Archiwum z miesiąca:

Luty 2017

Ciastka z masłem orzechowym i czekoladą

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas pieczenia: ok. 10 min.

Ciastka z masłem orzechowym i czekoladą

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas pieczenia: ok. 10 min.

Te ciastka znikają w mgnieniu oka! Maja i Łukasz twierdzą nawet, że są najlepsze ze wszystkich jakie piekę, a piekę ich naprawdę sporo. Masło orzechowe robi tutaj wspaniałą robotę, do tego gorzka czekolada, która przełamuje jego słodycz. Przepis, po lekkich zmianach, pochodzi z książki „Ciasta, ciastka i takie tam”. I jeszcze jedno. Szukajcie dobrego masła orzechowego, tzn. takiego, które ma jak najwięcej orzechów w składzie. Bywają 100%, niezłe są 95%, ale są także takie, które mają 60%. Tych nie polecam.
  • 1 i ¼ szklanki mąki razowej (u nas orkiszowa)
  • 1 i ½ łyżeczki sody
  • ¾ kostki miękkiego masła
  • 1 szklanka cukru trzcinowego
  • ½ szklanki masła orzechowego, najlepiej z kawałkami orzechów
  • 1 jajko
  • tabliczka gorzkiej czekolady

Przygotowanie

Czekoladę posiekać na nieduże kawałki. Wszystkie składniki ubić za pomocą miksera, na końcu dodać czekoladę i jeszcze wymieszać. Z masy robić kulki wielkości orzecha włoskiego i po położeniu na wyłożonej papierem do pieczenia blaszce, spłaszczyć. Masa jest dość klejąca, można pomoczyć dłonie wodą lub posypać mąką, żeby się mniej kleiła. Piec ok. 8-10 minut w 190 stopniach. Po wyciągnięciu z piekarnika, odstawić na 2-3 minuty, a po tym czasie przełożyć na kratkę by przestygły i stwardniały.
 

Kurczak po marokańsku z herbatą, suszonymi śliwkami i migdałami

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas gotowania: ok. 35 min.

Kurczak po marokańsku z herbatą, suszonymi śliwkami i migdałami

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas gotowania: ok. 35 min.

Danie to często przygotowuję na różne imprezy, zawsze bardzo smakuje gościom. Robiłam je też wiele razy na warsztatach. Lubię patrzeć, jak na początku przepis budzi spory dystans. Kurczak, śliwki suszone i czarna herbata nie wydają się do siebie pasować. Efekt zawsze jest ten sam – zachwyt i zdziwienie, że danie jest tak fantastyczne. Warto je zrobić dzień, dwa przed podaniem, żeby dać czas smakom się połączyć.
  • 3 – 4 piersi kurczęce
  • 2 cebule
  • sól, pieprz
  • olej/ masło klarowane do smażenia
  • 100 g suszonych śliwek
  • 100 g migdałów
  • garść sezamu
  • 2 kubki mocnej czarnej herbaty

Przygotowanie

Kurczaka i cebule pokroić w kostkę. Na rozgrzanej patelni zeszklić cebulę, dorzucić po chwili kurczaka, posolić, popieprzyć. Zrumienić. Śliwki pokroić i zalać gorącą herbatą. Migdały zalać wrzątkiem, odstawić na kilka minut i zdjąć skórkę. Osuszyć i podprażyć na gorącej, suchej patelni. Kurczaka zalać herbatą ze śliwkami, dorzucić migdały i sezam zostawiając trochę jednego i drugiego do posypania gotowego dania. Dusić pod przykryciem ok. 20 minut, odkryć i jeszcze chwilę podusić, żeby sos odparował. Podawać posypane resztą sezamu i migdałami.
 

