Archiwum z miesiąca:

Marzec 2019

Tarta czekoladowa na migdałowym spodzie (mniej lub bardziej fit)

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia: ok. 15 min. + czas chłodzenia

Tarta czekoladowa na migdałowym spodzie (mniej lub bardziej fit)

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia: ok. 15 min. + czas chłodzenia

Przepis na to ciasto zaczerpnęłam z książki Kingi Paruzel „Fit słodkości”, która jest pełna przepisów na słodycze dla osób, które z różnych względów muszą wykluczyć niektóre składniki z jadłospisu. Są tu zatem przepisy na słodkości bez glutenu, bez laktozy, bez jaj, bez cukru… I pewnie tutaj może zapalić się lampka „ale czy są dobre?”. Nie mogę powiedzieć tego o wszystkich tych „Fit słodkościach”, bo wszystkich nie próbowałam, ale na pewno mogę powiedzieć to o tejże tarcie. Z jednym małym ale… W przepisie oryginalnym masa czekoladowa w 100% pochodzi z czekolady gorzkiej. Dla nas była za gorzka, więc zrobiłam ją w drugim podejściu w 1/3 z gorzkiej czekolady, reszta to była czekolada mleczna i dla mnie była idealna, choć domownicy stwierdzili, że najlepsza byłaby w pełni mleczna. Możecie popróbować i sprawdzić, jakie proporcje będą najlepsze. W pierwszym podejściu, zgodnie z przepisem, do spodu użyłam olej kokosowy i był bardzo dobry, ale z masłem klarowanym był idealny. Jednak co masło, to masło! Julia Child miała rację 😉. Możecie więc przy tym cieście kombinować, zastępując jedne składniki innymi. Zamiast migdałów możecie użyć orzechów, możecie spróbować też z białą czekoladą. Bawcie się pieczeniem i cieszcie się smakami.
  • ½ szklanki wiórków kokosowych
  • 1 ½ szklanki mielonych migdałów/ orzechów
  • 2 łyżki syropu klonowego
  • 2 łyżki roztopionego oleju kokosowego/ masła klarowanego
  • szczypta soli
  • ½ szklanki mleka kokosowego
  • 150 g czekolady (gorzkiej, mlecznej, białej – w dowolnych proporcjach)

Przygotowanie

Migdały i wiórki kokosowe zmielić ze szczyptą soli. Olej kokosowy/ masło klarowane roztopić, wlać do masy razem z syropem klonowym, dokładnie wszystko wymieszać. Wysmarowaną blaszkę o średnicy ok. 21 cm wyłożyć ciastem, dociskając je do dna i boków. Piec w temperaturze 160 st. ok. 10-15 minut. Uwaga, ciasto łatwo się przypala, więc trzeba pilnować. Wyjąć je i przestudzić. W garnku podgrzać mleko kokosowe, gdy będzie bulgotać, skręcić i dorzucić połamaną czekoladę. Odczekać minutę i wszystko wymieszać na gładką masę. Chwilę odczekać aż przestygnie i wylać na przestudzony spód. Gdy ostygnie, schłodzić w lodówce i tam ją przechowywać, jeśli nie zostanie zjedzona natychmiast. Można udekorować owocami, płatkami migdałowymi, wiórkami kokosowymi…
 

Śledzie na śledzika (podkoziołek, ostatki)

Czas przygotowania: ok. 30 min., czas oczekiwania: 2-3 dni

Śledzie na śledzika (podkoziołek, ostatki)

Czas przygotowania: ok. 30 min., czas oczekiwania: 2-3 dni

Ostatni dzień karnawału to w Wielkopolsce podkoziołek, zwany także ostatkami czy śledzikiem, o czym dowiedziałam się dopiero na studiach dzięki znajomym z innych stron Polski. Dzień, kiedy na maksa jadało się mięso i słodkie, bo od dnia kolejnego obowiązywał post przez kolejne 40 dni. I tego postu naprawdę przestrzegano: jadano kasze bez okrasy, chude ryby, warzywa okopowe, które zachowały się na przednówku i niewiele więcej. Dopiero na Wielkanoc pojawiały się znowu mięsa, kiełbasy, słodkie jak ulepek mazurki… mogę sobie tylko wyobrazić, jak się na nie rzucano. Powinnam zatem dzisiaj wrzucić przepis na jakieś pieczyste czy obłędny tort, ale pasował mi śledź. Jest tak dobry, że odstawia mięsa i ciasta (pewnie przesadziłam). Zrobiłam go po raz pierwszy na ostatnie Boże Narodzenie i było to dla Tomka i mnie najlepsze danie świąteczne. Dzieci jadły inne, typowe świąteczne potrawy, a my rozdzielaliśmy śledzia sprawiedliwie między nas. Od tamtego czasu robiłam go wielokrotnie. Jest pyszny obłędnie! Na szczęście dzieci jeszcze go nie doceniają, dzięki czemu jest tylko dla nas 😉. I obojętnie ile bym go zrobiła, kończy się wcześniej niż byśmy chcieli. Oryginalny przepis pochodzi z blogu whiteplate, ale nieco go pozmieniałam.
  • 5 – 7 śledzi matiasów
  • trochę oleju do smażenia (np. kujawski)
  • 3 – 4 średnie cebule
  • 3 – 4 liście laurowe
  • 3 – 4 ziarnka ziela angielskiego
  • kurkuma, imbir w proszku
  • ok. 2 łyżki syropu klonowego/ daktylowego/ cukru
  • ok. 4 łyżki octu jabłkowego/ winnego/ balsamicznego
  • słoik 190 g koncentratu pomidorowego
  • garść rodzynek
  • ¼ – ½ szklanki oleju (używam lniany wymieszany z rzepakowym tłoczonym na zimno)
  • sól, świeżo zmielony pieprz

Przygotowanie

Śledzie namoczyć w zimnej wodzie na kilka godzin, kilka razy zmieniać wodę na świeżą. Po wymoczeniu wypłukać pod bieżącą wodą, osuszyć, pokroić na kawałki. Cebule obrać, przekroić na pół, posiekać w pióro (wzdłuż). Rozgrzac patelnię tak by była ciepła, nie gorąca. Wlać olej i gdy będzie ciepły, dorzucić cebulę, liść laurowy, ziele angielskie, imbir i kurkumę. Wszystko dusić kilka minut, żeby cebula zrobiła się szklista, mieszać od czasu do czasu. Jeśli zacznie się przypalać, dodać olej. Kiedy będzie zeszklona, dodać słód, ocet, koncentrat i rodzynki. Wszystko dalej dusić razem, żeby cebula zupełnie zmiękła. Przestudzić zupełnie, dodać olej(e), dokładnie wymieszać. Doprawić solą (ostrożnie, w zależności od słoności śledzi) i pieprzem oraz jeśli trzeba octem lub słodem. Wymieszać ze śledziami, przełożyć do szklanego naczynia i schować do lodówki. Jeść najlepiej po 2-3 dniach, ale u nas jest to niemożliwe, zaczynamy już następnego dnia.