Dzień mi się tak fajnie ułożył, że mogłam zjeść z Antkiem śniadanie. Po raz pierwszy (!) tego lata zjedliśmy je na tarasie, w pełnym słońcu. Bez pośpiechu, cudownie leniwie. Rano, gdy Mały jeszcze spał, ugotowałam dużo kaszy jaglanej (będzie na kolejne dni). W garnku podgotowałam (około 4 minuty) kubek malin i dołożyłam szklankę ugotowanej wcześniej kaszy. Zmiksowałam, dosłodziłam syropem klonowym, posypałam płatkami migdałowymi i gotowe, w 5 minut! Do tego zjedliśmy po toście z masłem i miodem spadziowym. Baaardzo słodko rozpoczął się dzień. Po powrocie do domu zabrałam się za obiad. W lodówce miałam zamarynowane w miodzie i tymianku żeberka, które udusiłam w ciemnym piwie. To oczywiście dla Tomka. Zrobiłam sałatkę z kaszy kuskus z zieloną pietruszką, świeżą miętą, pomidorem, orzechami włoskimi, oliwą, kilkoma pokrojonymi daktylami i garścią czarnych porzeczek. I jeszcze kaszę pęczak, do której przygotowałam zielony sos śmietanowy z porem i świeżym zielonym groszkiem. Sporo mi tego wyszło, wiele jeszcze zostało, więc na jutro mam niedużo pracy w kuchni :-).



