Archiwum z miesiąca:

Marzec 2018

Surówka na pożegnanie zimy

Czas przygotowania: ok. 15 min.

Surówka na pożegnanie zimy

Czas przygotowania: ok. 15 min.

Od pewnego czasu, przygotowując jedzenie, bawię się kolorami. Staram się, żeby dania były bardzo kolorowe albo wymyślam potrawy w jednej tonacji kolorystycznej. To chyba objaw tęsknoty za wiosną, która dzisiaj w końcu astronomicznie się pojawiła. Na pożegnanie zimy wymyśliłam surówkę na bazie modrej (po poznańsku) kapusty z kolorowymi dodatkami.
  • ½ modrej kapusty
  • 2 gałązki selera naciowego z listkami
  • ½ pęczka natki
  • ½ szalotki (może być czerwona cebula)
  • granat
  • 5 suszonych moreli
  • garść słonecznika
  • olej z orzechów włoskich i laskowych
  • sok z ½ cytryny
  • ½ łyżeczki syropu klonowego
  • sól

Przygotowanie

Z kapusty wyciąć głąb i pokroić ją na cienkie paseczki. Wrzucić do miski, trochę posolić i wygnieść, żeby się trochę zmorzyła. Seler i szalotkę bardzo cienko pokroić (cebulę lepiej pokroić w koteczkę), posiekać natkę, morele pokroić w kosteczkę. Z granatu wyciągnąć pestki, nasiona słonecznika podprażyć na gorącej, suchej patelni. Wszystko razem wymieszać, dodając oleje, sok z cytryny i odrobinę syropu klonowego. Oczywiście orzechowe oleje można zastąpić innymi lub oliwą, można nie dodawać syropu klonowego, chociaż ja bardzo lubię, jeśli jest lekko wyczuwalny słodki smak. Można słonecznik zastąpić sezamem czy pestkami dyni, zamiast moreli dodać daktyle czy suszone figi, dorzucić marchewkę pokrojoną w paseczki czy kawałki pomarańczy. Im więcej kolorów, tym fajniej.
 

Pomysł na Wielkanoc. Babka bananowa z daktylami, morelami i migdałami

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia ok. 45 min.

Pomysł na Wielkanoc. Babka bananowa z daktylami, morelami i migdałami

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia ok. 45 min.

Tradycyjna babka to taki rodzaj ciasta, którego nie lubię i nie jem. Jest sucha i zupełnie bez wyrazu. Ta babka to coś zupełnie innego. Jest bardzo aromatyczna, wyrazista, wilgotna, pełna słodyczy płynącej z miodu, bananów i bakalii. W wersji „na bogato” możecie zrobić do niej glazurę z masła i miodu i dodatkowo ozdobić ją bakaliami. Możecie oczywiście glazurę pominąć. I tak będzie pyszna, a nieco mniej kaloryczna.
  • 175 g miękkiego masła
  • 200 g mąki (u na orkiszowa, pół na pół biała i razowa)
  • nieco ponad ½ łyżeczki sody
  • nieco ponad ½ łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • (50 g cukru trzcinowego)
  • 2 duże jajka, rozkłócone (rozmieszane)
  • 3 łyżki płynnego miodu
  • 2 przejrzałe banany
  • 50 g suszonych daktyli bez pestek
  • 50 g suszonych moreli
  • 50 g słupków migdałowych lub posiekanych migdałów
  • Na glazurę

  • 2 łyżki płynnego miodu
  • 10 – 15 g masła
  • nieco soku z cytryny
  • posiekane daktyle, morele i migdały do ozdoby

Przygotowanie

Mąkę, masło, cynamon, cukier (można, nie trzeba, bo i tak jest słodki banan, miód i słodkie suszone owoce), jajka i miód ubij mikserem na jednolitą masę. Rozgnieć banany, posiekaj daktyle i morele. Wmieszaj do ciasta razem z migdałami. Przełóż do formy do pieczenia babki, wcześniej natłuszczonej i piecz ok. 40-50 minut w 180 st. aż wetknięty w środek patyczek będzie suchy. Studź w formie przez 15 minut, a następnie wyłóż na kratkę. Masło i miód doprowadź do wrzenia, gotuje po rozpuszczeniu masła przez ok. 1 minutę aż polewa lekko zgęstnieje. Zdejmij z ognia, dodaj do smaku sok z cytryny, aby przełamać słodycz miodu. Jeśli lubisz bardzo słodkie, pomiń cytrynę. Przestudź, aż glazura stanie się gęsta i nieprzejrzysta. Wyłóż na wierzch ciasta i posyp posiekanymi bakaliami.
 

