Autor:

Wszystkie przepisy autorstwa Ola Kopczyńska

Ola Kopczyńska

O autorze

Przez lata pracowałam jako nauczyciel akademicki, ale jakiś czas temu zdecydowanie zmieniłam kurs. Zajęłam się gotowaniem. Prowadzę warsztaty kulinarne dla dzieci i dorosłych. Odwiedzam szkoły i przedszkola, organizuję kulinarne urodziny. W przepięknej i klimatycznej poznańskiej „Republice Słonecznej” prowadzę cykl warsztatów „Szkoła młodych żon”. Gotujemy i pieczemy proste, szybkie i pyszne potrawy. Tam poznałam osoby, które zainspirowały mnie do stworzenia bloga. Osoby, które nie zawsze potrafią gotować, często tego nie lubią, ale z różnych względów MUSZĄ. I nie chcą poświęcać tej czynności zbyt wiele czasu.

Śledzie na śledzika (podkoziołek, ostatki)

Czas przygotowania: ok. 30 min., czas oczekiwania: 2-3 dni

Śledzie na śledzika (podkoziołek, ostatki)

Czas przygotowania: ok. 30 min., czas oczekiwania: 2-3 dni

Ostatni dzień karnawału to w Wielkopolsce podkoziołek, zwany także ostatkami czy śledzikiem, o czym dowiedziałam się dopiero na studiach dzięki znajomym z innych stron Polski. Dzień, kiedy na maksa jadało się mięso i słodkie, bo od dnia kolejnego obowiązywał post przez kolejne 40 dni. I tego postu naprawdę przestrzegano: jadano kasze bez okrasy, chude ryby, warzywa okopowe, które zachowały się na przednówku i niewiele więcej. Dopiero na Wielkanoc pojawiały się znowu mięsa, kiełbasy, słodkie jak ulepek mazurki… mogę sobie tylko wyobrazić, jak się na nie rzucano. Powinnam zatem dzisiaj wrzucić przepis na jakieś pieczyste czy obłędny tort, ale pasował mi śledź. Jest tak dobry, że odstawia mięsa i ciasta (pewnie przesadziłam). Zrobiłam go po raz pierwszy na ostatnie Boże Narodzenie i było to dla Tomka i mnie najlepsze danie świąteczne. Dzieci jadły inne, typowe świąteczne potrawy, a my rozdzielaliśmy śledzia sprawiedliwie między nas. Od tamtego czasu robiłam go wielokrotnie. Jest pyszny obłędnie! Na szczęście dzieci jeszcze go nie doceniają, dzięki czemu jest tylko dla nas 😉. I obojętnie ile bym go zrobiła, kończy się wcześniej niż byśmy chcieli. Oryginalny przepis pochodzi z blogu whiteplate, ale nieco go pozmieniałam.
  • 5 – 7 śledzi matiasów
  • trochę oleju do smażenia (np. kujawski)
  • 3 – 4 średnie cebule
  • 3 – 4 liście laurowe
  • 3 – 4 ziarnka ziela angielskiego
  • kurkuma, imbir w proszku
  • ok. 2 łyżki syropu klonowego/ daktylowego/ cukru
  • ok. 4 łyżki octu jabłkowego/ winnego/ balsamicznego
  • słoik 190 g koncentratu pomidorowego
  • garść rodzynek
  • ¼ – ½ szklanki oleju (używam lniany wymieszany z rzepakowym tłoczonym na zimno)
  • sól, świeżo zmielony pieprz

Przygotowanie

Śledzie namoczyć w zimnej wodzie na kilka godzin, kilka razy zmieniać wodę na świeżą. Po wymoczeniu wypłukać pod bieżącą wodą, osuszyć, pokroić na kawałki. Cebule obrać, przekroić na pół, posiekać w pióro (wzdłuż). Rozgrzac patelnię tak by była ciepła, nie gorąca. Wlać olej i gdy będzie ciepły, dorzucić cebulę, liść laurowy, ziele angielskie, imbir i kurkumę. Wszystko dusić kilka minut, żeby cebula zrobiła się szklista, mieszać od czasu do czasu. Jeśli zacznie się przypalać, dodać olej. Kiedy będzie zeszklona, dodać słód, ocet, koncentrat i rodzynki. Wszystko dalej dusić razem, żeby cebula zupełnie zmiękła. Przestudzić zupełnie, dodać olej(e), dokładnie wymieszać. Doprawić solą (ostrożnie, w zależności od słoności śledzi) i pieprzem oraz jeśli trzeba octem lub słodem. Wymieszać ze śledziami, przełożyć do szklanego naczynia i schować do lodówki. Jeść najlepiej po 2-3 dniach, ale u nas jest to niemożliwe, zaczynamy już następnego dnia.
 

