadłam w życiu był tym najlepszym. Zamówiłam go w OFF na Piotrowskiej w Łodzi nie wiedząc za bardzo, czego się spodziewać. To co dostałam to była… jakaś magia. Niesamowicie bogaty aromat, nieporównywalny do niczego smak… Żaden kolejny ramen już tego nie miał. Będę szczera, ten także tego nie ma, ale jak na warunki domowe, jest to bardzo przyzwoity bulion i robiłam go już kilka razy. Przepis znalazłam na blogu Ani Włodarczyk strawberriesfrompoland.pl, która zapożyczyła go od Nigela Slatera. Dobre przepisy idą w świat!
Jak to ja, przepis nieco pozmieniałam. Grzyby shitake zastąpiłam poczciwymi podgrzybkami, których mam sporo w słojach po bardzo grzybowej jesieni. Zamiast selera naciowego użyłam zwykłego bulwiastego, bo go zdecydowanie bardziej lubię i wzięłam mniej czosnku, bo główka to dla mnie zbyt wiele, chociaż jest pieczony, przez co słodki i łagodny. I zioła używam suszone, bo zimą nie za bardzo kupuję świeże. Dwa składniki, dość egzotyczne, które nie każdy ma w szafce czy lodówce to glony kombu i jasna pasta miso. Kupuję je w sklepie ze zdrową żywnością, ale myślę, że na półkach kuchni świata w większych marketach także dostaniecie.
  • 2 cebule
  • 3-4 marchewki
  • 1 nieduży seler korzeniowy
  • kilka ząbków czosnku
  • 3 – 4 łyżki jasnej pasty miso
  • 50 g suszonych podgrzybków
  • ok. 1 łyżeczki suszonego rozmarynu
  • ok. 1 łyżeczki suszonego tymianku
  • 3 liście laurowe
  • 12 ziaren pieprzu czarnego
  • 10 g suszonych kombu (glony)

Przygotowanie

Do naczynia żaroodpornego wrzucić cebule (w łupinach) pokrojone w ćwiartki, pokrojone (niebrane) marchewki i seler (jak mam w lodówce, dorzucam korzeń lub dwa pietruszki), ząbki czosnku w łupinkach. Pastę miso rozpuścić w 80-100 ml wody i zalać nią warzywa. Piec w 180 stopniach około godziny, do zbrązowienia. Mieszać od czasu do czasu, żeby się nie przypaliło. Po upieczeniu, zawartość blaszki przesypać do większego garnka, dodać pozostałe składniki i zalać wodą. W przepisie Ani są 2 litry wody i czas gotowania 1 godzina i tego się trzymam, jeśli mam ograniczenia czasowe. Jeśli mam więcej czasu, zalewam większą ilością wody i gotuję 2-3 godziny, żeby bulion był mocniejszy. Przelewam przez sitko do miseczek i dodaję ugotowane jajko, makaron udon, kilka podgrzybków pokrojonych w paseczki, szczypior i podprażony na patelni sezam, najchętniej biały z czarnym.
 

Brownie idealne

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia: 25-30 min.

Brownie idealne

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia: 25-30 min.

Tak, na blogu jest już przepis na brownie, ale zapomnijcie o nim. Po co jeść gorsze ciasto, jeżeli można lepsze, a to jest więcej niż lepsze. Jest idealne. Jego receptura powstała na bazie dwóch przepisów na brownie podpatrzonych w blogosferze. Lista składników i sposób wykonania pochodzi z witeplate.com, a u znajomej Ani (teatrgotowania.pl) podpatrzyłam użycie zmielonych migdałów zamiast mąki. I tak oto powstało najlepsze ciasto czekoladowe jakie jadłam. Zabrałam je w sobotę na kolację w większym gronie i od mojego kuzyna Wojtka, który nie lubi słodkiego usłyszałam: No Ola, to ciasto… Uwierzcie, większego komplementu nie mogłam usłyszeć.
  • 170 g zmielonych migdałów (używam tych ze skórką)
  • 350 g gorzkiej czekolady 70% (ja chyba miałam 64%)
  • 200 g masła, pokrojonego na małe kawałki
  • łyżeczka naturalnej esencji waniliowej (mam wanilię w pestkach)
  • 300 g cukru trzcinowego
  • 5 jajek
  • spora szczypta soli