Smażony kurczak z zielonymi warzywami

Czas przygotowania: ok. 30 min.

Smażony kurczak z zielonymi warzywami

Czas przygotowania: ok. 30 min.

Końcówka lutego i początek marca to dla mnie kulinarnie najtrudniejszy czas. Na bulwy i korzenie powoli nie mogę już patrzeć i bardzo tęsknię za czymś świeżym i zielonym, a tu do wiosny jeszcze trochę. Dlatego, wbrew mojej filozofii jedzenia sezonowego, sięgam po hiszpańskie brokuły i wciskam je do różnych dań, żeby poczuć wiosnę, chociaż na talerzu. Ten zestaw warzywny można oczywiście zmieniać. Brokuły można zastąpić cukinią, albo w ogóle z nich zrezygnować dokładając więcej brukselki. Zamiast szpinaku można użyć jarmuż. Można dodać czosnek podkręcając danie. Zamiast makaronu można użyć ryż. Ja użyłam gryczany japoński makaron soba, który udało mi się kupić, ale ryżowy też będzie świetny. Byle do wiosny!
  • 100 g makaronu soba/ ryżowego
  • 100 – 200 g szpinaku
  • olej
  • 2 piersi kurczaka
  • spory kawał imbiru
  • 2 garści brukselki
  • 1 brokuł
  • 2 duże czerwone papryczka pepperoncino
  • sos sojowy
  • skórka i sok z limonki
  • sól, pieprz
  • czarny sezam

Przygotowanie

Szpinak umyj, osusz. Kurczaka pokrój w cienkie paski. Imbir obierz i pokrój w zapałkę (julienne), umytą brukselkę na pół (mniejsze główki) lub w ćwiartki (większe), papryczki w krążki. Brokuł podziel na różyczki, gałązki obierz i pokrój na mniejsze części. Makaron ugotuj według instrukcji, przelej zimną wodą, odsącz. Rozgrzej wok lub dużą patelnię. Na patelnię wlej olej i usmaż na nim kurczaka posypanego solą i pieprzem, odłóż. Wlej nico oleju i smaż przez chwilę brokuł, imbir, chili i brukselkę, dolej nieco wody i duś jeszcze chwilę aż lekko zmiękną. Dorzuć kurczaka, szpinak i makaron, wszystko dokładnie wymieszaj. Wlej sos sojowy i z limonki, wrzuć skórkę i, jeśli trzeba, wlej nieco wody, aby utworzył się sos. Podawaj natychmiast posypane czarnym sezamem.
 

