Smażony kurczak z zielonymi warzywami

Czas przygotowania: ok. 30 min.

Smażony kurczak z zielonymi warzywami

Czas przygotowania: ok. 30 min.

Końcówka lutego i początek marca to dla mnie kulinarnie najtrudniejszy czas. Na bulwy i korzenie powoli nie mogę już patrzeć i bardzo tęsknię za czymś świeżym i zielonym, a tu do wiosny jeszcze trochę. Dlatego, wbrew mojej filozofii jedzenia sezonowego, sięgam po hiszpańskie brokuły i wciskam je do różnych dań, żeby poczuć wiosnę, chociaż na talerzu. Ten zestaw warzywny można oczywiście zmieniać. Brokuły można zastąpić cukinią, albo w ogóle z nich zrezygnować dokładając więcej brukselki. Zamiast szpinaku można użyć jarmuż. Można dodać czosnek podkręcając danie. Zamiast makaronu można użyć ryż. Ja użyłam gryczany japoński makaron soba, który udało mi się kupić, ale ryżowy też będzie świetny. Byle do wiosny!
  • 100 g makaronu soba/ ryżowego
  • 100 – 200 g szpinaku
  • olej
  • 2 piersi kurczaka
  • spory kawał imbiru
  • 2 garści brukselki
  • 1 brokuł
  • 2 duże czerwone papryczka pepperoncino
  • sos sojowy
  • skórka i sok z limonki
  • sól, pieprz
  • czarny sezam

Przygotowanie

Szpinak umyj, osusz. Kurczaka pokrój w cienkie paski. Imbir obierz i pokrój w zapałkę (julienne), umytą brukselkę na pół (mniejsze główki) lub w ćwiartki (większe), papryczki w krążki. Brokuł podziel na różyczki, gałązki obierz i pokrój na mniejsze części. Makaron ugotuj według instrukcji, przelej zimną wodą, odsącz. Rozgrzej wok lub dużą patelnię. Na patelnię wlej olej i usmaż na nim kurczaka posypanego solą i pieprzem, odłóż. Wlej nico oleju i smaż przez chwilę brokuł, imbir, chili i brukselkę, dolej nieco wody i duś jeszcze chwilę aż lekko zmiękną. Dorzuć kurczaka, szpinak i makaron, wszystko dokładnie wymieszaj. Wlej sos sojowy i z limonki, wrzuć skórkę i, jeśli trzeba, wlej nieco wody, aby utworzył się sos. Podawaj natychmiast posypane czarnym sezamem.
 