Przygotowanie

Żaroodporną miskę umieścić na garnku z gotującą się wodą. Włożyć do miski połamaną czekoladę, masło, cukier i gotować aż wszystko się roztopi. Dodać wanilię, wymieszać. Ostudzić do temperatury pokojowej. W drugiej misce połączyć zmielone migdały i sól. Do przestudzonej masy z czekoladą dodawać po jednym jajku, cały czas dokładnie mieszając, najlepiej trzepaczką, następnie, wciąż mieszając masę, wsypywać stopniowo suche składniki. Kiedy się połączą, wlać masę do blachy (ok 20 x 30 cm) wyłożonej papierem do pieczenia i wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 st. Piec 20-30 minut. UWAGA: ciasto musi być miękkie i jakby niedopieczone. Dobrze ścięte, nie surowe, ale nie za suche. Lepiej piec krócej niż za długo. Zostawić w formie do całkowitego ostudzenia, najlepiej jeść dopiero następnego dnia – takie jest zalecenie. U nas nie ma na to szans.
 

PROSTA zupa curry z soczewicy z mlekiem kokosowym

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas gotowania: ok. 25 min.

PROSTA zupa curry z soczewicy z mlekiem kokosowym

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas gotowania: ok. 25 min.

Uwielbiam książki kulinarne, mam ich mnóstwo, ale… nie mam ich kiedy przeglądać. W zaistniałej sytuacji już ponad rok temu stwierdziłam, że przestaję kupować kolejne skoro nie zaglądam nawet do tych co mam (i tego się trzymałam), chyba że… pojawi się coś spektakularnego. I tak właśnie się stało, jakiś czas temu pojawiła się książka „Prosto” Yotamy Ottolenghiego, o której czytałam na kilku blogach. Autor ten wydał bardzo uznane także w Polsce „Obfitość” i „Jerozolimę”, których nie mam, bo przepisy nie chwyciły mnie za serce, często w mojej ocenie wymagające wielu składników i sporego nakładu czasu i pracy. Tytuł „Prosto” spełnił obietnicę, dania są proste, szybkie do wykonania i bazujące na kilku składnikach. I są obłędne. Nie pamiętam książki, z której chciałabym przygotować prawie wszystkie dania, więc pewnie o niej jeszcze napiszę. A jako pierwszy przepis wybrałam zupę z soczewicy. Wiem, że na blogu jest ich kilka, ale ta zdecydowanie została numerem 1. Pierwszy jej garnek został jedzony jeszcze tego samego dnia, co w przypadku zup się u nas nie dzieje, więc kolejnego ugotowałam następną. Podaję przepis prosto z książki, ja go nieco pozmieniałam, o czym napiszę niżej.
    • 2 łyżki oleju kokosowego (lub słonecznikowego)
    • 1 cebula, drobno posiekana
    • 1 łyżka curry w proszku
    • ¼ łyżeczki chili w płatkach
    • 2 ząbki czosnku, zmiażdżone i posiekane
    • kawałek imbiru długości ok. 4 cm, drobno posiekany
    • 150 g czerwonej soczewicy, opłukanej
    • 1 puszka krojonych pomidorów
    • 1 doniczka kolendry
    • 1 puszka (400 ml) mleka kokosowego
    • sól, pieprz

Przygotowanie

Rozgrzać garnek, wlać olej i na małym ogniu dusić cebulę przez kilka minut mieszając, żeby się nie przypaliła. Gdy zmięknie i się nieco zrumieni, dodać curry, chili, czosnek i imbir. Smażyć 2 minuty ciągle mieszając. Dodać soczewicę i smażyć kolejną minutę. Po tym czasie wrzucić pomidory, posiekane łodygi kolendry (listki do przybrania), 600 ml wody, sól i pieprz. Mleko kokosowe wlać do miski i lekko ubijać, aż będzie gładkie i gęste. Odlać 4 łyżki (do podania), resztę dodać do zupy. Gdy zupa zawrze, zmniejszyć płomień i gotowa ok. 25 minut, aż soczewica zmięknie, ale zachowa kształt. Jeśli zupa jest za gęsta, dodać trochę wody. W razie potrzeby doprawić. Podawać z resztą mleka kokosowego i listkami kolendry.
Moje zmiany: wrzuciłam więcej soczewicy (na oko ok. 300 g) i wlałam więcej wody, także na oko, tyle, żeby była gęsta. Dorzuciłam też nieco więcej przypraw. Za pierwszym razem ubijałam mleko kokosowe, ale nie specjalnie mi zgęstniało, więc za drugim razem już to pominęłam. Oczywiście można pominąć kolendrę, bo wiem jak, jak jej niektórzy nie znoszą (ja kocham, reszta ekipy należy do tej drugiej opcji). Ja wrzucam tylko łodygi, bo się ugotują i nikt ich nie zauważy, a wszystkie listki wrzucam sobie.