Nasze kultowe guacamole

Czas przygotowania: ok. 5 min.

Nasze kultowe guacamole

Czas przygotowania: ok. 5 min.

Awokado nie miało w mojej rodzinie racji bytu do momentu, kiedy po raz pierwszy zrobiłam guacamole. Był sobotni czy niedzielny poranek, gość na śniadaniu i lodówka świecąca pustkami. Zaczęłam kombinować menu z tego co miałam i mój wzrok padł na dwa dosyć rozmiękłe awokado, które od czasu do czasu kupowałam dla siebie. Podusiłam je widelcem, dodałam to i owo i tadam… guacamole zostało hitem śniadania i ostatecznie hitem śniadaniowym w ogóle. Od tamtego dnia kupuję spore ilości awokado i 3-4 razy w tygodniu robimy nasze gaucamole na śniadanie, to w domu i do kanapek do szkoły, pracy i na uczelnię. W takim wypadku nie dodajemy czosnku, ale kiedy przypada nam wolny weekend, to go sobie nie żałujemy. Moja ulubiona wersja jest ze świeżą kolendrą, ale pozostali jej nie znoszą, więc dorzucam ją na końcu tylko do mojej porcji.
  • 2-3 miękkie awokado
  • (2-3 ząbki czosnku)
  • papryczka chili
  • sok z cytryny lub limonki
  • sól (kala namak czyli czarna)
  • świeżo zmielony pieprz
  • (świeża kolendra)

Przygotowanie

Awokado obrać i podusić widelcem, papryczkę pokroić w drobną kosteczkę (najlepiej w gumowych rękawiczkach, szczególnie jeśli nosicie szkła kontaktowe – sprawdziłam na sobie) i dorzucić do awokado. Doprawić sokiem, solą i pieprzem. Jeśli możecie sobie na to pozwolić, dorzucić czosnek. I jeśli lubicie – przesiekaną kolendrę. Czasami używam soli kala namak czyli czarnej soli, która ma smak i zapach (zepsutych) jaj i fajnie podkręca smak guacamole, ale zwykła sól zupełnie wystarczy.
 

Zimowa zupa pomidorowa

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas gotowania: 20-25 min.

Zimowa zupa pomidorowa

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas gotowania: 20-25 min.

Pomidorowa schodzi u nas zawsze. Jedzą ją wszyscy, nawet Antek, chociaż z innymi zupami bywa różnie. Najlepsza pomidorówka to ta letnia, z pieczonych pomidorów, którą w sezonie gotuję nieustająco. Jesienią zamknęłam ją w słojach, żeby cieszyć się jej smakiem zimą, ale już dawno zostało po nich wspomnienie. Robię więc wersję zimową, która jest bardzo dobra, ale…
  • 2-3 cebule
  • 2-3 ząbki czosnku
  • oliwa
  • (1-2 czerwone papryki)
  • 1 duża butla pomidorowej passaty (ok. 500 – 700 ml)
  • ok. 0,5 l wody/ bulionu
  • tymianek, oregano
  • syrop klonowy/ daktylowy/ cukier
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • świeża bazylia do podania

Przygotowanie

Cebulę obrać, pokroić jakkolwiek, tak samo czosnek. Czasami dorzucam 1-2 czerwone papryki pokrojone w kostkę. Rozgrzać garnek tak, żeby był ciepły, ale nie gorący. Wlać oliwę i gdy będzie ciepła, wrzucić cebulę z papryką (albo tylko cebulę), smażyć 3-4 minuty, dorzucić czosnek i smażyć kolejne 2-3. Wlać passatę, dolać wodę/ bulion, posolić, popieprzyć, dorzucić zioła i nieco słodu. Gotować ok. 20 minut, wszystko zmiksować. Jeśli zupa jest za gęsta, dodać wody. Doprawić, jeśli trzeba, podawać ze świeżą bazylią.
 

Sałatka z buraków i pomarańczy na ciepło

Czas przygotowania: ok. 15 min.

Sałatka z buraków i pomarańczy na ciepło

Czas przygotowania: ok. 15 min.