Tylko warzywa czyli mój wiosenny detoks

Chcę się dzisiaj podzielić moimi doświadczeniami z detoksem czyli odkwaszeniem organizmu, który funduję sobie na wiosnę od 3 czy 4 lat (czasami także jesienią). Pomimo tego, że bardzo dbam o to co jem, unikam przetworzonej żywności, prawie nie jem mięsa, prawie nie piję alkoholu (serio, bardzo mi szkodzi ☹), czasami czuję, że coś jest nie tak z moim układem pokarmowym. Tak było właśnie te 3 czy 4 lata temu, kiedy tak bolał mnie żołądek, że musiałam brać leki. Wiedziałam oczywiście, że nie tędy droga i trafiłam do Orkiszowych Pól w Poznaniu, gdzie z innymi dziewczynami poddałam się detoksowi. Miałyśmy kilka spotkań, gdzie mówiono nam co mamy robić, co jeść i czego nie jeść. Do tego było sporo teorii, którą tutaj pominę. Skupię się tylko na praktycznym aspekcie sprawy i opowiem jak ja to robię. Oczyszczanie z Orkiszowymi dało mi na tyle silne podstawy, że robię to od tamtej pory samodzielnie.
Najpierw, żeby przygotować się do detoksu, przez tydzień, stopniowo, odstawiam następujące produkty: mięso, nabiał, słodycze, potrawy mączne, alkohol, kawę i czarną herbatę. Jem warzywa, kasze i warzywa strączkowe takie jak soczewica i ciecierzyca. Piję ciepłą wodę z cytryną, herbaty ziołowe i owocowe.
Właściwy detoks to u mnie warzywa i bardzo niewiele owoców. Dozwolona jest kasza jaglana i gryczana (do godz. 14), ale ja ich nie jem.
Co i jak zatem jem? Przede wszystkim warzywa przetworzone na ciepło, najwięcej warzyw gotowanych na parze (ziemniaki, marchew, pietruszka, buraki, dynia, brukselka, brokuł) oraz pod postacią zup, trochę świeżych warzyw takich jak rukola, roszponka czy radicchio, a także kiszoną kapustę i kiszone ogórki. Od czasu do czasu podduszam sobie delikatnie cukinię z cebulą i czosnkiem i odrobiną pulpy pomidorowej. Z owoców jabłka i gruszki, chociaż nie mam na nie specjalnie ochoty. Gotuję z nich kompot z kilkoma goździkami i daktylami. Dzisiaj zaszalałam z pestkami granatu. Jeszcze bardzo lubię awokado i suszone pomidory. I co jeszcze? Trochę soli, dużo zielonej pietruszki i kiełków (mam własną kiełkownicę), oliwa, masło (jest ok), masło klarowane i oleje tłoczone na zimno do polewania warzyw i sosów do sałatek (słonecznikowy, rzepakowy, z orzechów włoskich i laskowych, z wiesiołka, z czarnuszki – ma bardzo szczególny smak, ja go uwielbiam), sezam, słonecznik i pestki dyni. Rano piję ciepłą wodę z wciśniętą cytryną i czasami jeszcze w ciągu dnia. Piję najróżniejsze herbaty ziołowe i owocowe, biorę probiotyki. Staram się jeść regularnie, co 3-4 godziny, ale nie zawsze mi to wychodzi. Zamierzam wytrwać w tym tydzień, ale może uda mi się dłużej. Bardzo ważne jest wychodzenie z detoksu i powolne wprowadzanie wcześniej wyeliminowanych produktów. Ja zaczynam od tych najdelikatniejszych: kasze, jajka i strączki w niewielkich ilościach, żeby organizm się przyzwyczaił. Dopiero później wracam do mojego ukochanego chleba żytniego na zakwasie, bardzo uważam ze słodkim. Pszenicę, mięso i nabiał jadam w ilościach śladowych, więc tego mi nie brakuje.
Czy czegoś zatem mi brakuje? Czy jestem głodna? Jak to w ogóle znoszę? Otóż… mam dosyć silną wolę i jeśli sobie coś postanowię, to nie jest to większym problemem. Wszystko jest w głowie. Już kilka tygodni wcześniej wyznaczam sobie dzień kiedy zacznę i tego się trzymam. Głodna nie jestem, bo jem sporo. Tylko czasami rano budzę się z niewielkim uczuciem głodu, co jest dla mnie bardzo przyjemne, bo ja go bardzo rzadko odczuwam. Zdarza mi się, że sięgnę po daktyla czy suszoną morelę, gdy mam ochotę na słodki smak. Gdy Tomek parzy sobie kawę, to jest najtrudniej. Unoszący się zapach kusi mnie najbardziej. Zaparzam sobie wtedy kawę zbożową i jest ok. Uffff… To tyle. Jeśli się ktoś zdecyduje, trzymam kciuki!
Aha, i jeszcze parę słów o tym jak można czuć się w czasie detoksu i po nim. Zatem w czasie trwania bywa różnie i niekoniecznie świetnie. Bywało, że bolała mnie głowa i było mi mdło. Tym razem te objawy mnie ominęły, ale jest mi ciągle zimno. Nie jest to przyjemne, ale znaczy, że organizm wyrzuca toksyny. Można też spodziewać się różnych wyprysków na twarzy (typowy objaw uwalniania toksyn), to na szczęście mnie ani razu nie spotkało. Ale to uczucie po detoksie… warte wszystkich wyrzeczeń. Wszystkie dolegliwości układu pokarmowego mijają, czuję się lekko, mam więcej energii i optymizmu, otępienie zimowe, jak to nazywam, mija. I zaczynam wiosnę nowa ja!