Archiwum z miesiąca:

Listopad 2016

Ciasto marchewkowe/ dyniowe

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas pieczenia: 40-50 min.

Ciasto marchewkowe/ dyniowe

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas pieczenia: 40-50 min.

Przepis na to ciasto pochodzi z mojego zeszytu, czyli nie wiadomo skąd. Zajmuje jedną z pierwszych stron, więc mam go od bardzo, bardzo dawna. Kilka lat temu to ciasto marchewkowe często się u nas pojawiało, później o nim zapomniałam, a ostatnio wróciło do łask. W wersji oryginalnej jest ciastem marchewkowym, ale robię go też w wersji dyniowej lub dyniowo-marchewkowej. Tomek, Maja i Łukasz mają zakaz głośnego nazywania go ciastem marchewkowym. Gdyby tylko Antek dowiedział się, co jest podstawą tego ciasta, natychmiast przestałby jeść. A tak, w niewiedzy, zajada je z zachwytem, a ja z wewnętrznym uśmiechem gratuluję sobie kolejnego warzywnego przemytu.
  • 2 szklanki marchwi startej na grubych oczkach (dyni/ marchwi i dyni), trochę uklepanej
  • 1 szklanka cukru trzcinowego
  • 2 szklanki mąki razowej (u nas orkiszowej)
  • 4 jajka
  • 1 ¼ szklanki oleju (najlepiej z pestek winogron/ ryżowego, bo są neutralne w smaku, czasami mieszam z oliwą)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia (najlepiej kamienia winnego)
  • 2 łyżeczki sody
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • szczypta soli
  • (rodzynki, orzechy, migdały)

Przygotowanie

Wymieszać marchew/ dynię z cukrem, jajami i olejem. Dodać mąkę z proszkiem i sodą. Można dorzucić bakalie (u nas bez), wymieszać ciasto łyżką. Wysmarować tłuszczem tortownicę, wlać ciasto. Piec w 180 st. ok 45 – 50 min. Ja po przestudzeniu posypuję mielonym cukrem trzcinowym (pudrem). W wersji luksusowej można posmarować czekoladą. W tym celu roztopić połamaną tabliczkę czekolady (mleczna lub gorzka) wymieszaną z łyżką masła. Smarować przestudzone ciasto.
 

Słynny „chleb zmieniający życie”

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas oczekiwania: kilka godzin, czas pieczenia: ok. 1 h

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas oczekiwania: kilka godzin, czas pieczenia: ok. 1 h

Przepis na „chleb zmieniający życie” pojawiał się na różnych blogach kulinarnych. Postanowiłam go upiec, ale zabrakło mi konsekwencji. W końcu, gdy nabyłam książkę „My New Roots”, autorki tego przepisu i najsłynniejszego w sieci bloga o kuchni roślinnej, kupiłam wszystkie składniki i upiekłam chleb. Już nawet kilka razy. Czy zmienił życie rodziny Kopczyńskich? Ani trochę. Antek na widok ziaren natychmiast odmówił skosztowania choćby najmniejszego okruszka. Maja i Łukasz zjedli po kawałku, ale już więcej po niego nie sięgali. Tomek jadł, choć narzekał, że się rozpada. To prawda, rozpada się, więc to raczej chleb do jedzenia w domu niż do zabrania. Jak dotąd, same minusy. Mi jednak ten chleb bardzo smakuje. Z samym masłem, więcej nie trzeba. Dwie małe skibki na drugie śniadanie zupełnie wystarczą, bo jest bardzo sycący. Zatem, pomimo tego, że życia (naszego) nie zmienia, polecam. Tutaj jeszcze jedna kwestia. Składniki potrzebne do wypieku tego chleba raczej nie leżą na co dzień w szafkach statystycznej pani domu. Chia czy nasiona babki płesznik to jeszcze mało popularne produkty, chociaż powoli zyskują sławę. Warto kupić po jednym opakowaniu, starczy na kilka bochenków. Może Wam ten chleb zmieni życie?
  • 140 g nasion słonecznika
  • 90 g siemienia lnianego złocistego
  • 70 g orzechów laskowych lub migdałów
  • 150 g płatków owsianych (czasami używam bezglutenowych)
  • 2 łyżeczki nasion chia
  • 32 g nasion babki płesznik (jeśli sproszkowane, to 24 g)
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżka syropu klonowego/ z agawy/ miodu
  • 3 łyżki stopionego masła klarowanego lub oleju kokosowego
  • 375 ml wody