W dzieciństwie buraki i szpinak to były znienawidzone przeze mnie warzywa. Nie byłam w tym odosobniona, bo przedszkola serwowały je w mało przyjazny sposób. Obecnie lubię oba i, co mnie niezmiernie cieszy, lubią je także moje dzieci (z pominięciem Antka, rzecz jasna). Buraki najczęściej najpierw piekę, zawinięte w papier do pieczenia i potem kombinuję z nich dania. Dzisiaj proponuję sałatkę, która jest dość słodka, bo i burak i pomarańcza są właśnie takie, ale dodaję sporo soku z cytryny, żeby przełamać tę słodycz. Chodzi mi po głowie wersja z cykorią, która nada jej ciekawej goryczy, ale wiem, że będzie to wersja tylko dla mnie, bo reszta rodziny jest jej zatwardziałym przeciwnikiem. Możecie sprawdzić.
  • 3 upieczone buraki (moje ulubione to podłużne)
  • 1 pomarańcza
  • garść orzechów włoskich
  • 2-3 łyżki oliwy
  • 1 łyżka syropu klonowego/ miodu
  • sok z cytryny
  • (łyżka musztardy francuskiej)
  • sól, świeżo zmielony pieprz
  • (natka pietruszki, kolendra)

Przygotowanie

Buraki obrać i pokroić w niedużą kostkę. Pomarańczę obrać i pokroić w kostkę o podobnym rozmiarze. Rozgrzać lekko patelnię, wlać oliwę i syrop klonowy/miód i chwilę podgrzać. Płyn ma być ciepły, nie gorący. Wrzucić buraki i pomarańczę i dusić 2-3 minuty mieszając, żeby pokryły się syropem i były ciepłe (nie smażymy ich). Wcisnąć sok z cytryny (do smaku, można też dodać łyżkę musztardy), posolić i popieprzyć, wymieszać. Wyłożyć na talerz, posypać orzechami. Można podać z natką lub kolendrą, ale nie trzeba 😉
 

Prosty i szybki jabłecznik bezglutenowy (i bez jajek)

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas pieczenia: ok. 35 min.

Prosty i szybki jabłecznik bezglutenowy (i bez jajek)

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas pieczenia: ok. 35 min.

Pisałam już wcześniej, że od pewnego czasu musiałam wykluczyć gluten, w tej samej sytuacji znalazła się także Maja. I tak jak dla mnie dieta bezglutenowa nie jest jakimś dużym wyzwaniem i problemem, to dla Mai jest to niestety bolesne. Ona uwielbia chleb, makarony i pizzę, dlatego od pewnego czasu szukam ciągle nowych inspiracji, żeby jej to bezglutenowe życie ubarwić. Dajemy radę. Znalazłam w Poznaniu świetną piekarnię z pysznym chlebem na naturalnych mąkach, nie żadnych mieszankach. Sprawdzam receptury na bezglutenowe ciasta z mniejszym lub większym powodzeniem, wymyślam nowe dania, liftinguję stare na bezgluten. Tak jest właśnie z tym przepisem. Przerobiłam recepturę na 10-cio minutowe ciasto, które od dawna jest na blogu i które często piekłam, bo faktycznie robi się je błyskawicznie. Wczoraj zrobiłam z niego ciasto urodzinowe dla Antka, który kilka dni temu skończył 7 lat. Chciałam upiec jedno ciasto dla wszystkich, bezglutenowe, żeby nie robić dwóch osobno. I udało się! Wyszło pyszne, nie odstawało smakiem od wersji oryginalnej. Dodatkowo zrobiłam je bez jajka, którego mi zabrakło, więc mogą je jeść osoby na nie uczulone (zastąpiłam je poduszonym widelcem bananem). Oczywiście jabłka można zastąpić innymi ulubionymi owocami lub, w wersji zimowej, konfiturami, dżemem czy powidłami.
    Ciasto
  • 250 g mąki ryżowej
  • 100 g płatków owsianych bezglutenowych
  • 150 g masła
  • 80 g cukru trzcinowego
  • 1 dojrzały banan
  • 4 jabłka
  • cynamon
  • Kruszonka

  • ok. 100 g masła
  • ok. 80 g cukru trzcinowego
  • ok. 100 g płatków owsianych bezglutenowych3
  • ok. 100 g zmielonych migdałów/ płatków migdałowych

Przygotowanie

Mąkę ryżową przesiać, wymieszać z płatkami owsianymi, posiekanym masłem, cukrem (pierwszej części) i poduszonym widelcem bananem. Zrobić z tego ciasto, najłatwiej za pomocą miksera. Wylepić nim tortownicę lub formę do tarty. Jabłka obrać, pokroić w niewielką kostkę, wymieszać z cynamonem i rozłożyć na cieście. Z drugiej porcji masła, cukru, płatków oraz ze zmielonych migdałów zrobić kruszonkę i rozłożyć ją na jabłkach. Piec w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez 30-35 minut.
 