Historia pewnej butelki wina

Historia pewnej butelki wina

Historia pewnej butelki wina

Kiedy na świecie pojawił się Łukasz, pojawili się także goście, którzy chcieli zobaczyć pierworodnego Kopków. Przynosili pluszaki, grzechotki, śpioszki, czapeczki, pampersy… Wszystko to, czym zazwyczaj obdarowuje się niemowlę. Dostaliśmy także zapakowaną w karton butelkę wina z przykazaniem, że mamy ją wypić z naszym synem w dniu jego 18 urodzin.
Pamiętam, że pomyśleliśmy wtedy z Tomkiem o tym samym. 18 lat??? Nasz malutki Synek??? Toż to wieczność!!!
Strzegliśmy butelki jak oka w głowie, pilnowaliśmy przy kolejnych przeprowadzkach, choć nie ukrywam, że kilka razy kusiło nas, żeby otworzyć ją wcześniej i wypić, tylko we dwoje. Udało się nam jednak oprzeć pokusie i butelka czekała na ten dzień w kolejnych szafkach, spiżarniach i piwnicach…
Butelka czekała, wino nabierało szlachetności, a Łukasz rósł, zmieniał się, dojrzewał.
Po raz pierwszy się do nas uśmiechnął,
po raz pierwszy powiedział „mama”,
zrobił swój pierwszy w życiu krok,
spędził z nami swoją pierwszą Wielkanoc i pierwsze Boże Narodzenie,
po raz pierwszy złapał katar, a my wezwaliśmy pogotowie, „bo tak dziwnie oddychał”,
po raz pierwszy powiedział „kocham cię, mamo”,
dzielnie ruszył do przedszkola, jako jedyny nie płakał pierwszego dnia (w przeciwieństwie do mnie),
po raz pierwszy tańczył na balu, przebrany w strój kowboja,
po raz pierwszy został „na spaniu” u swojej przyjaciółki z przedszkola,
zgubił swój pierwszy ząb,
po raz pierwszy pojechał na dwukołowym rowerze,
pewnego pierwszego września ruszył do szkoły,
wyjechał na całe dziesięć dni na swój pierwszy obóz,
zdobył swój pierwszy w życiu medal,
poniósł pierwszą sportową porażkę,
przeżył pierwszą wizytę na ostrym dyżurze (bez złamania!)
i kolejną, gdzie założono mu pierwszy w życiu gips,
po raz pierwszy założył garnitur…
Wczoraj przyniosłam butelkę z piwnicy, otworzyłam pokryty kurzem karton, Tomek odkorkował wino i wypiliśmy we troje po lampce z naszym dorosłym Synem.
 

Szagówki babci Eli O.

Czas przygotowania: ok. 30 min.

Szagówki babci Eli O.

Czas przygotowania: ok. 30 min.

Nazwa „szagówki” pochodzi z poznańskiej gwary, w której „na szagę” oznacza na ukos, na skos. Jest to sposób krojenia tych klusek, które powszechnie nazywane są kopytkami. W moim rodzinnym domu jadło się różne tradycyjne wielkopolskie potrawy, ale szagówek nie jadaliśmy. W moim domu jemy je od niedawna, przepis na nie przyniosła Maja od swojej koleżanki Gabrysi. A było to tak. Któregoś dnia Maja była u Gabi i tam została poczęstowana szagówkami zrobionymi przez jej babcię. Tak jej smakowały, że babcia zaprosiła Maję na wspólne robienie szagówek. Maja wróciła najedzona i z przepisem od babci Eli. Od tego czasu robimy je co jakiś czas. Warto je zrobić z dużej porcji, bo te, które zostaną do następnego dnia, odsmażamy na maśle klarowanym i są lepsze niż te gotowane. Do szagówek idealna jest kapusta kiszona.
  • 2 kg ziemniaków
  • jajo
  • mąka (wg przepisu pszenna, u nas orkiszowa)
  • sól do smaku
  • boczek
  • cebula

Przygotowanie

Dzień przed przygotowaniem szagówek obrać i ugotować ziemniaki. Ja często gotuję w mundurkach i po przestudzeniu obieram. Zimą można ugotować je tego samego dnia, wystawione na mróz stygną szybko. Muszą być bardzo zimne. Zetrzeć je na tarce (dla niecierpliwych i spieszących się może być na dużych), posolić i wygnieść z mąką do uzyskania ciasta, które nie klei się do dłoni. Ja najpierw wygniatam całość, później dzielę ciasto na kilka części i każdą część jeszcze dodatkowo podsypuję mąką. Następnie formować wałki i nieco je spłaszczyć. Pokroić na szagę (na skos). W dużym garnku zagotować wodę, posolić. Szagówki gotować partiami. Po wrzuceniu do wody, delikatnie przemieszać i czekać aż wypłyną. Od wypłynięcia gotować jeszcze 3 minuty, odsączyć. Podaję je z podsmażoną cebulką (dla mnie) oraz z cebulką i boczkiem lub samym boczkiem dla reszty.
Te, które zostaną, przestudzić, schować do lodówki, a następnego dnia odsmażyć, najlepiej na maśle klarowanym.
 

Look&Cook i Zielona Góra

Od pewnego czasu jeżdżę do Zielonej Góry do Studia Kulinarnego Look&Cook. Uwielbiam tu przyjeżdżać! Już sama droga mnie cieszy. Najpierw obowiązkowo pyszne espresso na stacji benzynowej na początku trasy, potem prosta droga autostradą, moja ukochana radiowa Trójka, poza tym cisza i spokój, a po około 1,5 godziny jestem w Look@Cook. Fantastyczni Ludzie, cudne miejsce. Jestem szczęściarą!
Dzisiaj, po skończonych warsztatach, po raz pierwszy udało mi się zobaczyć Zieloną Górę. Chodziłam po Rynku i jego okolicznych uliczkach, podziwiając pięknie odrestaurowane kolorowe kamienice. Kupiłam wino z lubuskiej winnicy. Wypiłam przepyszną czekoladę na gorąco z likierem wiśniowym, która bardzo mnie rozgrzała po mroźnym spacerze. Czuję się jak na mini wakacjach. Załączam kilka zdjęć, robionych o zmierzchu, więc nie oddają w pełni uroku tego miejsca.