Przygotowanie

Do miski wsypać wszystkie ziarna (orzechy lub migdały przesiekać), sól i dobrze wymieszać. Jeśli używa się orzechów laskowych, to można je wcześniej podpiec ok 20 minut w piekarniku w 180 stopniach, są znacznie lepsze. Do dzbanka z wodą dodać roztopiony olej i syrop. Wlać wszystko do miski z ziarnami i dokładnie wymieszać. Jeśli masa jest zbyt gęsta, żeby mieszać, dodać 1-2 łyżki wody. Przełożyć masę do foremki, KONIECZNIE wyłożonej papierem do pieczenia. Zostawić na przynajmniej 3 godziny, najlepiej na noc. Piec najpierw 20 minut w temperaturze 180 stopni. Po tym czasie wyjąć z piekarnika i bardzo ostrożnie wyciągnąć z foremki. Położyć na kratce do góry nogami, bez papieru i piec jeszcze 30-40 minut. Przed pokrojeniem zupełnie go wystudzić. Ciepły mocno się rozpada. Zimny podobno nie powinien, choć moje doświadczenia są inne. Można przechowywać go do 5 dni w pudełku w lodówce, chociaż ja trzymałam w temperaturze pokojowej, nakryty.
 

Zupa z soczewicy na zimę

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas gotowania: 30-40 min.

Zupa z soczewicy na zimę

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas gotowania: 30-40 min.

Gdy w weekend na stół wjechała ta zupa, widziałam w oczach mojej Rodziny niewypowiedziane „znowu soczewica!!!”. Zrezygnowani zaczęli jeść i wyraz na ich twarzach uległ zmianie. „Jest bardzo dobra”, usłyszałam od wszystkich (poza Antkiem oczywiście, który jadł swój rosół) okrzyk z dużą dawką zdziwienia. I były nawet prośby o dokładkę. Soczewicę uwielbiam i przerabiam ją na wszelkie możliwe sposoby. Rodzina nie do końca podziela mój entuzjazm i nie zawsze jada soczewicowe dania. Dla mnie, ze względu na bardzo ograniczone spożycie mięsa, to świetny sposób na potrawę białkową. Ten przepis znalazłam na www.makecookingeasier.pl i od razu wiedziałam, że będzie super. Trochę pozmieniałam i dostosowałam proporcje do mojej nieco większej, wiecznie głodnej rodziny.
  • 400 g czerwonej soczewicy
  • olej/ masło klarowane
  • 3-4 l bulionu lub wody
  • 2 puszki pomidorów lub duża butelka pomidorowej passaty
  • mała papryczka chilli lub peperoni
  • spory kawałek imbiru
  • 2-3 cebule
  • 6 ząbków czosnku
  • kilka liści jarmużu
  • 2 spore szczypty tymianku
  • 4 liście laurowe, połamane
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól
  • (syrop klonowy/ daktylowy/ z agawy/ miód/ cukier trzcinowy)

Przygotowanie

Soczewicę bardzo starannie przepłukać na sicie, odsączyć. Cebule obrać, pokroić w pióro, czosnek drobno posiekać, imbir obrać i zetrzeć na tarce, papryczkę posiekać usuwając pestki (najlepiej w rękawiczkach). Rozgrzać garnek, wlać olej, gdy będzie ciepły, wrzucić cebulę, imbir i papryczkę. Smażyć na niewielkim ogniu 3-4 minuty mieszając. Dodać czosnek i dusić kolejne 2-3 minuty. Wrzucić soczewicę, pomidory, dolać bulion/ wodę. Najpierw można tylko połowę. Dorzucić tymianek, liście laurowe, dodać pieprz i sól. Gdy zupa robi się zbyt gęsta, dodać jeszcze wodę/ bulion. Trzeba ją od czasu do czasu mieszać, bo lubi się przypalać. Po ok. 20 minutach dodać nieco słodu, jeśli zupa jest za kwaśna, tyle by zrównoważyć smak. I dorzucić jarmuż (w kawałkach, bez twardego środka). Gotować jeszcze 10-20 minut, aż soczewica będzie się rozpadać. Można podać z kawałkami świeżego jarmużu.
 