Tylko warzywa czyli mój wiosenny detoks

Chcę się dzisiaj podzielić moimi doświadczeniami z detoksem czyli odkwaszeniem organizmu, który funduję sobie na wiosnę od 3 czy 4 lat (czasami także jesienią). Pomimo tego, że bardzo dbam o to co jem, unikam przetworzonej żywności, prawie nie jem mięsa, prawie nie piję alkoholu (serio, bardzo mi szkodzi ☹), czasami czuję, że coś jest nie tak z moim układem pokarmowym. Tak było właśnie te 3 czy 4 lata temu, kiedy tak bolał mnie żołądek, że musiałam brać leki. Wiedziałam oczywiście, że nie tędy droga i trafiłam do Orkiszowych Pól w Poznaniu, gdzie z innymi dziewczynami poddałam się detoksowi. Miałyśmy kilka spotkań, gdzie mówiono nam co mamy robić, co jeść i czego nie jeść. Do tego było sporo teorii, którą tutaj pominę. Skupię się tylko na praktycznym aspekcie sprawy i opowiem jak ja to robię. Oczyszczanie z Orkiszowymi dało mi na tyle silne podstawy, że robię to od tamtej pory samodzielnie.
Najpierw, żeby przygotować się do detoksu, przez tydzień, stopniowo, odstawiam następujące produkty: mięso, nabiał, słodycze, potrawy mączne, alkohol, kawę i czarną herbatę. Jem warzywa, kasze i warzywa strączkowe takie jak soczewica i ciecierzyca. Piję ciepłą wodę z cytryną, herbaty ziołowe i owocowe.
Właściwy detoks to u mnie warzywa i bardzo niewiele owoców. Dozwolona jest kasza jaglana i gryczana (do godz. 14), ale ja ich nie jem.
Co i jak zatem jem? Przede wszystkim warzywa przetworzone na ciepło, najwięcej warzyw gotowanych na parze (ziemniaki, marchew, pietruszka, buraki, dynia, brukselka, brokuł) oraz pod postacią zup, trochę świeżych warzyw takich jak rukola, roszponka czy radicchio, a także kiszoną kapustę i kiszone ogórki. Od czasu do czasu podduszam sobie delikatnie cukinię z cebulą i czosnkiem i odrobiną pulpy pomidorowej. Z owoców jabłka i gruszki, chociaż nie mam na nie specjalnie ochoty. Gotuję z nich kompot z kilkoma goździkami i daktylami. Dzisiaj zaszalałam z pestkami granatu. Jeszcze bardzo lubię awokado i suszone pomidory. I co jeszcze? Trochę soli, dużo zielonej pietruszki i kiełków (mam własną kiełkownicę), oliwa, masło (jest ok), masło klarowane i oleje tłoczone na zimno do polewania warzyw i sosów do sałatek (słonecznikowy, rzepakowy, z orzechów włoskich i laskowych, z wiesiołka, z czarnuszki – ma bardzo szczególny smak, ja go uwielbiam), sezam, słonecznik i pestki dyni. Rano piję ciepłą wodę z wciśniętą cytryną i czasami jeszcze w ciągu dnia. Piję najróżniejsze herbaty ziołowe i owocowe, biorę probiotyki. Staram się jeść regularnie, co 3-4 godziny, ale nie zawsze mi to wychodzi. Zamierzam wytrwać w tym tydzień, ale może uda mi się dłużej. Bardzo ważne jest wychodzenie z detoksu i powolne wprowadzanie wcześniej wyeliminowanych produktów. Ja zaczynam od tych najdelikatniejszych: kasze, jajka i strączki w niewielkich ilościach, żeby organizm się przyzwyczaił. Dopiero później wracam do mojego ukochanego chleba żytniego na zakwasie, bardzo uważam ze słodkim. Pszenicę, mięso i nabiał jadam w ilościach śladowych, więc tego mi nie brakuje.
Czy czegoś zatem mi brakuje? Czy jestem głodna? Jak to w ogóle znoszę? Otóż… mam dosyć silną wolę i jeśli sobie coś postanowię, to nie jest to większym problemem. Wszystko jest w głowie. Już kilka tygodni wcześniej wyznaczam sobie dzień kiedy zacznę i tego się trzymam. Głodna nie jestem, bo jem sporo. Tylko czasami rano budzę się z niewielkim uczuciem głodu, co jest dla mnie bardzo przyjemne, bo ja go bardzo rzadko odczuwam. Zdarza mi się, że sięgnę po daktyla czy suszoną morelę, gdy mam ochotę na słodki smak. Gdy Tomek parzy sobie kawę, to jest najtrudniej. Unoszący się zapach kusi mnie najbardziej. Zaparzam sobie wtedy kawę zbożową i jest ok. Uffff… To tyle. Jeśli się ktoś zdecyduje, trzymam kciuki!
Aha, i jeszcze parę słów o tym jak można czuć się w czasie detoksu i po nim. Zatem w czasie trwania bywa różnie i niekoniecznie świetnie. Bywało, że bolała mnie głowa i było mi mdło. Tym razem te objawy mnie ominęły, ale jest mi ciągle zimno. Nie jest to przyjemne, ale znaczy, że organizm wyrzuca toksyny. Można też spodziewać się różnych wyprysków na twarzy (typowy objaw uwalniania toksyn), to na szczęście mnie ani razu nie spotkało. Ale to uczucie po detoksie… warte wszystkich wyrzeczeń. Wszystkie dolegliwości układu pokarmowego mijają, czuję się lekko, mam więcej energii i optymizmu, otępienie zimowe, jak to nazywam, mija. I zaczynam wiosnę nowa ja!

Domowe nugetsy

Czas przygotowania: ok. 30 min., czas pieczenia: ok. 15 min.

Domowe nugetsy

Czas przygotowania: ok. 30 min., czas pieczenia: ok. 15 min.

