Po porannej burzy ochłodziło się nieco, dzięki czemu wróciła mi ochota na gotowanie. Nie miałam, prawdę mówiąc, innego wyjścia, bo wszystkie zapasy lodówkowe się skończyły. Jak w każdy poniedziałek, odebrałam chleb żytni na zakwasie, który był podstawą śniadania. Do tego pyszny biały ser i brązowe pomidory (prezent :-)), które są niesamowicie słodkie. Obiad, który latem po prostu uwielbiam – ryż basmati ze świeżymi owocami (Tomek z truskawkami, ja z malinami), śmietaną i syropem klonowym. Na kolację zrobiłam sobie maślaną kalarepę, którą wymyśliłam parę tygodni temu. Jest banalnie prosta, ale tak pyszna, że wrzucę przepis.
Za chwilę zabieram się za ulubione dania moich karateków, bo jutro w końcu wracają!!!
Za chwilę zabieram się za ulubione dania moich karateków, bo jutro w końcu wracają!!!