Udało się nam wyskoczyć na cały weekend, bez dzieci. Bezcenna babcia Bożenka została z nimi na te trzy dni, a my pojechaliśmy do Katowic. Tam po raz pierwszy „na żywo” widziałam szyb kopalni, który do dzisiaj kojarzy mi się z „Telewizją Katowice”. Kto wychowywał się na przełomie lat 70 i 80, wie co mam na myśli. Pojechaliśmy na Nikiszowiec, osiedle wybudowane dla górników na początku XX wieku, gdzie wpadliśmy do świetnej knajpki na herbatę. Szafki, obrusy robione szydełkiem i część zastawy jak u mojej ukochanej babci Heli przywołały nostalgiczne wspomnienia. Sobotę spędziliśmy w górach, gdzie śniegu było mnóstwo, co było dla nas największą atrakcją, gdyż tej zimy jeszcze go w Wielkopolsce nie doczekaliśmy. I jeszcze tyle słońca!!! Chcieliśmy zdobyć Pilsko, ale poprzestaliśmy na hali Miziowej. Widoki – bezcenne. Udało nam się jeszcze skoczyć do Pszczyny, w której odwiedziliśmy Wodną Wieżę – restaurację urządzoną w starej wieży ciśnień. Czytałam o niej dwa lata temu i już wtedy postanowiłam, że kiedyś tam dotrę. Wrażenie niesamowite, każdy detal doprowadzony do perfekcji. Jedzenie fantastyczne, dawno nie jedliśmy tak pysznych dań.








