Ola Kopczyńska

O autorze

Przez lata pracowałam jako nauczyciel akademicki, ale jakiś czas temu zdecydowanie zmieniłam kurs. Zajęłam się gotowaniem. Prowadzę warsztaty kulinarne dla dzieci i dorosłych. Odwiedzam szkoły i przedszkola, organizuję kulinarne urodziny. W przepięknej i klimatycznej poznańskiej „Republice Słonecznej” prowadzę cykl warsztatów „Szkoła młodych żon”. Gotujemy i pieczemy proste, szybkie i pyszne potrawy. Tam poznałam osoby, które zainspirowały mnie do stworzenia bloga. Osoby, które nie zawsze potrafią gotować, często tego nie lubią, ale z różnych względów MUSZĄ. I nie chcą poświęcać tej czynności zbyt wiele czasu.

„Wyjechali na wakacje…”

Dzień 8

Po porannej burzy ochłodziło się nieco, dzięki czemu wróciła mi ochota na gotowanie. Nie miałam, prawdę mówiąc, innego wyjścia, bo wszystkie zapasy lodówkowe się skończyły. Jak w każdy poniedziałek, odebrałam chleb żytni na zakwasie, który był podstawą śniadania. Do tego pyszny biały ser i brązowe pomidory (prezent :-)), które są niesamowicie słodkie. Obiad, który latem po prostu uwielbiam – ryż basmati ze świeżymi owocami (Tomek z truskawkami, ja z malinami), śmietaną i syropem klonowym. Na kolację zrobiłam sobie maślaną kalarepę, którą wymyśliłam parę tygodni temu. Jest banalnie prosta, ale tak pyszna, że wrzucę przepis.
Za chwilę zabieram się za ulubione dania moich karateków, bo jutro w końcu wracają!!!

„Wyjechali na wakacje…”

Dzień 7

Dzisiaj było chyba 36 st., zdecydowanie za gorąco, żeby siedzieć w kuchni. Jedyne co zrobiłam, to rano śniadanie, bo byliśmy z Tomkiem strasznie głodni po powrocie z 20-kilometrowej przejażdżki rowerowej, na którą udało nam się wybrać. Smażone placuszki owsiane i naleśniki bardzo się sprawdziły. A na obiad pyszna pizza w Poznaniu. I tyle na dziś!

„Wyjechali na wakacje…”

Dzień 6

Sobotę rozpoczęliśmy od śniadania we troje, na mocno rozgrzanym tarasie. Dzisiaj żadnej kaszy jaglanej, tylko jajka sadzone, bruschetty i tosty z miodem. Większość dnia spędziliśmy w lub przy basenie, ja tylko donosiłam lemoniadę i kompot, bo upał był niesamowity. W ciągu dnia zrobiłam smażony bób z chili, czosnkiem i kaszą kuskus, Antek dojadł resztę swojej zupy. Wieczorem zjedliśmy lody z jabłecznikiem, który przywiozła babcia Bożenka. I to by było na tyle, jeśli chodzi o Antka i o mnie, ale Tomkowi zamarzyła się grillowana karkówka. To co najgorsze, czyli pokrojenie, rozbicie i usmażenie zrobił on, ja ją tylko macerowałam.

„Wyjechali na wakacje…”

Dzień 4

Dzisiaj także zjedliśmy z Antonim śniadanie na pełnym słońca tarasie. Tym razem kasza jaglana objawiła się pod postacią placuszków. Zjadłam je z malinami, Antek oczywiście bez. W ciągu dnia ugotowałam tylko zupę warzywną (ziemniaki, marchew i kalarepa) na skrzydle indyka dla Antka. Kawałki mięsa w zupie sprawiają, że mój syn zje każde zanurzone w niej warzywo. Jest to jeden z nielicznych sposobów na ich przemycenie. Ja zjadłam resztę wczorajszej sałatki z kaszą kuskus, która dzisiaj była dużo lepsza, bo wszystkie smaki się przegryzły. A kolację zjedliśmy poza domem. Pyszną.

„Wyjechali na wakacje…”

Dzień 3

Dzień mi się tak fajnie ułożył, że mogłam zjeść z Antkiem śniadanie. Po raz pierwszy (!) tego lata zjedliśmy je na tarasie, w pełnym słońcu. Bez pośpiechu, cudownie leniwie. Rano, gdy Mały jeszcze spał, ugotowałam dużo kaszy jaglanej (będzie na kolejne dni). W garnku podgotowałam (około 4 minuty) kubek malin i dołożyłam szklankę ugotowanej wcześniej kaszy. Zmiksowałam, dosłodziłam syropem klonowym, posypałam płatkami migdałowymi i gotowe, w 5 minut! Do tego zjedliśmy po toście z masłem i miodem spadziowym. Baaardzo słodko rozpoczął się dzień. Po powrocie do domu zabrałam się za obiad. W lodówce miałam zamarynowane w miodzie i tymianku żeberka, które udusiłam w ciemnym piwie. To oczywiście dla Tomka. Zrobiłam sałatkę z kaszy kuskus z zieloną pietruszką, świeżą miętą, pomidorem, orzechami włoskimi, oliwą, kilkoma pokrojonymi daktylami i garścią czarnych porzeczek. I jeszcze kaszę pęczak, do której przygotowałam zielony sos śmietanowy z porem i świeżym zielonym groszkiem. Sporo mi tego wyszło, wiele jeszcze zostało, więc na jutro mam niedużo pracy w kuchni :-).