Kurczak pieczony w cydrze z fenkułem i pomarańczą

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas pieczenia: ponad godzinę

Kurczak pieczony w cydrze z fenkułem i pomarańczą

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas pieczenia: ponad godzinę

Większość Polski pokryta jest śniegiem, w niektórych miejscach nawet grubą warstwą, ale w Wielkopolsce mamy ciągle szaro i deszczowo. Słońca nie widziałam od wielu, wielu dni. Żeby choć trochę podkoloryzować tę szarość, wrzucam kolor do jedzenia. Dzisiaj proponuję kurczaka z fenkułem, pomarańczami, chili i świeżą kolendrą (wersja dla mnie, bo jadłam) lub natką (wersja dla reszty).
  • dobry kurczak (kupuję zagrodowego)
  • 2 bulwy fenkuła (kopru włoskiego)
  • 2 pomarańcze
  • 2 czerwone cebule
  • 2 papryczki chili
  • 3 łyżki nasion kolendry
  • 1 łyżka ostrej papryki (może być wędzona)
  • łyżeczka czerwonego pieprzu
  • ok. 1,5 łyżeczki soli
  • ½ – 1 butelki cydru (lubię tylko miłosławski)
  • kawałek masła
  • świeża kolendra lub natka

Przygotowanie

Kurczaka umyć w środku i na zewnątrz, dokładnie osuszyć, przeciąć na pół. Natrzeć masłem, a potem utartymi w moździerzu kolendrą, pieprzem, solą i papryką. Warzywa umyć. Z fankułów odkrawamy natkę i łodygi, kroimy na ćwiartki lub 6 części. Cebule obieramy i kroimy na ćwiartki. Pomarańcze dokładnie myjemy (moczę wcześniej przez kilka minut w wodzie z łyżeczką sody oczyszczonej) i kroimy na plastry o grubości ok. 1 cm, chili (bez pestek) kroimy na cienkie plasterki. Naczynie do zapiekania smarujemy masłem, wrzucamy do niego wszystkie warzywa, mieszając je dokładnie. Zalewamy cydrem, najpierw połową butelki. Układamy na tym połówki kurczaka skórą do góry i wstawiamy do nagrzanego do 190 st. piekarnika. Pieczemy prawdopodobnie ponad godzinę. Jeśli kurczak za bardzo się przypala, a nie jest jeszcze miękki, nakrywamy folią aluminiową. Jeśli jest zbyt mało sosu, dolewamy cydr. Po wyciągnięciu z piekarnika, kurczaka odkładamy do przestygnięcia, posypujemy natką lub kolendrą. Ja do warzyw dorzuciłam główkę pokrojonej cykorii, która świetnie komponowała się z nimi i z cydrowym sosem.
 

Gozinaki czyli gruziński deser na Nowy Rok

Czas przygotowania: ok. 20 min.

Gozinaki czyli gruziński deser na Nowy Rok

Czas przygotowania: ok. 20 min.

Jeśli lubicie bardzo, bardzo słodkie desery, to ten jest idealny. To tradycyjny deser gruziński, który podaje się na Nowy Rok, świetny z filiżanką mocnej czarnej kawy. Po raz pierwszy przygotowałam go na warsztatach kuchni gruzińskiej, które prowadziłam z Tamuną (pisałam już o niej wcześniej), Gruzinką, która od kilku lat mieszka w Poznaniu i bardzo lubi Polskę i Polaków. Szczęśliwego Nowego Roku!
  • 500 g orzechów włoskich
  • 250 – 500 g miodu
  • 2-3 łyżki cukru pudru

Przygotowanie

Orzechy włoskie praży się na patelni, trzeba posiekać je nożem, miód umieścić w rondlu o grubym dnie i na małym ogniu doprowadzić do wrzenia ciągle mieszając. Jak pojawi się pianka chwilę pogotować i odstawić, taką procedurę trzeba trzy razy powtarzać. Do zgęstniałego miodu wsypać orzechy, dodać cukier i dobrze wymieszać. Kilka minut gotować na słabym ogniu cały czas mieszając. Na deskę drewnianą zwilżoną zimną wodą wyłożyć i równo rozprowadzić na grubość 3-4 mm, odczekać aż masa zastygnie i pokroić w romby (podczas krojenia nóż warto moczyć w wodzie lub kroić ciepłym). Ja przygotowuję gozinaki z połowy porcji.
 

