Przepisy w kategorii:

Śniadania

Placuszki z quinoa – komosy ryżowej (bez glutenu, bez cukru, bez laktozy)

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas namaczania: ok. 40 min.

Placuszki z quinoa - komosy ryżowej (bez glutenu, bez cukru, bez laktozy)

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas namaczania: ok. 40 min.

Już pewnie pisałam, że wykarmienie Antka to niezła żonglerka. Kilku produktów nie może, to fakt, ale większości po prostu nie chce. Owoce nie, warzywa nie, strączki nie… Lubi tylko rosół, pomidorową i z ziemniaków (która tak naprawdę jest zupą z cukinii, którą muszę obrać, żeby się nie zorientował), klopsiki z indyka, pierogi i naleśniki. I tyle! Jak z tego ułożyć jadłospis na tydzień, miesiąc, rok??? Podobno trzeba dać dzieciom dobry przykład, więc pozostałą częścią rodziny dajemy. Jemy mnóstwo warzyw w różnej postaci, dużo owoców, strączki w wielu odsłonach… I nic. On tego nie zje, nawet nie spróbuje – ciągle słyszę. Mam czasami dość, ale ostatecznie wymyślam ciągle coś nowego, szukam inspiracji. Przepis na te placki znalazłam w książce Magdaleny Gembackiej „Kolorowa kuchnia roślinna”. Quinoa czyli komosa ryżowa to skarbnica wszystkiego co dobre. Wiem, że w postaci ugotowanej Antek nawet by jej nie tknął, ale pod postacią placuszków wsuwa „jak dziki” (to jego określenie), a pozostałym domownikom także smakują. Podana porcja starcza na placki dla dwóch osób (u nas, ale my dużo jemy).
  • ½ szklanki komosy ryżowej
  • 1 spory banan
  • 4 łyżki mleka roślinnego (np. migdałowego)
  • cynamon, kardamon, ekstrakt waniliowy
  • ½ łyżeczki sody
  • 2 łyżeczki soku z cytryny
  • 1 łyżka syropu klonowego/ daktylowego
  • szczypta soli

Przygotowanie

Komosę zalać ok. 2 kubkami wrzątku i odstawić na ok. 40 minut. Po tym czasie odcedzić i dobrze przepłukać pod bieżącą wodą. Zmiksować z mlekiem i bananem na gładkie ciasto. Dodać przyprawy do smaku, syrop, sodę i sól, ponownie zmiksować. Na dobrze rozgrzanej patelni smażyć niewielkie placuszki (duże mogą się rozpadać) na maśle klarowanym/ oleju kokosowym/ oleju z pestek z winogron.
 

Pomysł na Wielkanoc. Zielone placuszki z jajek.

Czas przygotowania: ok. 30 min.

Pomysł na Wielkanoc. Zielone placuszki z jajek.

Czas przygotowania: ok. 30 min.

Te placuszki robiłam kilka razy zimą na bazie podduszonego pora. Bardzo nam smakują, szybko się je robi i oczywiści są bardzo proste w przygotowaniu. Dzisiaj przedstawiam ich wersję wiosenną, z dużą ilością świeżej zieleniny, dzięki czemu świetnie pasują na wielkanocny stół.
  • 3 duże pory, biała część
  • 6 jajek
  • masło klarowane/ olej
  • duża garść orzechów włoskich, posiekanych
  • dużo zielonego: szczypiorek, rzeżucha, najróżniejsze, kiełki, pietruszka
  • mielona papryka wędzona
  • słodka/ ostra papryka mielona
  • 2-3 łyżki mąki razowej (orkiszowej)
  • sól, pieprz

Przygotowanie

Pory dokładnie oczyścić, pokroić w talarki. Rozgrzać patelnię (ma być ciepła, nie gorąca), dorzucić masło/ dolać olej, chwilę jeszcze podgrzać. Dorzucić pokrojony por i szklić go na patelni ok. 15 minut, często mieszając i pilnując, żeby się nie przypalił (a lubi). Przerzucić do większej miski, wbić jaja, dorzucić zieleninę, orzechy i przyprawy. Ważne, żeby dorzucić i ostrą i wędzoną paprykę. Moja wędzona jest bardzo ostra, więc dorzucam jeszcze słodką paprykę, ale jeśli macie wędzoną łagodną, to koniecznie dorzućcie ostrą lub chilli. Podduszony por, jajka i orzechy są słodkie w smaku, więc wędzona i ostra papryka świetnie je równoważą. Dorzucić mąkę, w takiej ilości, żeby placuszki się nie rozwalały. Ponownie rozgrzać patelnię, wysmarować nieco tłuszczem i smażyć niewielkie placuszki z obu stron. Wystarczy im chwila, aż się zetną i delikatnie zrumienią. Podawać posypane dodatkową zieleniną.
 