„Mamo, przez całą drogę ze szkoły myślałem, czy będzie w domu jakiś obiad. Byłem tak strasznie głodny… I gdy po wejściu zobaczyłem pełen talerz tych nugetsów, oszalałem ze szczęścia”, powiedział wczoraj Łukasz. Jak czasami niewiele do szczęścia potrzeba. I jak łatwo czasem kogoś uszczęśliwić.
  • 3 filety z piersi kurczaka
  • 2 jajka
  • kilka łyżek mleka (u nas roślinne)
  • sól, pieprz
  • ok. 3 szklanek płatków kukurydzianych
  • (papryka słodka, papryka ostra, papryka wędzona)
  • oliwa

Przygotowanie

Kurczaka umyć, wysuszyć i pokroić na niewielkie kawałki (2 – 3 cm), posolić, popieprzyć. Jajka wbić do miski, wlać mleko, dodać sól i pieprz i ewentualnie ulubiona/e paprykę/ papryki, wszystko dokładnie wymieszać. Płatki kukurydziane zmiksować dość drobno, ale nie na mąkę. Filety włożyć do masy jajecznej i wymieszać. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Wyjmować kawałki mięsa, obtaczać je w rozdrobnionych płatkach i układać na blasze. Posmarować je oliwą (użyłam pędzelka). Piec ok. 15 minut w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni. Podawać z sosem czosnkowym lub innym ulubionym.
 

Krem z topinambura

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas gotowania: ok. 20 min.

Krem z topinambura

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas gotowania: ok. 20 min.

Kilka dni temu zaserwowałam na obiad nową zupę. Z czego jest ta zupa, padło pytanie. Z topinambura, odpowiedziałam. Z czego??????????????????????? Z topinambura! Na twarzach moich współbiesiadników pojawił się grymas niechęci, ale karnie chwycili za łyżki i … zjedli. I pochwalili, więc zrobiłam ją znowu i jutro zrobię ponownie.
Zatem, co to jest topinambur? Jest to warzywo, zwane także słonecznikiem bulwiastym. Obok pasternaku, brukwi i skorzonery wraca powoli do łask. Jak smakuje? Widziałam porównania do pestek słonecznika i orzechów, ale ja specjalnie tych smaków w nim nie odnalazłam. Dla mnie ma po prostu swój, topinamburowy smak. Jest bardzo delikatny, lekko słodkawy i taka jest właśnie ta zupa. Wielbiciele bardziej wyrazistych smaków mogą czuć się zawiedzeni. Ale na korzyść topinambura przemawiają jeszcze jego właściwości pro zdrowotne. Według informacji z sieci topinambur obniża poziom cukru we krwi, obniża cholesterol i reguluje ciśnienie, wspomaga odchudzanie i działa antyrakowo. Nieźle!!! Przyznaję, że do tej pory niełatwo było go zdobyć, ale od pewnego czasu jest w stałej sprzedaży w lidlu, dlatego mogę polecić go z czystym sumieniem.
  • 1 kg topinamburu
  • 2 cebule
  • 2-3 ziemniaki
  • masło klarowane/ olej
  • ok. 1,5 – 2 l bulionu/ wody
  • sól, pieprz
  • odrobina soku z cytryny
  • natka
  • orzechy laskowe

Przygotowanie

Przygotować miskę z wodą i wcisnąć do niej nieco soku z cytryny. Obrać topinambur i wrzucić go od razu do wody z cytryną, żeby nie ściemniał. Obrać i posiekać cebulę, obrane ziemniaki pokroić w niedużą kostkę. Rozgrać garnek, wlać olej/ wrzucić masło i po rozgrzaniu poddusić na tym cebulę przez kilka minut. Wrzucić odsączony topinambur i ziemniaki, chwilę razem poddusić, wlać bulion/ wodę. Gotować pod przykryciem ok. 15 – 20 minut, posolić i popieprzyć, wcisnąć sok z cytryny. Całość zmiksować na gładki krem. Jeśli zupa jest zbyt gęsta, dolać bulion/ wodę. Podawać z podprażonymi i posiekanymi orzechami oraz natką.
 

Ciepła sałatka z pieczonych warzyw z cykorią i karmelizowanymi orzechami

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia: ok. 35 min.