„Wyjechali na wakacje”…

Dzień 2

Dzisiaj się kulinarnie nie wysiliłam. Rano, w ciągu 5 minut przygotowałam dla Antka i siebie pyszny truskawkowy krem jaglany (około kubka ugotowanej dzień wcześniej kaszy jaglanej + kubek podgotowanych przez 3 minuty truskawek z syropem, który się zrobił + banan + syrop klonowy). Około południa zjadłam kubek ugotowanej wczoraj rano dla Antka zupy kalafiorowej (z dużą ilością słodkiej papryki w proszku i wędzonej papryki by zabić lub chociaż zneutralizować smak kalafiora – udało się!!!). Na obiad upiekłam zielone szparagi (polecam – pyszne, dużo lepsze niż gotowane), które zjadłam z sadzonymi jajkami. Dla chłopaków były kiełbaski, podobno pyszne. Obecnie wypijam kubek świeżo zaparzonej balkonowej mięty i idę spać.

Wytrawne ciasto z oliwkami, suszonymi pomidorami i sherry

Czas przygotowania: 0k. 10 min., czas wyrastania: ok. 30 min., czas pieczenia: ok. 20 min.

Wytrawne ciasto z oliwkami, suszonymi pomidorami i sherry

Czas przygotowania: 0k. 10 min., czas wyrastania: ok. 30 min., czas pieczenia: ok. 20 min.

Ten wypiek to coś pomiędzy ciastem a chlebem. Z jednej strony jest słodki dzięki odrobinie cukru i sherry, ale oliwki i suszone pomidory sprawiają, że mocno przebija się smak słony. Przepis dostałam kilka lat temu od Elizy i od czasu do czasu go piekę. Fajnie sprawdza się na piknikach i różnego rodzaju przyjęciach pod chmurką. Podaję proporcje według oryginalnej receptury, choć ja najczęściej biorę połowę, z której wychodzi nieduży, zgrabny chlebek. Jeśli jednak zdecydujecie się na pieczenie z całości, to radzę podzielić cisto na pół i piec w dwóch formach, bo jest ono tak ciężkie, że w jednej formie kiepsko mi wyrastało, a środek pozostawał zakalcowaty.
  • 900 g mąki (piekę na białej orkiszowej)
  • 500 ml ciepłej wody
  • 24 g drożdży
  • 12 g cukru trzcinowego
  • 40 ml oliwy
  • 100 ml sherry
  • 2 łyżeczki soli
  • 30 g suszonych pomidorów
  • 100 d drobno pokrojonych oliwek (czarnych i zielonych)

Przygotowanie

Mąkę, wodę i drożdże dokładnie połączyć, wymieszać lecz nie zarabiać ciasta. Delikatnie dodać pozostałe składniki. Pozostawić do wyrośnięcia na ok. 30 min. w ciepłym miejscu. Przedłużyć do podłużnej formy (najlepiej dwóch), wstawić do piekarnika rozgrzanego do 220 st. C na ok. 20 minut aż ciasto uzyska złoty kolor (można przed włożeniem do pieca posmarować lekko roztrzepanym jajkiem).
 

„Wyjechali na wakacje…”

Dzień 1

Maja i Łukasz wyjechali wczoraj na dziesięciodniowy obóz karate. Pomyślałam, że w tym czasie pogotuję dla siebie nico lżejsze dania zwiększając ilość warzyw i owoców. W południe podjechałam na rynek i kupiłam ich większą ilość. I przyszedł mi do głowy taki pomysł: każdego dnia będę uwieczniać na zdjęciu to, co przygotowałam. Dzisiaj był to kompot z rabarbaru, truskawek i malin (dzielę go z Antkiem), koktajl z malona, banana, truskawek i malin z moją balkonową pietruszką i miętą oraz sałatka ze szpinaku z truskawkami, serem pleśniowym i nerkowcami (wolę z orzechami włoskimi, ale mi się skończyły) z dressingiem zrobionym z octu balsamicznego, syropu klonowego i oliwy.

Limonkowa zupa z młodych ziemniaków

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas gotowania: 15 – 20 min.

Limonkowa zupa z młodych ziemniaków

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas gotowania: 15 – 20 min.

Okazuje się, że limonka i ziemniak to świetny duet. Pomysł na połączenie tych dwóch smaków w zupie znalazłam na blogu qmamkasze.pl. Zmieniłam nieco skład i ugotowałam zupę raz, później drugi, wczoraj był już trzeci a zaraz nastawiam kolejny garnek. Smakuje wszystkim, a to nie zdarza się często…
  • ok. 1 kg ziemniaków
  • 3 łyżki masła klarowanego/ oleju
  • szczypta suszonego lub świeżego rozmarynu
  • pieprz świeżo mielony
  • 1,5 – 2 l wody
  • 3 – 4 liście kaffiru (liście z drzewa limonkowego)
  • utarta skórka z 1 limonki/ sok z limonki
  • (świeża zielona kolendra)

Przygotowanie

Ziemniaki dobrze myjemy i kroimy na mniejsze części. Limonkę parzymy. W garnku roztapiamy masło i wrzucamy pokrojone ziemniaki. Dodajemy pieprz, rozmaryn i sól. Mieszamy i zakrywamy przykrywką na około 5 minut, mieszając od czasu do czasu. Po tym czasie wlewamy wodę, dorzucamy liście kaffiru (do dostania na regałach kuchni świata) i gotujemy do miękkości pod przykryciem. Wyciągamy liście, blendujemy na gładką masę, do której bezpośrednio wciskamy sok z limonki. Jeśli trzeba, doprawiamy. Podajemy z zielonymi listkami kolendry (niekoniecznie).