Najlepsza lasagne

Czas przygotowania: ok. 40 min., czas zapiekania: 30-40 min.

Najlepsza lasagne

Czas przygotowania: ok. 40 min., czas zapiekania: 30-40 min.

Bez fałszywej skromności mogę powiedzieć, że nie jadłam jeszcze lasagne lepszej niż moja. Rodzina to potwierdza, więc czas podzielić się przepisem. Nauczyłam się tego dania u samego mistrza, Kurta Schellera, siedem lat temu na tygodniowym kursie w jego Akademii. Wcześniej wydawało mi się, że jest to bardzo trudne i bardzo czasochłonne danie, ale tak źle nie jest. Najważniejsze okazały się dla mnie kwestie sosu mięsnego i beszamelu. Ten pierwszy powinien być rzadki, by zmiękły płaty makaronowe. Sos beszamelowy robiłam wcześniej „na oko”, Mistrz podał nam dokładne proporcje, których się trzymam. I jeszcze dowiedziałam się, że mleko powinno być wcześniej gorące. Zatem, oto przepis na pyszną lasagne.
  • pół kilo dobrej mielonej wołowiny
  • pół kilo mielonego indyka
  • 2 cebule
  • płaty lasagne
  • 2-3 ząbki czosnku
  • por
  • marchew
  • pomidorowa passata lub 2 puszki krojonych pomidorów
  • (1/2 szklanki czerwonego wina)
  • bulion (najlepiej mięsny)
  • zioła prowansalskie, sól, pieprz, liść laurowy, 2 goździki, gałka muszkatołowa
  • 100 g masła
  • 1 l mleka
  • 80 g mąki (u nas tradycyjnie orkiszowa)
  • olej do smażenia

Przygotowanie

Jedną cebulę i czosnek posiekać, pora i marchew pokroić w drobną kostkę. Na oleju poddusić cebulę, dodać po chwili czosnek, a następnie mięso. Smażyć mieszając. Gdy mięso będzie podsmażone, dodać por i marchew, zalać pomidorami i bulionem. Dodać sól, pieprz i zioła prowansalskie. Dusić ok. 10 minut, od czasu do czasu mieszać. Do sosu dodaje się wino, ale ja go nie dodaję, nie lubię winnego posmaku. Sos powinien być rzadki. Zabrać się za beszamel. Do garnka wlać mleko, wrzucić do niego cebulę w łupince, w którą wbić dwa goździki oraz 2 połamane liście laurowe. Podgrzać je prawie do wrzenia, wyrzucić cebulę z goździkami i liście. Dodać sól, pieprz i starta gałkę. Do rozgrzanego garnka wrzucić masło, gdy się rozpuści, dodać mąkę i bardzo energicznie ubiją trzepaczką. Powstanie zasmażka, do której dolewa się stopniowo gorące mleko i nadal miesza do czasu, aż sos zgęstnieje. W wysmarowanej masłem formie do zapiekania wylać część beszamelu (ok. 1/3), na to poukładać płaty. Na nie wlać połowę sosu mięsnego, na to drugą część beszamelu. Na to drugą warstwę płatów, znowu sos mięsny, na górę beszamel. Można jeszcze całość posypać żółtym serem, ale ja ten dodatek pomijam. I bez tego lasagne jest pyszna, o kaloriach nie wspomnę. Piec w opcji góra-dół (pieczenie tradycyjne) w 180-200 stopniach przez 30-40 minut.
 

Konfitura z aronii

Konfitura z aronii

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas gotowania: kilka godzin

Czas świeżej aronii dawno już minął, ale muszę podzielić się przepisem na tę konfiturę. Nie zdążyłam w sezonie, a boję się, że w przyszłym roku zapomnę. Poza tym, do przyszłego roku jest jeszcze tyle czasu… Ze wszystkich przetworów, jakie w tym roku robiłam, ten jest bezapelacyjnie numerem 1. Robiłam ją po raz pierwszy, „na oko”, nie wiedząc do końca co wyjdzie, a wyszło pysznie. Zrobiłam wiele słoików, ale zostały tylko dwa. Do początku zimy nie dotrwają, nie ma szans. Do czego jej używamy? Najwięcej do kanapek szkolnych z serami i domowym pasztetem. Jest też świetnym dodatkiem do pieczeni, po który sięgamy chętniej niż po żurawinę. Dorzucam ją także do śniadaniowych owsianek i jaglanek. W przyszłym roku muszę zrobić jej znacznie, znacznie więcej.
  • ok. 2 kg świeżej aronii
  • ok. 0,5 kg dojrzałych, świeżych węgierek
  • 3-4 jabłka
  • 3-4 słodkie dojrzałe gruszki
  • trochę cukru trzcinowego do smaku