Ciepła sałatka z pieczonych warzyw z cykorią i karmelizowanymi orzechami

Czas przygotowania: ok. 20 min., czas pieczenia: ok. 35 min.

Ta sałatka skradła nasze serca i była hitem styczniowych warsztatów. Mnie wystarcza jako samodzielne danie, chociaż jestem w tym raczej odosobniona. Jeśli uda się kupić, to polecam czerwoną cykorię, bo całość wygląda jeszcze piękniej. Mieszając składniki na dressing, możecie pominąć musztardę, sos będzie wtedy zdecydowanie łagodniejszy i całość słodka. Musztarda doda jej wyrazu.
  • 5 – 6 marchewek pokrojonych wzdłuż na 4 ćwiartki
  • 5 – 6 pietruszek pokrojonych wzdłuż na 4 ćwiartki
  • oliwa
  • cynamon, mielony kumin
  • spora garść orzechów laskowych
  • syrop klonowy
  • 4 cykorie, podzielone na listki, serce pokrojone w cienkie plasterki
  • sok z 1 pomarańczy
  • ocet jabłkowy
  • olej z orzechów włoskich/ olej rzepakowy z pierwszego tłoczenia/ oliwa
  • S(musztarda dijońska/ francuska)
  • świeży tymianek

Przygotowanie

Marchew i pietruszkę umieść w formie do pieczenia, polej oliwą, dodaj cynamon, kumin i sól, wymieszaj. Piecz ok. 35 minut w 180 st. aż warzywa będą miękkie i przyrumienione na brzegach. Wymieszaj sok z pomarańczy, ocet jabłkowy, olej i musztardę aby zrobić dressing. Zmiażdż orzechy (na grubo) i podpraż na suchej patelni aż zaczną się rumienić. Dodaj syrop klonowy, a kiedy zgęstniej i oblepi orzechy, zdejmij z patelni. Podpieczone warzywa wymieszaj z cykorią i dressingiem, posyp orzechami i tymiankiem, od razu podawaj.
 

Marchewkowy krem z curry

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas gotowania: ok. 30 min.

Marchewkowy krem z curry

Czas przygotowania: ok. 15 min., czas gotowania: ok. 30 min.

Co jakiś czas jeżdżę w piątek na targowisko w Mosinie i kupuję od ulubionego gospodarza warzywa. Ostatnio, między innymi, kupiłam dużo marchwi, dzień wcześniej wyciągniętej z kopca. Była pokryta czarną ziemią, ale po oczyszczeniu okazała się najsłodszą marchwią jaką ostatnio jadłam. Robiłam z niej klasyczną surówkę z jabłkiem, zapiekałam z korzeniową pietruszką, ale ciągle było jej bardzo dużo. Pomyślałam o zupie, ale wiedziałam, że muszę ją bardzo podkręcić, żeby nie smakowała jak zupka dla niemowlaka. Podkręciłam ją tak, że Maja nie dała rady jej zjeść, ale reszta podołała (pisząc o reszcie, oczywiście pomijam Antka).
Uwaga: do przygotowania zupy użyłam świeżą kurkumę, którą po raz pierwszy udało mi się kupić (była w Lidlu). Jeśli jednak nie dostaniecie świeżej, użyjcie po prostu tej w proszku. Jeśli nie lubicie zbyt ostrych potraw, użyjcie mniej pasty i uważajcie z kurkumą.
  • 2 cebule
  • 3 ząbki czosnku
  • 1-2 łyżki żółtej pasty curry
  • kawał świeżego imbiru (wielkości kciuka)
  • kawałek świeżej kurkumy, mniejszej niż imbir (lub w proszku)
  • ok. 1 kg marchwi
  • ok. 1.5 l bulionu warzywnego/ wody
  • olej/ masło klarowane
  • sól, pieprz
  • puszka mleka kokosowego 400 ml
  • (sok z cytryny)
  • sezam do podania

