Archiwum z miesiąca:

Lipiec 2015

Kurkowe risotto na cydrze

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas gotowania: ok. 35 min.

Kurkowe risotto na cydrze

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas gotowania: ok. 35 min.

Risotto nie należy do ulubionych potraw mojej rodziny, więc robię je rzadko. Wczoraj jednak nadszedł ten dzień, bo dostałam świeże kurki i stwierdziłam, że podam je właśnie z risotto. Zjedli i nawet nieco sobie dołożyli, więc nie było chyba źle. I jeszcze taka sprawa: wcześniej risotto robiłam zawsze na białym winie, ale gdy na Jadłonomii zobaczyłam, że można je zrobić na bazie cydru, przerzuciłam się na ten ostatni trunek. Wolę delikatny posmak jabłek niż kwaskawy winogron.
  • 1 cebula
  • kilka gałązek świeżego tymianku
  • 2 łyżki masła klarowanego
  • opakowanie świeżych kurek
  • 400 g ryżu arborio
  • ½ szklanki cydru
  • gorąca woda lub bulion warzywny/ drobiowy (nie z kostki) w proporcji: 1 część ryżu na 3 części płynu
  • ok. 1/3 szklanki świeżo startego parmezanu/ grana padano
  • kilka łyżek śmietanki 30 lub 36%
  • sól, pieprz

Przygotowanie

Garnek (najlepiej o dużej średnicy, niski, z grubym dnem) rozgrzać. Wrzucić masło klarowane, gdy się rozpuści dorzucić posiekaną drobno cebulę i część tymianku. Chwilę dusić, mieszając i dorzucić oczyszczone, pokrojone kurki. Smażyć wszystko razem ok. 15 minut. Dorzucić ryż (nie można go wcześniej płukać – musi być suchy) i smażyć przez 1-2 minuty mieszając, aby ryż oblepił się masłem. Dodać cydr i mieszać dalej, aż płyn odparuje. Wlać pierwszą porcję gorącego płynu i mieszając od czasu do czasu i czekać aż płyn się wchłonie. Dodać połowę kolejnej porcji i wszystko powtórzyć. Później stopniowo dolewać płyn, zawsze mieszając od czasu do czasu, szczególnie to co jest na spodzie, żeby się nie przypaliło. W międzyczasie dodać pieprz, sól i resztę tymianku. Pod koniec gotowania sprawdzić twardość ryżu. Mam być al dente, czyli twardawy. Może się zdarzyć, że stanie się tak, zanim zostanie dolany cały płyn. Wtedy po prostu wcześniej zakończyć gotowanie. Gdy ryż będzie już gotowy, dodać parmezan i śmietanę, dokładnie przemieszać, przykryć pokrywką i wyłączyć gaz. Odczekać 5 minut, żeby risotto „dojrzało” i podawać natychmiast.
 

Wakacje

Po wakacjach w Lombardii wiem, czego kulinarnie zazdroszczę Włochom. Po pierwsze pysznego, świeżego parmigiano, który w wielkich kawałkach (beż żadnej folii) leży na ladzie w jedynym sklepie w maleńkim miasteczku w górach. Po drugie, szynki prosciutto crudo, z której sprzedawca odkrawa cieniusieńkie jak pergamin plastry. Ja, która prawie nie jem mięsa i w ogóle nie jadam wędlin, zajadałam się prosciutto codziennie!!! Po trzecie pizzy. Tam nawet mniej udana pizza dorównuje naszej bardzo dobrej. Na szczęście miejsc w Polsce, gdzie można zjeść wyśmienitą pizzę jest coraz więcej. I tyle! Objedzona pizzą i makaronem, wracałam stęskniona polskich warzyw i owoców. W naszym włoskim sklepiku były tylko brzoskwinie i morele, więc od kilku dni objadamy się truskawkami, czereśniami, malinami i borówkami. Juro pędzę do mojego warzywniaka po świeże warzywa a do rzeźnika po mięso, bo obiecałam moim mięsożercom schabowe. Cudze chwalicie, swego nie znacie…

Ciasto z białą czekoladą (bez pieczenia)

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas chłodzenia: kilka godzin

Ciasto z białą czekoladą (bez pieczenia)

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas chłodzenia: kilka godzin

Przepis na to ciasto znalazłam kilka miesięcy temu w magazynie „Kuchnia”. W wersji oryginalnej podane było z pestkami granatu i zimą to się świetnie sprawdziło. Teraz jednak idealne będą porzeczki, bo potrzebne są kwaśne owoce, żeby przełamać mega słodycz czekolady. Bardzo fajne na upały, bo podaje się schłodzone. I jeszcze fajne jest to, że starcza dla wielu osób lub na długo, bo ze względu na jego słodycz, nie da się go zjeść dużo. I robi się je bardzo szybko, bo w mojej wersji nie trzeba go podpiekać.
  • 250 g pokruszonych ciastek typu digestive
  • 125 g masła
  • 300 g białej czekolady
  • 300 ml śmietanki 36%
  • 40 g miękkiego masła
  • czerwone, czarne porzeczki lub inne kwaśne owoce

Przygotowanie

Masło (125 g) roztapiamy na patelni, wsypujemy pokruszone ciastka i przesmażamy, mieszając, przez 3 minuty. Powstałą masą wylepiamy tortownicę lub formę do tarty. Gdy ciastka przestygną, wstawiamy formę do lodówki. Czekoladę siekamy, śmietankę podgrzewamy, ale nie doprowadzamy do wrzenia. Wsypujemy czekoladę, odstawiamy na minutę a następnie mieszamy trzepaczką balonową, aż się rozpuści. Dodajemy mniejszy kawałek masła i ponownie mieszamy. Gdy masa nieco przestygnie, wlewamy na ciasteczkowy spód i wstawiamy na kilka godzin do lodówki. Przed podaniem posypujemy porzeczkami.
 