Przygotowanie

Umytą aronię wrzucić do garnka, dodać nieco wody i gotować ok. pół godziny. Uważać, żeby się nie przypaliła, dodać w razie potrzeby nieco wody. W międzyczasie przygotować owoce: umyć, śliwki pozbawić pestek i przekroić na połówki. Jabłka i gruszki obrać, wykroić gniazda nasienne i pokroić na kawałki. Dorzucić do aronii i gotować kolejne pół godziny pod pokrywką na niewielkim płomieniu. Wyłączyć, przestudzić. Powtórzyć to jeszcze ze dwa razy, po około pół godziny, pilnować, żeby się nie przypaliła. Jeśli jest za cierpka, można nieco dosłodzić, ale śliwki i gruszki dają dużo słodyczy. Nie przesadzałam z długością gotowania, nie czekałam aż aronia zupełnie się rozpadnie. Gorące konfitury nałożyć do wyparzonych słoików, mocno zakręcić i pasteryzować w piekarniku w ok. 130 st. przez 20 minut. Gdy piekarnik zacznie stygnąć, słoiki wyłożyć, ułożyć wieczkiem do dołu i przykryć kocem. Przetrzymać przez noc.
 

Rosół mocy według 5 przemian

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas gotowania: 4-6 h

Rosół mocy według 5 przemian

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas gotowania: 4-6 h

Kiedy tylko nastają chłodniejsze dni, raz w tygodniu gotuję rosół według kuchni 5 przemian. Przepis pochodzi z czasów moich najcięższych walk z Antkową alergią, kiedy to trafiłam do dietetyka Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Przez kilka miesięcy, dzień po dniu, gotowałam dla Antka dania według przepisów 5 przemian, które otrzymałam. Nie było łatwo, kto miał do czynienia z TMCh, ten wie. Widziałam jednak efekty, z tygodnia na tydzień skóra Antka była lepsza. Nie gotuję już ściśle według tych przepisów, ale staram się sięgać po to, co nam służy i unikać tego, co szkodzi. Ten rosół gotuję jednak ściśle według przepisu, po 3 latach kupiłam nawet algi i zioła chińskie, które można dorzucić, a których wcześniej nie miałam. Oczywiście można gotować rosół bez ich użycia, też tak robiłam. Ważne jest natomiast długie gotowanie, 4 do 6 godzin i tego się trzymam. W zeszłym tygodniu wyleczyłam się z przeziębienia. Żadnych lekarstw, tylko 2 kubki gorącego rosołu dziennie postawiły mnie na nogi. On naprawdę ma moc!
  • 4-6 l wrzącej wody
  • tymianek, kurkuma, (rozmaryn)
  • kminek
  • kawałek rostbefu i skrzydło indyka
  • kilka kulek kolorowego pieprzu
  • sól
  • szczypta bazylii, mały pęczek zielonej pietruszki
  • wrzątek
  • majeranek
  • 4-5 marchewek
  • duża pietruszka
  • 2 duże cebule lub por i kawałek selera

Przygotowanie

Do wrzątku wrzucać po kolei: tymianek, kurkumę (rozmaryn), kminek, mięsa (czasami robię rosół na samej wołowinie, a czasami tylko na indyku), pieprz i sól. Nakrywamy pokrywką i gotujemy na bardzo małym ogniu 4-5 godzin. Po tym czasie dorzucamy bazylię i pietruszkę, uzupełniamy wrzątkiem (bo zupa się wygotowała), dorzucamy odrobinę majeranku, marchewki i pietruszkę pokrojone na mniejsze kawałki, to samo z selerem i porem lub cebule w połówkach. Gotować kolejne 1- 1,5 godziny. Jeśli zupa jest za mało wyrazista, dodać szczyptę kminku, nieco pieprzu i dosolić. Podawać z ryżem lub makaronem i natką.