Przygotowanie

Cebulę i czosnek obrać, posiekać. Imbir i kurkumę obrać i zetrzeć na tarce. UWAGA!!! Świeża kurkuma bardzo brudzi, więc najlepiej użyć rękawiczki (4 dni chodziłam z żółtymi palcami, bo za pierwszym razem nie użyłam). Marchew wyszorować, (obrać, chociaż ja rzadko obieram, chyba, że jest bardzo brudna), pokroić na mniejsze kawałki. Rozgrzać garnek, wlać olej/ wrzucić masło klarowane i na niewielkim ogniu podsmażyć cebulę, czosnek, imbir, kurkumę i pastę curry. Mieszać, żeby się nie przypaliło. Dodać marchew i smażyć dalej przez kilka kolejnych minut, mieszając. Wlać bulion/ wodę, dodać sól i pieprz i gotować ok. 20 minut, aż marchew będzie miękka. Wszystko zmiksować, dodać mleko kokosowe i dokładnie wymieszać. Doprowadzić jeszcze do wrzenia i sprawdzić doprawienie. Może dodać trochę soku z cytryny, żeby nie było zbyt słodkie. Podawać z podprażonym sezamem. Idealna jest też świeża kolendra.
 

Cebule nadziewane farszem (dwie wersje)

Czas przygotowania: ok. 45 min., czas zapiekania: ok. 30 min.

Cebule nadziewane farszem (dwie wersje)

Czas przygotowania: ok. 45 min., czas zapiekania: ok. 30 min.

Pierwsze dwa lata przedszkola Antka były koszmarne. Kilka dni w przedszkolu, a potem 2-3 tygodnie w domu i znowu kilka dni w przedszkolu, a potem dom. W tym roku się zdecydowanie poprawiło. Cały wrzesień, październik i listopad dzielnie chodził do przedszkola, dopiero w grudniu dopadł go paskudny kaszel. W styczniu wrócił, ale tylko na 4 dni. Poprzedni tydzień był fatalny – 5 dni gorączki bez żadnych innych objawów. Łatwo nie było, ale w końcu w weekend gorączka odpuściła, a pojawił się katar i kaszel. Poszliśmy odreagować chorobowe smuteczki do kuchni. Zrobiłam nadziewane cebule z dwoma rodzajami farszu i rosół, upiekliśmy dwa chleby i od razu zrobiło się lepiej. Cebule wyszły pyszne, chleby zniknęły, dojadamy resztki rosołu. A dzisiaj od rana pada śnieg, jest go całkiem sporo. Antek po chorobie dochodzi jeszcze w domu do sił, idziemy więc zaraz lepić bałwana. Kilka dni temu skończył 6 lat i będzie to dopiero jego pierwszy bałwan, bo do tej pory albo śniegu nie było, albo się nie kleił, albo Antek był chory.
  • 4-5 cebuli cukrowych (dużych, białych)
  • 2 opakowania szynki parmeńskiej lub szwardzwaldzkiej
  • słoiczek suszonych pomidorów
  • garść suszonych grzybów
  • (2-3 śliwki wędzone)
  • pęczek natki
  • 2 duże garści orzechów włoskich
  • sól, pieprz

Przygotowanie

Grzyby zalać wodą i gotować ok. 20 minut. Cebule obrać z wierzchniej łupiny i poprzecinać na pół wzdłuż. Wyciągnąć delikatnie najmniejsze wewnętrzne warstwy, zostawiając 3-4 zewnętrzne. Rozdzielić je by uzyskać pojedyncze łódeczki. Jeśli warstwy są bardzo cienkie, zostawiać po dwie. Uzyskane łódki wrzucić na ok. 3 minuty do wrzątku lub w wersji lux, do bulionu. Odcedzić je i odłożyć. Zabrać się za przygotowanie obu farszy. Posiekać resztę cebuli (wszystkie wewnętrzne warstwy, które zostały). Na jednej patelni podsmażyć pokrojoną szynkę. Jeśli ma tłuszcz, to bez dodatkowego oleju, jeśli jest bardzo chuda, wlać nieco oleju. Dodać połowę posiekanej cebuli i razem wszystko smażyć. Po 4-5 minutach dodać połowę posiekanych pomidorów i orzechów, wrzucić ¼ natki, dosolić i popieprzyć. Na drugi farsz podsmażyć na oleju resztę cebuli, po chwili dodać pokrojone drobno grzyby i smażyć kilka minut. Dodać resztę pomidorów i orzechów. Ja dodałam 3 pokrojone śliwki wędzone, ale można je pominąć, jeśli się nie lubi. Dodać ¼ natki, sól i pieprz, wymieszać. Przestudzić oba farsze i nakładać je do połówek cebuli. Układać w żaroodpornym naczyniu wysmarowanym masłem lub oliwą. Zapiekać ok. 25-30 minut w 180 st. Podawać posypane resztą natki.
 