Wietnamskie naleśniki ryżowe (bezglutenowe)

Czas przygotowania: ok. 5 min., plus czas smażenia plus czas namaczania: ok. 8-10 h

Wietnamskie naleśniki ryżowe (bezglutenowe)

Czas przygotowania: ok. 5 min., plus czas smażenia plus czas namaczania: ok. 8-10 h

Pisałam już o tym na fb, że ze względów zdrowotnych musiałam odstawić gluten, prawdopodobnie na rok-dwa, zobaczymy. Trzymam się już (😉) na tym bezglutenie dwa tygodnie i nie jest źle. Rano jem owsiankę z płatków owsianych bezglutenowych lub jaglankę, tradycyjny makaron zastępuję ryżowym czy jakimś ze strączków (z soczewicy, ciecierzyczy czy grochu), a jak mam wielką ochotę na „kanapkę”, sięgam po wafle ryżowe. To ostatnie jest najsłabsze, bo lubię chleb żytni na zakwasie, ale jak trzeba, to trzeba. Mam w planach wypiek chleba bezglutenowego, ale jeszcze do tego nie dojrzałam. Na razie przedstawiam bezglutenowe naleśniki, które robiłam już w przeszłości, a do których wróciłam. Przepis pochodzi z Jadłonomii, a oryginalnie z Wietnamu. Naleśniki są bardzo ok, nawet Maja i Antek je lubią, chociaż z tradycyjnymi naleśnikami niewiele mają wspólnego. Są twardawe, lekko chrupiące i oczywiście zupełnie inne w smaku. Marta z Jadłonomii twierdzi, że jeśli po smażeniu układa się je jeden na drugim, to miękną i robią się bardziej elastyczne. Mi nie, ale to w niczym nie przeszkadza, przypominają trochę podpłomyki. Maja i ja wolimy je z czymś konkretnym – humusem czy jakąś pastą, Antek oczywiście w wersji słodkiej. Sprawdźcie sami.
Z tej proporcji wychodzi 5-6 naleśników, więc dla nas robię z podwójnej.
  • szklanka ryżu (używam oryginalny indyjski basmati)
  • szklanka zimnej wody
  • sól
  • łyżka mąki bezglutenowej (ryżowej, ziemniaczanej)
  • olej do smażenia

Przygotowanie

Ryż zalać dużą ilością zimnej wody i odstawić na noc czy ok. 10 godzin. Po tym czasie wypłukać go dokładnie, zalać szklanką świeżej zimnej wody, dodać sól i bardzo dokładnie zmiksować. Dodać łyżkę mąki bezglutenowej i jeszcze wymieszać. Dobrze rozgrzać patelnię, wlać olej i gdy się rozgrzeje, wlać ciasto i rozprowadzić ruszając patelnią po całej powierzchni. Ciasto jest bardzo rzadkie, ale takie ma być. Smażyć z jednej strony aż ciasto się zetnie i przewrócić na drugą. Wyłożyć na talerz i smażyć kolejne. Po każdym naleśniku, tylko delikatnie przesmarowuję patelnię naolejonym pędzlem, więc smażę je prawie bez tłuszczu.
 

Ciastka prawie z niczego

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas pieczenia: ok. 20 min.

Ciastka prawie z niczego

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas pieczenia: ok. 20 min.

To były chyba pierwsze ciastka, które upiekłam dla Antka. Były to jeszcze ciężkie czasy jego silnej alergii, kiedy przeszukiwałam sieć w poszukiwaniu przepisów nie zawierających jajek, cukru, glutenu i nabiału. Gdzieś natrafiłam na ten przepis w jego pierwotnej wersji, ale zmieniłam go dostosowując do naszych potrzeb. Nieco obawiałam się efektu, ale wyszły świetnie. Tak je polubiliśmy, że piekę je często na prośbę dzieci. Znikają szybciej niż ciastka z cukrem i masłem, co nieustannie mnie zadziwia.
W wersji bezglutenowej używałam płatków owsianych bezglutenowych, a masło zastępowałam olejem kokosowym, żeby uniknąć laktozy.
  • 225 g płatków owsianych (bezglutenowych) lub orkiszowych
  • garść pokrojonych drobno daktyli
  • łyżka syropu klonowego
  • 1 łyżka masła (oleju kokosowego)
  • 150 ml wody
  • 1/4 łyżeczki sody
  • szczypta soli