Pomysł na Wielkanoc. Drożdżowe bułeczki z suszonymi pomidorami.

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas oczekiwania i pieczenia: ok. 1 h

Pomysł na Wielkanoc. Drożdżowe bułeczki z suszonymi pomidorami.

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas oczekiwania i pieczenia: ok. 1 h

Ten przepis jest wariacją przepisu na chleb, który jest już na blogu. Ciasto z małą modyfikacją polegającą na braku oliwek oraz forma bułek zamiast chleba spowodowały, że zniknęły w ciągu dnia. Nawet Antek, wydłubawszy pieczołowicie najmniejsze kawałki suszonych pomidorów, zjadł dwie ze smakiem. Są delikatne, lekko słodkawe i wilgotne, dużo lepsze od tych, które piekłam wcześniej (jak usłyszałam). Ciasto robi się błyskawicznie, wyrasta szybko i piecze się krótko. Idealne na drugie śniadanie do szkoły, pracy i przedszkola.
  • 900 g mąki (piekę na białej orkiszowej)
  • 500 ml ciepłej wody
  • 24 g drożdży
  • 12 g cukru trzcinowego
  • 40 ml oliwy
  • 100 ml sherry/ porto
  • 2 łyżeczki soli
  • 30 g suszonych pomidorów

Przygotowanie

Mąkę, wodę i pokruszone drożdże dokładnie połączyć, wymieszać lecz nie zarabiać ciasta. Delikatnie dodać pozostałe składniki. Pozostawić do wyrośnięcia na ok. 30 min. w ciepłym miejscu. Uformować bułeczki (mi wyszło 18), rozłożyć na blachach. Jeśli ciasto się lepi, posmarować dłonie oliwą. Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 220 st. C (opcja góra-dół) na ok. 20 minut aż ciasto uzyska złoty kolor (można przed włożeniem do pieca posmarować lekko roztrzepanym jajkiem).
 

Chipsy z jarmużu

Czas przygotowania: ok. 10 min.

Chipsy z jarmużu

Czas przygotowania: ok. 10 min.

Chipsy z jarmużu???? Wiedziałam, że jest cos takiego, ale nawet nie pomyślałam, żeby je zrobić. Tylko dla siebie nie chciało mi się, bo oczywiste było, że moi domownicy na nie nie spojrzą. Kto czyta bloga, będzie wiedział o co chodzi. Tymczasem na ostatnich warsztatach, gdy robiliśmy zupę z jarmużu, kilka iści odłożyliśmy na chipsy właśnie. Agnieszka, ich wielbicielka, zrobiła je błyskawicznie. I wiecie co? Były hitem warsztatów. Następnego dnia kupiłam jarmuż i upiekłam blachę. Dla siebie. Wrzuciłam do miski i dołączyłam do rodziny, która oglądała coś wieczorową porą. Zerknęli na zawartość mojej miski, zrobili wielkie oczy. Jeszcze większe, gdy powiedziałam im, cóż to takiego jest. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu stwierdzili, że spróbują. W ciągu chwili zniknęły wszystkie, a rodzina stwierdziła, że są świetne i mogą je jeść codziennie! Nadal nie mogę uwierzyć, ale robię je co 2-3 dni. Spróbujcie, póki jeszcze jest jarmuż.
  • opakowanie jarmużu
  • oliwa
  • sól
  • słodka papryka
  • (wędzona papryka)

Przygotowanie

Jarmuż umyć, dobrze osuszyć. Powycinać grube części, zostawić tylko liście. Najlepiej, żeby były podobnej wielkości. Rozłożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Lepiej, żeby były dość luźno rozłożone, można w razie czego poukładać je na dwóch blachach. Skropić oliwą, posypać solą i papryką/ami. Uważnie dozować sól, łatwo je przesolić. Włożyć do rozgrzanego do 170 – 180 piekarnika na 5-6 minut. Łatwo je przypalić, więc uwaga!
 

Masło klarowane czyli zrób to sam(a)

Czas przygotowania: ok. 30 min.

Masło klarowane czyli zrób to sam(a)

Czas przygotowania: ok. 30 min.

Masło klarowane jest moim ulubionym tłuszczem do smażenia większości potraw. Nadaje im fantastyczny, maślany smak, a do tego jest zdrowe. Jajecznica na klarowanym maśle to mistrzostwo świata! Podduszam na nim cebulę czy por, gdy gotuję zupę, obsmażam mięso. Zużywam go dużo. Przez długi czas kupowałam gotowe masło klarowane, ale od pewnego czasu robię je sama. Nie zajmuje to wiele czasu, robię je zawsze przy okazji gotowania innych dań, a wiem jaki ma skład. Bez zbędnych dodatków i „ulepszaczy”. Kupuję zazwyczaj trzy kostki dobrego masła (zawartość tłuszczu przynajmniej 80%, nie ze śmietanki ukwaszonej), z których w ciągu około pół godziny powstaje płyn o pięknej złotej barwie, który zastyga tworząc domowe klarowane masło.
  • 3 kostki dobrego masła