„Wyjechali na wakacje…”

Dzień 8

Po porannej burzy ochłodziło się nieco, dzięki czemu wróciła mi ochota na gotowanie. Nie miałam, prawdę mówiąc, innego wyjścia, bo wszystkie zapasy lodówkowe się skończyły. Jak w każdy poniedziałek, odebrałam chleb żytni na zakwasie, który był podstawą śniadania. Do tego pyszny biały ser i brązowe pomidory (prezent :-)), które są niesamowicie słodkie. Obiad, który latem po prostu uwielbiam – ryż basmati ze świeżymi owocami (Tomek z truskawkami, ja z malinami), śmietaną i syropem klonowym. Na kolację zrobiłam sobie maślaną kalarepę, którą wymyśliłam parę tygodni temu. Jest banalnie prosta, ale tak pyszna, że wrzucę przepis.
Za chwilę zabieram się za ulubione dania moich karateków, bo jutro w końcu wracają!!!

„Wyjechali na wakacje…”

Dzień 7

Dzisiaj było chyba 36 st., zdecydowanie za gorąco, żeby siedzieć w kuchni. Jedyne co zrobiłam, to rano śniadanie, bo byliśmy z Tomkiem strasznie głodni po powrocie z 20-kilometrowej przejażdżki rowerowej, na którą udało nam się wybrać. Smażone placuszki owsiane i naleśniki bardzo się sprawdziły. A na obiad pyszna pizza w Poznaniu. I tyle na dziś!

„Wyjechali na wakacje…”

Dzień 6

Sobotę rozpoczęliśmy od śniadania we troje, na mocno rozgrzanym tarasie. Dzisiaj żadnej kaszy jaglanej, tylko jajka sadzone, bruschetty i tosty z miodem. Większość dnia spędziliśmy w lub przy basenie, ja tylko donosiłam lemoniadę i kompot, bo upał był niesamowity. W ciągu dnia zrobiłam smażony bób z chili, czosnkiem i kaszą kuskus, Antek dojadł resztę swojej zupy. Wieczorem zjedliśmy lody z jabłecznikiem, który przywiozła babcia Bożenka. I to by było na tyle, jeśli chodzi o Antka i o mnie, ale Tomkowi zamarzyła się grillowana karkówka. To co najgorsze, czyli pokrojenie, rozbicie i usmażenie zrobił on, ja ją tylko macerowałam.

„Wyjechali na wakacje…”

Dzień 4

Dzisiaj także zjedliśmy z Antonim śniadanie na pełnym słońca tarasie. Tym razem kasza jaglana objawiła się pod postacią placuszków. Zjadłam je z malinami, Antek oczywiście bez. W ciągu dnia ugotowałam tylko zupę warzywną (ziemniaki, marchew i kalarepa) na skrzydle indyka dla Antka. Kawałki mięsa w zupie sprawiają, że mój syn zje każde zanurzone w niej warzywo. Jest to jeden z nielicznych sposobów na ich przemycenie. Ja zjadłam resztę wczorajszej sałatki z kaszą kuskus, która dzisiaj była dużo lepsza, bo wszystkie smaki się przegryzły. A kolację zjedliśmy poza domem. Pyszną.

„Wyjechali na wakacje…”

Dzień 3

Dzień mi się tak fajnie ułożył, że mogłam zjeść z Antkiem śniadanie. Po raz pierwszy (!) tego lata zjedliśmy je na tarasie, w pełnym słońcu. Bez pośpiechu, cudownie leniwie. Rano, gdy Mały jeszcze spał, ugotowałam dużo kaszy jaglanej (będzie na kolejne dni). W garnku podgotowałam (około 4 minuty) kubek malin i dołożyłam szklankę ugotowanej wcześniej kaszy. Zmiksowałam, dosłodziłam syropem klonowym, posypałam płatkami migdałowymi i gotowe, w 5 minut! Do tego zjedliśmy po toście z masłem i miodem spadziowym. Baaardzo słodko rozpoczął się dzień. Po powrocie do domu zabrałam się za obiad. W lodówce miałam zamarynowane w miodzie i tymianku żeberka, które udusiłam w ciemnym piwie. To oczywiście dla Tomka. Zrobiłam sałatkę z kaszy kuskus z zieloną pietruszką, świeżą miętą, pomidorem, orzechami włoskimi, oliwą, kilkoma pokrojonymi daktylami i garścią czarnych porzeczek. I jeszcze kaszę pęczak, do której przygotowałam zielony sos śmietanowy z porem i świeżym zielonym groszkiem. Sporo mi tego wyszło, wiele jeszcze zostało, więc na jutro mam niedużo pracy w kuchni :-).