Tarta pełna orzechów z syropem klonowym

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia: ok. 1 h 10 min.

Tarta pełna orzechów z syropem klonowym

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia: ok. 1 h 10 min.

Przyznam szczerze, że wcale nie myślałam o nowych przepisach na nadchodzące święta. Po pierwsze, mam spory zbiór naszych ulubionych, które powtarzamy co roku i nikt raczej nie odczuwa potrzeby nowości. Po drugie, jest tyle inspiracji w sieci, tyle pysznych, pięknie podanych potraw, że stwierdziłam, że chyba już nic nowego nie wymyślę. A jednak… Zainspirowała mnie Nigella, której książkę ze świątecznymi przepisami przeglądałam sobie któregoś wieczoru przed zaśnięciem, odkładając na chwilę czytany kryminał. Znalazłam w niej przepis na „pyszny placek pekanowy z dodatkami”, który mocno przerobiłam, żeby było prościej i szybciej, i mniej słodko (Nigella słodzi wszystko niemiłosiernie). I wyszło pysznie.
    Kruchy spód
  • 180 g masła pokrojonego na kawałki
  • 2 łyżki oleju roślinnego
  • 6 łyżek wody
  • szczypta soli
  • 2 łyżki cukru
  • 300 g mąki (u nas orkisz, ale pszenna oczywiście może być)
  • Wierzch

  • 150 ml syropu klonowego
  • 100 g masła w temperaturze pokojowej
  • szczypta soli
  • 3 jajka
  • 2-3 garści różnych orzechów (ja użyłam migdałów, włoskich i brazylijskich)

Przygotowanie

Rozgrzać piekarnik do temperatury 210 stopni. W średniej wielkości misce żaroodpornej połączyć masło, olej, wodę, cukier i sól. Wstawić miskę do piekarnika na około 15 minut, aż masło będzie bulgotało i zacznie robić się brązowe na brzegach. Wyciągnąć miskę ostrożnie z pieca (masło może pryskać) i wymieszać szybko z mąką za pomocą łyżki, aż do uzyskania stałej konsystencji. Z wyglądu musi ono być takie lekko świecące tłuszczem. Przenieść ciasto na formę do tarty i rozprowadzić za pomocą łopatki lub łyżki. Docisnąć ciasto palcami bo boków blachy, nakłuć je widelcem. Wstawić znowu do piekarnika na około 15 minut. Odstawić, żeby przestygło i zabrać się za wierzch. W garnku, na małym ogniu, roztopić syrop klonowy z masłem, wymieszać i odstawić, żeby masa przestygła. Na przestudzonym cieście porozkładać orzechy. Do przestudzonej masy wbić jajka, dodać sól i dokładnie wszystko wymieszać. Delikatnie wlać wszystko na ciasto, najlepiej za pomocą łyżki, żeby orzechy nie spłynęły. Piec ok. 40 minut w temperaturze 180 st.
 

Krem z banana gotowanego na parze

Czas przygotowania: ok. 10 min.

Krem z banana gotowanego na parze

Czas przygotowania: ok. 10 min.

Im zimniej, tym mam mniejszą ochotę na cokolwiek surowego. Nawet moja ulubiona rukola mi nie wchodzi, teraz lubię wszystko duszone, gotowane, a najchętniej pieczone. Idąc tym tropem, przygotowałam pyszny krem z bananów gotowanych na parze z kakao i szczyptą soli. Można dodać łyżkę czy dwie domowych ulubionych konfitur czy dżemu. Ja wrzuciłam łyżkę konfitur z aronii, które robiłam jesienią.
  • 3-4 dojrzałe banany
  • łyżka kakao
  • szczypta soli
  • (owoce w postaci konfitur/ dżemu)

Przygotowanie

Banany gotować na parze ok. 7-8 minut. Zmiksować je z kakao, solą i ewentualnie owocami.
 