Bajgle (orkiszowe razowe)

Czas przygotowania: ok. 20 min. plus czas wyrastania plus czas pieczenia

Bajgle (orkiszowe razowe)

Czas przygotowania: ok. 20 min. plus czas wyrastania plus czas pieczenia

Mam jedną ogromną zakupową słabość – książki kulinarne. Uwielbiam je czytać, oglądać zdjęcia, które często ocierają się o sztukę i oczywiście próbować nowe przepisy. Chociaż nie pisałam listu do Gwiazdora, on w jakiś sposób wiedział o tej mojej małej obsesji i przyniósł mi kilka wymarzonych książek. Jedną z nich jest „Chleb, domowa piekarnia” Piotra Kucharskiego, z solidną dawką informacji na temat domowego wypieku pieczywa i opisu wszystkiego, co jest do tego potrzebne. Maja stwierdziła, że to fajny prezent dla mnie, ale też dla całej rodziny, bo będę piekła dobre chleby. Przymierzam się do zrobienia zakwasu, żeby ruszyć, ale ciągle nie mogę zacząć. Za to zrobiłam z Antkiem bajgle, który we wtorek, po powrocie z przedszkola stwierdził: mamo, czy możemy coś upiec? I wybraliśmy bajgle. Zrobiliśmy je z podwójnej porcji ciasta, wyszło 16 bajgli, które w ciągu doby zostały zjedzone.
  • 10 g drożdży
  • 100 ml ciepłej wody
  • 2 łyżki cukru
  • 100 g mąki orkiszowej białej
  • 150 ml ciepłej wody
  • 150 g mąki orkiszowej białej
  • 150 g mąki orkiszowej razowej
  • 1,5 łyżeczki soli
  • (mak, sezam do posypania)

Przygotowanie

W misce wymieszać składniki na zaczyn (drożdże, woda, pierwsza porcja białej mąki, cukier), przykryć folią i odczekać 20-40 minut, aż zaczyn urośnie. Wymieszać go z resztą składników i ugnieść, najlepiej za pomocą miksera. Wyciągnąć z misy, jeśli będzie się lepić, podsypać mąką i jeszcze wyrabiać (ja już wtedy ręcznie), aż będzie elastyczne i nie będzie się kleić. Przełożyć do wysmarowanej oliwą/ olejem miski, zakleić folią spożywczą i odstawić w ciepłe miejsce aż podwoi objętość ( może nawet potroić). Czas oczekiwania to ok. 2-3 godziny, chociaż w upalne dni ciasto drożdżowe wyrasta znacznie szybciej. Wyrośnięte ciasto przełożyć na podsypaną mąką stolnicę, lekko zagnieść i podzielić je na 9 równych kulek (autor zaleca zważenie, każda bułeczka po ok. 110 g, ale ja robię to oczywiście na oko i wychodzi mi 8, nie tak bardzo równych). Z każdej kulki uformować bułeczkę, następnie ją rozpłaszczyć. W każdej zrobić dziurę, , najlepiej końcem drewnianej łyżki i powiększyć ją, obracając bułkę wokół łyżki. Odłożyć i ponownie nakryć (folia może się zbyt lepić, więc czystym ręcznikiem). W tym czasie zagotować 2- 3 litry wody w dużym garnku, dodać 4 łyżki cukru i łyżeczkę sody oczyszczonej. Wrzucać po 2-3 bajgle i gotować je ok. 2 min., obracając kilka razy z góry na dół (bajgle rosną w czasie gotowania). Wyjąć łyżką cedzakową i osuszyć. Przełożyć na blachę do pieczenia i posypać ulubionymi dodatkami (u mnie był stanowczy sprzeciw). Piekarnik rozgrzać w opcji góra-dół (pieczenie tradycyjne) do 220 st. i piec przez 20 – 25 min.
Bajgle można piec oczywiście na mące pszennej, proporcje bez zmian. Jeśli chcecie upiec bajgle tylko na mące białej, to użyjcie o 30 ml wody mniej do ciasta właściwego.
 