Przygotowanie

Wrzucam 3 kostki masła do garnka o bardzo grubym dnie (mam taki jeden, nic się w nim nie przypala). Stawiam na niewielkim ogniu i roztapiam. Gdy masło się całkowicie roztopi, na jego powierzchni zacznie ukazywać się biała pianka. Zdejmuję ją łyżką i gotuję dalej. Gdy znowu pojawi się pianka, ponownie ją ściągam. I tak dalej i dalej. W międzyczasie przygotowuję miskę, na którą kładę gęste sito wyłożone gazą (kupuję w aptece, rozmiar 1m na 1 m, zwykła nie musi być wyjałowiona). Gdy na powierzchni przestanie ukazywać się piana (zajmuje to zazwyczaj od 20 do 30 minut), przelewam płyn do miski, a następnie do słoika z zapinanym wieczkiem. Zostawiam na parę godzin do przestudzenia i chowam do lodówki.
 

Gofry nr 2 (orkiszowe)

Czas przygotowania ciasta: 5 min.

Gofry nr 2 (orkiszowe)

Czas przygotowania ciasta: 5 min.

Kiedy wpada nam wspólny, niespieszny weekend, gofry są obowiązkowym elementem późnego śniadania. Robię ciasto, najczęściej z Antkiem i pieczemy stosy gofrów. Jemy je z syropem klonowym, miodem, musem jabłkowym, domowymi przetworami i bakaliami. Moje ulubione to te jaglano-owsiane, które są już na blogu, ale przy których jest nieco więcej pracy. Ciasto na te gofry robi się znacznie szybciej, wystarczy wymieszać i gotowe. Szukałam receptury idealnej, wypróbowując różne przepisy i… oto jest!
Z podanej proporcji wychodzi około 10-11 gofrów, dla naszej rodziny robię ciasto z 1,5 porcji.
  • 280 g mąki orkiszowej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia (najlepiej kamienia winnego)
  • 370 ml mleka (u nas roślinne)
  • 50 ml oleju (np. z pestek winogron, ryżowego)
  • szczypta soli
  • 2 łyżki słodu (syrop klonowy/ daktylowy)

Przygotowanie

Wszystkie składniki wymieszać dokładnie, wystarczy rózgą, nie trzeba używać miksera. I ciasto gotowe. Najlepiej odstawić je na 10-15 minut, żeby „odpoczęło” i piec gofry.
 

Słynny „chleb zmieniający życie”

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas oczekiwania: kilka godzin, czas pieczenia: ok. 1 h

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas oczekiwania: kilka godzin, czas pieczenia: ok. 1 h

Przepis na „chleb zmieniający życie” pojawiał się na różnych blogach kulinarnych. Postanowiłam go upiec, ale zabrakło mi konsekwencji. W końcu, gdy nabyłam książkę „My New Roots”, autorki tego przepisu i najsłynniejszego w sieci bloga o kuchni roślinnej, kupiłam wszystkie składniki i upiekłam chleb. Już nawet kilka razy. Czy zmienił życie rodziny Kopczyńskich? Ani trochę. Antek na widok ziaren natychmiast odmówił skosztowania choćby najmniejszego okruszka. Maja i Łukasz zjedli po kawałku, ale już więcej po niego nie sięgali. Tomek jadł, choć narzekał, że się rozpada. To prawda, rozpada się, więc to raczej chleb do jedzenia w domu niż do zabrania. Jak dotąd, same minusy. Mi jednak ten chleb bardzo smakuje. Z samym masłem, więcej nie trzeba. Dwie małe skibki na drugie śniadanie zupełnie wystarczą, bo jest bardzo sycący. Zatem, pomimo tego, że życia (naszego) nie zmienia, polecam. Tutaj jeszcze jedna kwestia. Składniki potrzebne do wypieku tego chleba raczej nie leżą na co dzień w szafkach statystycznej pani domu. Chia czy nasiona babki płesznik to jeszcze mało popularne produkty, chociaż powoli zyskują sławę. Warto kupić po jednym opakowaniu, starczy na kilka bochenków. Może Wam ten chleb zmieni życie?
  • 140 g nasion słonecznika
  • 90 g siemienia lnianego złocistego
  • 70 g orzechów laskowych lub migdałów
  • 150 g płatków owsianych (czasami używam bezglutenowych)
  • 2 łyżeczki nasion chia
  • 32 g nasion babki płesznik (jeśli sproszkowane, to 24 g)
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżka syropu klonowego/ z agawy/ miodu
  • 3 łyżki stopionego masła klarowanego lub oleju kokosowego
  • 375 ml wody