Pasta z białej fasoli i orzechów włoskich

Czas przygotowania ok. 10 min.

Pasta z białej fasoli i orzechów włoskich

Czas przygotowania ok. 10 min.

Jesteśmy rodziną „kanapkowców”, zjadamy tyle chleba, że nieustająco mnie to zadziwia. Kanapki do szkoły, kanapki na drugie śniadanie (dla tych, co akurat są w domu), kanapki po powrocie ze szkoły na zaspokojenie pierwszego głodu, gdy obiad jeszcze „się robi”, kanapki o 21, gdy nagle ktoś jest tak głodny, że „musi cos zjeść, bo inaczej umrze”. Wymyślam najróżniejsze dodatki do tych kanapek, żeby było różnorodnie, oto moje najnowsze odkrycie, bardzo się sprawdza. A wiecie co sprawdza się chyba najbardziej? Kiedy w lodówce jest niewiele więcej niż światło, Antkowi i mnie masło zawsze wystarcza (jeśli do tego jest ogórek kiszony, jestem wniebowzięta), a Tomek i Łukasz jedzą z musztardą, koniecznie piekielną i twierdzą, że jest pyszne.
  • 1,5 szklanki białej fasoli (ja moczę przez noc i gotuję, ale ze słoika/ puszki też da radę)
  • 0,5 szklanki orzechów włoskich
  • 1 cebula
  • 1 ząbek czosnku
  • oliwa
  • sól, pieprz, tymianek/majeranek
  • sos sojowy
  • sok z cytryny do smaku

Przygotowanie

Cebulę posiekać i dusić na oliwie, po chwili dodać posiekany czosnek i dusić razem, aż się wszystko lekko zezłoci. Zmiksować to z fasolą, orzechami i przyprawami na w miarę jednorodną masę. Doprawić jeśli trzeba tak, aby smaki się równoważyły. Dla mnie do tego zestawu idealny byłby majeranek, ale moja rodzina go nie znosi, używam więc tymianku.
 

Naleśniki gryczane (bezglutenowe)

Czas moczenia: ok. 8 h, czas przygotowania: ok. 20 min.

Naleśniki gryczane (bezglutenowe)

Czas moczenia: ok. 8 h, czas przygotowania: ok. 20 min.

Przepis na te naleśniki poznałam dzięki Ewie, z którą co jakiś czas wspólnie prowadzę warsztaty. Ewa ze swoim mężem Pawłem założyła rok temu Centrum Pozytywnej Energii, niesamowite miejsce na mapie Poznania. Powstało ono z myślą o rodzicach Dzieci Wyjątkowych jak je nazywają, dzieci niepełnosprawnych. Rodzicach, którzy nierzadko opiekują się swoimi dziećmi 24h na dobę, 365 dni w roku i często prawie nie wychodzą z domu. Ewa i Paweł chcą to zmienić w myśl hasła, że „szczęśliwy rodzic to szczęśliwe dziecko”. W CPE organizowane są najróżniejsze warsztaty, porady, konsultacje, które mają pomóc rodzicom. W planach są także webinary by dotrzeć do rodziców w całej Polsce, w najmniejszych i najbardziej odległych miejscowościach, gdzie możliwości pomocy są często mniejsze niż w większych miastach. Ewa świetnie gotuje bazując na Kuchni 5 Przemian, jej dania są proste i pyszne. Polecam jest blog www.ziemkowamama.pl, gdzie znajdziecie więcej fajnych przepisów oraz historię Ziemka, ich Syna, dzięki któremu tyle dobra powstało.
A co do naleśników… trochę się obawiałam, czy sprawdzą się u mnie, ale wszystkim smakowały, nawet Antkowi. Zrobiłam mu je kiedyś na śniadanie do szkoły, kiedy zabrakło rano chleba. Posmarowałam kozim serem i zawinęłam. Po powrocie powiedział, że wszystkie dzieci mu zazdrościły śniadania. Jadamy je najczęściej na wytrawnie, np. z guacamole i wędzonym łososiem, ale na śniadanie z domowym dżemem czy powidłami też są ok.
  • 2 szklanki kaszy gryczanej niepalonej
  • zimna woda
  • sól do smaku