Jabłka w miodzie czyli deser „last minute”

Czas przygotowania: ok. 10 min.

Jabłka w miodzie czyli deser „last minute”

Czas przygotowania: ok. 10 min.

W wersji oryginalnej, ten deser czerpał słodycz z karmelu zrobionego z cukru. Przerobiłam go na wersję zdrowszą i taką bardziej świąteczną, bo Święta kojarzą mi się z jabłkami, miodem, cynamonem i orzechami. Tych skojarzeń jest oczywiście więcej, ale w tym deserze nawiązują akurat do powyższych. Prosty, szybki w wykonaniu, pełen słodyczy i taki… polski.
  • 1-10 jabłek
  • 1 – 10 łyżek miodu
  • od kilku łyżek do kilku pudełek śmietanki 30%
  • cynamon
  • orzechy włoskie do podania

Przygotowanie

Do tego deseru najbardziej lubię ciemne miody czyli spadziowy i gryczany, ale każdy inny oczywiście będzie dobry. Proporcje zależne są od liczby osób oraz upodobań co do słodkości potraw. Na ciepłą (nie gorącą) patelnię wlewamy miód. Gdy się rozgrzeje, wrzucamy jabłka, obrane i pokrojone w ósemki. Pozwalamy im zmięknąć, delikatnie przewracając od czasu do czasu, żeby całe kawałki nasyciły się miodem. Posypujemy cynamonem, wlewamy śmietankę. Chwilę wszystko gotujemy, delikatnie mieszamy i czekamy, aż sos zgęstnieje, a jabłka będą ciągle w całości (nie dopuszczamy do tego, żeby się rozwaliły). Przekładamy na talerz/ talerzyki i posypujemy posiekanymi orzechami. Jemy na ciepło. Gałka lodów waniliowych dopełnia całości, ale nie jest konieczna. Można, zamiast cynamonu, dodać chili, imbir czy brandy.
 

Ciasto piernikowo-czekoladowe (bez pieczenia)

Czas przygotowania: ok. 30 min.

Ciasto piernikowo-czekoladowe (bez pieczenia)

Czas przygotowania: ok. 30 min.

Jeśli w cieście jest masło, bita śmietana i czekolada to musi ono być pyszne. I choć nie jest ani małokaloryczne, ani dietetyczne, ani lekkie… to czasami można coś takiego zjeść. Mnie mały kawałek zupełnie wystarczył, bo zasładza szybko, ale z dodatkiem gorzkiej, mocnej herbaty był idealny.
  • 250 g pierniczków (użyłam domowych)
  • ok. 200 g masła
  • 50 g daktyli bez pestek
  • sok wyciśnięty z jednej pomarańczy
  • 150 g gorzkiej czekolady
  • 300 ml śmietanki 30% (kremówki)
  • 30 g orzechów włoskich + trochę do dekoracji
  • kilka kostek białej czekolady

Przygotowanie

Daktyle zalać wrzątkiem tak, by były przykryte, odstawić. Pierniczki pokruszyć i przesmażyć na maśle. Uważać, żeby się nie przypaliły, w razie potrzeby dorzucić nieco więcej masła (!). Przełożyć do formy, uklepać i gdy nieco przestygnie, wstawić do lodówki (lub od razu na balkon). Połamaną czekoladę umieścić w żaroodpornej misce i z 4 łyżkami śmietanki umieścić ją nad garnkiem z wrzącą wodą w ten sposób, aby miska nie dotykała powierzchni wody (kąpiel wodna). Rozpuścić ją, mieszając od czasu do czasu. Zdjąć miskę z garnka i nieco przestudzić masę. W tym czasie odlać wodę z daktyli, wlać sok z pomarańczy i zmiksować na jednolitą masę, dodać posiekane orzechy. Resztę kremówki ubić na pianę. Wymieszać rozpuszczoną czekoladę z masą daktylową, a następnie delikatnie wymieszać z ubitą śmietanką. Masę rozprowadzić na spodzie z pierników. Wstawić do lodówki na kilka godzin. Przed podaniem udekorować pokruszonymi orzechami i posiekaną białą czekoladą.