Przygotowanie

Do miski wsypać wszystkie ziarna (orzechy lub migdały przesiekać), sól i dobrze wymieszać. Jeśli używa się orzechów laskowych, to można je wcześniej podpiec ok 20 minut w piekarniku w 180 stopniach, są znacznie lepsze. Do dzbanka z wodą dodać roztopiony olej i syrop. Wlać wszystko do miski z ziarnami i dokładnie wymieszać. Jeśli masa jest zbyt gęsta, żeby mieszać, dodać 1-2 łyżki wody. Przełożyć masę do foremki, KONIECZNIE wyłożonej papierem do pieczenia. Zostawić na przynajmniej 3 godziny, najlepiej na noc. Piec najpierw 20 minut w temperaturze 180 stopni. Po tym czasie wyjąć z piekarnika i bardzo ostrożnie wyciągnąć z foremki. Położyć na kratce do góry nogami, bez papieru i piec jeszcze 30-40 minut. Przed pokrojeniem zupełnie go wystudzić. Ciepły mocno się rozpada. Zimny podobno nie powinien, choć moje doświadczenia są inne. Można przechowywać go do 5 dni w pudełku w lodówce, chociaż ja trzymałam w temperaturze pokojowej, nakryty.
 

Poranny koktajl aroniowy

Czas przygotowania: 5 min.

Poranny koktajl aroniowy

Czas przygotowania: 5 min.

Owoce aronii to moje najnowsze odkrycie sprzed kilku dni. Do tej pory znałam ją tylko w formie soku, teraz wiem, jak wygląda i smakuje sam owoc. Słów kilka o smaku. Aronia jest dość cierpka, co dla mnie jest zdecydowanym atutem. Wolę owoce kwaskawe czy nawet cierpkie niż słodkie. Wiem jednak, że jestem w mniejszości. Ludzie poszukują smaku słodkiego, więc żeby zjeść ją z przyjemnością, dobrze jest połączyć ją z czymś słodszym. A zjeść aronię warto. I to bardzo!!! Ten mały i niepozorny owoc ma niesamowitą moc. Obniża ciśnienie, zbija cukier, poprawia wzrok a nawet pomaga w walce z nowotworami. Imponujące, prawda? Właśnie rozpoczął się sezon zbioru, który potrwa mniej więcej do końca września. Polecam poszukać. Wiem, że niełatwo ją dostać, ale warto. Podaję przepis na pyszny koktajl na bazie aronii, który zrobiłam sobie wczoraj na śniadanie. Jestem przekonana, że przepisy z aronią w roli głównej jeszcze tu zagoszczą.
  • spora garść aronii
  • banan
  • kilka dojrzałych, słodkich śliwek
  • 1 łyżka płatków owsianych
  • 1 łyżeczka nasion chia

Przygotowanie

Wszystko zmiksować. Gotowe. W razie potrzeby można dodać miód. I uwaga przy miksowaniu – aronia bardzo intensywnie barwi. Bez fartucha nie włączam blendera.
 

Pankejki Mai

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas oczekiwania: ok. 15 min.

Pankejki Mai

Czas przygotowania: ok. 10 min., czas oczekiwania: ok. 15 min.

Maja coraz częściej zagląda do kuchni, żeby coś upiec lub ugotować. Wyszukuje w sieci przepisy i działa. Dzisiaj postanowiła zrobić pankejki. Miały być na śniadanie, ale przygotowała je jednak na obiad. Rano jechałam z Antkiem do lekarza, żeby potwierdzić ospę. Od wczoraj wygląda jak pryszczaty nastolatek. Ospa została potwierdzona. Za oknem lato, a my niestety przynajmniej tydzień będziemy siedzieć w domu. Na szczęście do naszego wyjazdu na wakacje ma już być w porządku. Tymczasem siedzimy w domu, Antek fioletowy od gencjany, gramy w bierki, oglądamy od początku „Epokę lodowcową” i planujemy kolejne domowe dni. Na szczęście na obiad nie musiałam się wysilać, zrobiłam tylko zupę, bo na drugie danie były pankejki. Dziękuję Córeczko! Przepis na podstawie simplicite.pl, danie, stylizacja i zdjęcia Mai.
  • 1 szklanka mąki (u nas orkiszowa)
  • jajko
  • ¾ szklanki mleka (u nas owsiane)
  • 40 g rozpuszczonego masła
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki cukru pudru
  • szczypta soli

Przygotowanie

Wszystkie składniki oprócz masła wrzucamy do miski i mieszamy trzepaczką balonową. Na końcu dodajemy przestudzone masło i ponownie mieszamy do uzyskania gładkiej konsystencji. Odstawiamy na 15 minut. Na suchej, średnio rozgrzanej patelni smażymy pankejki. Jemy z owocami i syropem klonowym lub z czym tylko lubimy.