Przygotowanie

Kaszę zalać wodą tak, aby nieco wystawała ponad powierzchnię kaszy. Rano zmiksować z solą na gładką masę do konsystencji ciasta naleśnikowego. Jeśli ciasto będzie za gęste, dodać nieco wody. Rozgrzać patelnię i przed usmażeniem pierwszego naleśnika wysmarować ją olejem lub masłem klarowanym. Wylać ciasto i rozprowadzić je poruszając patelnią. Smażyć do momentu, aż będzie można przewrócić i zostawić chwilę, żeby zrumienić drugą stronę. Następne naleśniki można smażyć bez tłuszczu, chyba, że będą przywierać, to wtedy delikatnie natłuścić. Robienie tych naleśników polega bardziej na przesuszaniu ciasta niż stricte smażeniu.
 

Domowe tortille

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas oczekiwania: ok. 15 min.

Domowe tortille

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas oczekiwania: ok. 15 min.

Tortille są świetnym dodatkiem do wielu dań, uwielbianym przez Tomka i dzieciaki, ale te kupne mają niestety fatalny skład, z mnóstwem chemicznych dodatków. Szczęśliwie na blogu www.lawendo.pl znalazłam przepis na proste, domowe tortille, które robiłam już kilka razy i bardzo ubogaciły nam menu. Blog prowadzi moja znajoma, Dorota, pasjonatka gotowania, podróży i lawendy, jeśli będziecie mieli chwilę, to zajrzyjcie. Przepis bazuje na mące orkiszowej i ja taką właśnie używam, ale możecie je przygotować oczywiście ze zwykłej mąki pszennej.
  • 2 szklanki mąki orkiszowej typ 550 (lub zwykła pszenna)
  • 125 ml gorącej wody
  • 2 łyżki dowolnego oleju
  • 1 łyżeczka soli

Przygotowanie

Mąkę z solą zalać gorącą, przegotowaną wodą i wymieszać najpierw za pomocą łyżki. Gdy ostygnie na tyle, że można ją dotykać, dodać olej i wyrobić wszystko na jednolite ciasto. Przykryć czystym ręcznikiem i odstawić na 15-30 minut. Po tym czasie odrywać małe kawałki i rozwałkować je na cienkie placki podsypując mąką, jeśli ciasto się klei. Dobrze rozgrzać patelnię (bez tłuszczu), wrzucić placek, poczekać aż się nieco zrumieni (mogą tworzyć się bąble) i przerzucić na drugą stronę. Gotowe!
 

Pasta z ciecierzycy, suszonych pomidorów i harissy

Czas przygotowania: ok. 5 min.

Pasta z ciecierzycy, suszonych pomidorów i harissy

Czas przygotowania: ok. 5 min.

Ten przepis nie jest mój, zapożyczyłam go od mojej kuzynki Anki. A było to tak: mieliśmy kolejny duży zlot rodzinny, który organizujemy co jakiś czas u jednej z rodzin. Ten odbywał się właśnie u Anki i Jej rodziny w piękny, ciepły czerwcowy dzień w ich cudnym ogrodzie. Tłumnie zjechała zewsząd nasza rodzina, każdy, jak zawsze przyniósł coś do jedzenia i picia. Rozmawialiśmy w podgrupach o tym i owym, dzieciaki szalały, ale istotnym elementem imprezy było jedzenie. Na stołach stało mnóstwo najróżniejszych potraw, ale hitem dla Tomka, Mai i Łukasza była pasta do chleba. Każdy z nich przychodził do mnie i pytał, czy próbowałam, bo jest rewelacyjna, dobrze doprawiona i mogłabym taką właśnie robić, bo mój humus jest nieco mdły i bez wyrazu. Przyznam szczerze, że ja wolę mój mdły humus z wędzoną śliwką, ale robię go teraz tylko dla siebie, a ta pasta schodzi zawsze i szybko. Puszczam zatem ten przepis w świat, niech cieszy podniebienia.
  • ok. szklanki ugotowanej ciecierzycy (można też użyć z puszki, ale lepiej ze słoika)
  • mały słoik suszonych pomidorów
  • 1-1,5 łyżeczki harissy czyli pasty z papryczek chili (zależy jak bardzo „na ostro” lubicie, ja wrzucam raczej 1)
  • sól, pieprz

Przygotowanie

Wszystkie składniki zmiksować, doprawić do smaku. Oto cała magia.