Przygotowanie

Płatki zmielić drobno, ale nie na mąkę. Dodać do nich daktyle, syrop, sodę i sól. Wodę podgrzać z masłem, żeby się rozpuściło. Wlać to do suchych składników i wymieszać do momentu uzyskania ciasta. Rozwałkować je dość grubo. Jeśli się lepi, podsypać nieco wybraną mąką. Wykrawać ciastka i układać je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w temp. 180 stopni przez 10 minut, wyciągnąć blachę, przełożyć wszystkie ciastka na drugą stronę i piec kolejne 9-10 minut. Te ciastka są bardziej suszone niż pieczone. Nie wykrawać zbyt cienkich, bo mogą się przypiec.
 

Kawa po wietnamsku z la Ruiny

Czas przygotowania: ok. 2 min.

Kawa po wietnamsku z la Ruiny

Czas przygotowania: ok. 2 min.

Mam tak czasami, że doświadczam czegoś po raz pierwszy ale czuję, że to jest dla mnie od zawsze… No, może prawie od zawsze. Tak było z Podlasiem, tak było z Podlesicami w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, tak było z ciastem ze śliwkami, które piekłam na okrągło przez całą jesień. Tak było też z kawą po wietnamsku, którą wypiłam w la Ruinie na poznańskiej Śródce. Wybrałam się tam ostatniej soboty z Tomkiem na randkę w ramach pocieszenia za wyjazd weekendowy (do Podlesic właśnie), który nie doszedł do skutku. Antkowi w nocy wyskoczyła gorączka, więc zostaliśmy. Klasyka. Na otarcie łez zamówiliśmy sobie po kawałku ciasta i wspomnianą kawę właśnie. Zrobiłam pierwszy łyk i… Ta kawa była po prostu idealna, dla mnie od zawsze. Wypytałam kelnerkę o wszystko i jeszcze wieczorem kupiłam wszystko co potrzebne, żeby doświadczać tego rajskiego smaku w domu. Co mnie tak urzekło? Po pierwsze sam smak i aromat kawy, zupełnie inny niż moje ukochane espresso. Jest w nim i czekolada, i whisky, i jeszcze coś. Do tego słodkie mleko skondensowane. Nie lubiłam wcześniej słodkich kaw, ale tutaj te smaki komponują się idealnie.
Nie da się przygotować tej kawy bez dodatkowych zakupów. Trzeba zainwestować w oryginalny zaparzacz wietnamski i oryginalną wietnamską kawę. I oczywiście słodkie mleko skondensowane, nie musi być wietnamskie, polskie zupełnie wystarczy. Piję ją teraz codziennie i jestem w niebie, czego i Wam życzę.
Przepis zaczerpnęłam z książki „Lubię” Moniki i Jana Pawlaków, założycieli i właścicieli la Ruiny.
  • wietnamski zaparzacz phin o pojemności 140 ml
  • 15 g wietnamskiej kawy trung nguyen (2 dość pełne łyżki)
  • 40 g słodzonego mleka skondensowanego
  • 150 ml wrzątku

Przygotowanie

Do małej szklanki o pojemności ok. 200 ml wlać ok. 40 g mleka (robię to oczywiście „na oko”). Na dno zaparzacza wsypać kawę i lekko ugnieść, nakryć okrągłym metalowym kółkiem i położyć na szklance. Wlać ok. 1/3 wrzącej wody, nakryć pokrywką. Po ok. 30 sekundach dolać resztę wrzątku i czekać kilka minut, aż kawa będzie gotowa. Zalecane jest wstawianie szklanki z zaparzaną kawą do większej szklanki z gorącą wodą, która pełni funkcję termosu i zapobiega stygnięciu kawy w czasie tych kilku minut zaparzania. Ja tego oczywiście nie robię, żeby uniknąć dodatkowych ruchów i suszenia kolejnych naczyń, a temperatura kawy jest ok.
Kawę i zaparzacz kupiłam na www.czylichili.pl. Zaparzacz kosztuje ok. 18 zł, kawa (Creative 4 Trung Nguyen) za 250 g – 24 zł.